Sprzeczności
 
Wszyscy wiedzą, że na wywiadzie można polegać tak samo jak na kuli quay, którą posiadają Weequayowie. Ale to nie znaczy, że się nie przydaje. Czasami to kłamstwa i mity mówią to, co musisz wiedzieć.
- Sierżant Kal Skirata, instruktor komandosów, Brygada ds. Operacji Specjalnych, Wielka Armia Republiki

Fabryka droidów Separatystów, planeta Olanet w systemie Siskeen - 460 dni po bitwie o Geonosis.
Atin lubił potężną, satysfakcjonującą eksplozje tak samo jak mężczyzna obok niego. Ale były lepsze sposoby na wyeliminowanie droidów niż rozwalenie ich na kawałki. Po prostu nie zgadzał się tym razem z technicznymi detalami.
- Ordo powiedział mi, że się z nim kłóciłeś - powiedział Prudii.
Atin zjeżył się. Ale z drugiej strony, może Ordo myślał, że to komplement.
- Chciałem, żeby wszystko było jasne.
Atin patrzył w dół z balkonu znajdującego się nad podłogą fabryki, macając pokryty plamami rdzy sufit w poszukiwaniu miejsca, w którym można by zawiesić linę zdolną utrzymać komandosa Republiki w pełnej zbroi. Jedynym źródłem światła był czerwony blask kawałków durastali, które przerabiano na wałki; droidy nie potrzebowały światła by coś widzieć. Tryb noktowizyjny w jego hełmie włączył się w momencie gdy on i Prudii weszli do fabryki.
To był cel o wielkiej wartości. Mówiono, że ta fabryka jest największą po tej na Geonosis. Jak zwykle wywiadowi coś umknęło.
Atin wyczuł solidny kawałek sufitu i sprawdził jego siłę za pomocą sensora wmontowanego w rękawicę. Płatki skorodowanego metalu upadły na podłogę. Ostrożnie wsunął je w szczelinę, aby zamaskować ślady wejścia.
- Pięć procent dodatkowego carvanium powinno załatwić sprawę - Prudii, klon ARC N-5 wyciągnął narzędzia z pasa. - Zaufaj mi. Wiele razy to robiłem.
- Wiem.
- I co? Zadziałało? Zadziałało.
- Dobra, nie jestem metalurgiem, nie znam się.
Prudii wychylił się poza poręcz, sprawdzając wytrzymałość liny.
- Ja też nie jestem, ale znałem kogoś, kto był.
Atin nie pytał, czemu kolega używa czasu przeszłego. Był zarówno zabójcą jak i sabotażystą, najlepszym w obu dziedzinach. Dopóki nie pozna go tak samo dobrze jak jego braci, Ordo i Mereela, będzie uważnie go obserwował. Zera były tak samo szalone jak pudło hapańskivh chagów. Było tylko sześciu takich komandosów w armii, ale wydawało się, że jest ich więcej.
Drużyna Omega wróciła przed paroma dniami do koszar. Atin tęsknił za nimi, ale zgłosił się na tą misję, aby nauczyć się nowej techniki. I się nauczy.
Mogę to zrobić. Hm, kłóciłem się? Lubię, żeby wszystko było jasne.
Prudii spuścił się po linie, jego kama zawirowała w powietrzu kiedy zjeżdżał w kompletnej ciszy - niełatwe zadanie dla ważącego 85 kg mężczyzny w pełnej zbroi. Atin wstrzymał oddech ruszył za nim. Jeśli droidy ich wyczują, misja się skończy. Musieliby wtedy zniszczyć fabrykę. A Separatyści przeniosą produkcję w inne miejsce - znowu. Gdyby tylko można było zmienić miliony nieudanych blaszaków w molekuły za pomocą małego sabotażu, zaoszczędziłoby to dalszego polowania.
- To nic osobistego - mruknął Atin, zastanawiając się co dzieje się w metalowych głowach. - Wy albo ja, vode.
- Co? - głos Prudiiego rozległ się w jego hełmie.
- Starałem się tylko nie być... organiczną istotą.
- Nie gadaj mi tylko o prawach droidów.
- Nie śmiałbym - powiedział Atin.
Wylądował koło porucznika i okrążyli linię produkcyjną. Na podłodze fabryki, 20 metrów poniżej poziomu podłogi, rozlegał się rytm w pełni zautomatyzowanej produkcji. Podczas nocnej zmiany widoczne były tylko droidy. Płaty durastali dudniły między wałkami, były chwytane przez gigantyczne chwytaki i przenoszone na kolejną linię do przycięcia. Na końcu taśmociągu prasa w kształcie muszli tworzyła torsy droidów bojowych wokół formy, zanim przeniosła je przez chłodzone kadzie, z których z sykiem wydobywała się para. Całe miejsce pachniało sadzą i spalenizną.
Droid sprzątający wyglądający jak pudełko na kołach z dużą ilością multifunkcjonalnych ramion przejechał obok Atina i Prudiiego, tak samo obojętny na elektromagnetyczny profil ich zbroi jak każdy z jego rodzaju. Atin wstrzymywał oddech nawet wtedy gdy przejechał. Ale z jego szczelnie zamkniętego hełmu nie wydobył się żaden dźwięk. Mógłby wydzierać się do Prudiiego i nikt inny by tego nie słyszał. Zresztą i tak ogłuszający hałas linii produkcyjnej tłumił wszelkie dźwięki.
- Jest - Prudii wskazał na coś, co wyglądało jak za duże szafki, znajdujące się na ścianie daleko przed nimi. Ich zawiasy były tak samo skorodowane jak one same. - Nienawidzę rdzy. Czy oni tu nigdy nie sprzątają?
Atin ostrożnie otworzył pokrywę. Nie, Separatyści nie sprawdzali zbyt często jak idzie automatyczna produkcja, dopóki raporty donosiły, że wszystko jest w porządku. W środku znajdowały się półki pełne danych, które spływały do różnych linii produkcyjnych, oznaczały średnice drutów, proporcje stopów, ilość komponentów i wiele innych parametrów, które pozwalały stworzyć droida bojowego. Atin i Prudii otworzyli właśnie "mózg" całej fabryki. Nadszedł czas operacji chirurgicznej.
- Ile razy to robiłeś? - spytał Atin.
Prudii głośno wypuścił powietrze przez zęby i poruszał głową jakby próbował policzyć.
- Wiele - odparł w końcu.
- I nikt niczego jeszcze nie zauważył?
- Nie. Powiedziałbym że nie - Prudii zamocował druty, które obciął, nad i pod otworem, aby je odizolować. - Dopóki nie ruszam wyłącznika.
Sprawdził zastępczy nośnik danych - prawie identyczny z tymi używanymi przez Separatystów i włożył go na miejsce starego. - Dzięki temu fabryka doda więcej carvanium do durastali, a kontrola jakości nie wykryje niczego nienormalnego. Widzisz? - Pokazał odczyt na panelu. Rząd cyfr pokazywał 0003. - Maszyny wierzą w to co im powiesz, tak samo jak ludzie.
- Jesteś pewien, że to wystarczy?
- Jeśli dodam więcej, będzie zbyt kruche, żeby przedostać się przez wałki. Wtedy odkryją problem.
- W porządku...
Prudii wziął głęboki oddech. Był cierpliwy jak na Nulla.
- Słuchaj, kiedy te chakaare znajdą się na polu walki, nadciśnienie z podstawowej skorupy jonowej rozsadzi ich skrzynki jak kryształ z Naboo - Zdjął druty i przymocował je do miejsca otaczającego pionowe miejsce wyżej w panelu. Więcej płytek zastąpiło oryginalne chipy.
- Na wszelki wypadek gdyby im się poszczęściło i zauważyliby ten mały problem z kontrolą jakości, ten tutaj zmniejszy średnicę kabla wystrczająco, by w momencie przepływu większej ilości danych powstało śpięcie. Staram się wprowadzać do każdej fabryki innego rodzaju rpoblemy,w razie jakby natrafili na jakiś wzorzec. Jak długo mam ci to tłumaczyć?
- Tylko sprawdzałem, sir.
- Przestań z tym "sir". Nienawidzę tego.
To była precyzyjna kalkulacja: wystarczyło, żeby stworzyć droidy, które będą się psuły na polu bitwy, ale nie na tyle delikatne, żeby dało się zauważyć problem gdy droidy będą sprawdzane przed wyjazdem z fabryki - sprawdzane przez droidy używające sfałszowanych danych. Prudii musiał wszystko robić dobrze. Współczynnik zabitych wynosił od 20:1 do 50:1 w ciągu kilku miesięcy. Blaszaki nadal nie potrafiły pokonać Republiki, mimo zapewnień, że mogły. Kiedy Prudii pracował, droidy przechodziły obok niego, niczego nie świadome. Usunął się im z drogi i pozwolił przejść.
- Czy to prawda, że wytropiłeś generała Grievousa? - zapytał Atin. - Wiem, że dwóch z was otrzymało zadanie złapania go...
- Nie, to nie ja. Spytaj Jainga. Albo Kom'rka. To ich robota, nie moja.
Atin nie spotkał ich jeszcze.
- Jeśli go znaleźli, wojna wkrótce się skończy.
- Tak myślisz? Nie sądzę, żeby zbliżała się ku końcowi.
Atin zrozumiał aluzję i nie pytał więcej o Grievousa. Stał na straży, trzymając karabin DC-17 w gotowości. Musiał się pilnować, żeby go nie użyć. To dziwne uczucie być niewidzialnym. Zastanawiał się dlaczego Wielka Armia nie używa niewykrywalnych warstw na zbrojach klonów, widząc, że większość ich zadań na lądzie dotyczy walki z droidami.
Wiele rzeczy nie zgadzało się na tej wojnie.
- Już - powiedział Prudii, zamykając panel. Przyjrzał mu się. - Nigdy nas tu nie było.
Wspięli się z powrotem na pomost, używając lin i wymknęli się tą samą drogą, którą przyszli. Na zewnątrz panowały całkowite ciemności. Mieli godzinę żeby dostać się do punktu zbornego i przesłać koordynaty swojego miejsca pobytu do ciężkiego, ukrytego transportowca, który na nich czekał. Na Olanecie oznaczało to drogę przez kilometry pilnowanych dziedzińców należących do fabryki serwującej nerfie mięso. Atin słyszał ich ryczenie, ale jeszcze nigdy nie widział żywego nerfa.
- Śmierdzi tu - Prudii schował się za repulsorową ciężarówką na dziedzińcu zajmowanym przez wiele innych pojazdów i ukrył się w cieniu. Zapach obornika, niegroźny, ale przyprawiający o mdłości, podobnie jak zapach zwierząt, przedostawał się przez filtry jego hełmu.
- 57, odbierasz?
- Tak jest, 10, sir. Czekam na rozkazy.
Prudii nie skomentował kolejnego użycia tytułu "sir". Wyciągnął zza pasa płytki z danymi i przyłożył do nich sondy, po jednej naraz. Atin zobaczył, że mężczyzna jest pokrewny mu duchem, człowiekiem, który nie pozwoli, żeby nieożywione przedmioty przeszkodziły mu w czymkolwiek, ale nadal ciężko było go rozgryźć.
- Shab - mruknął Prudii. Trzymał w ręku płytkę. - Co możesz z tym zrobić?
Atin wsadził płytkę do własnego czytnika danych i przerzucił wyciągnięte z niej dane do swojego HUD. Wyczytał tylko rzędy numerów, dane, które potem musiał zanalizować dokładniej.
- Na co patrzę? Normalnie nie interesuje mnie to. Nigdy nie miałem czasu tego wszystkiego czytać.
- Szukaj kodu, który zaczyna się od 00-5-alfa, dziesiątego licząc od górnego rzędu.
- Mam.
- To ogólna liczba jednostek, które opuściły linię produkcyjną odkąd płytka została umieszczona, aby rozpocząć produkcję. I data.
Atin spoglądał na prawo i lewo, licząc linie numerów i dodając wyimaginowane przecinki.
- 996.125. W ciągu roku.
- Zgadza się.
- To nic takiego - Atin sprawdził czy nie pomylił się w odczycie żadnego rzędu cyfr. - Nie, to tylko sześć rzędów.
- Każda fabryka, w której dokonaliśmy zniszczeń, produkuje taką liczbę. Sądząc z ilości surowego materiału, którego przewóz monitorujemy, ciągle jeszcze jest dużo fabryk, ale wydaje mi się, że mówimy o kilkuset milionach droidów.
- To świetnie. Dzięki, będę mógł dzisiaj spać spokojnie.
- Powinieneś, ner vod - Prudii dotknął zamknięcia na swoim kołnierzu, ściągnął hełm i przejechał rękawicą po czole; kiedy skończył, świeciła się od potu w mdłym świetle wydobywającym się z HUD. Wyglądał starzej niż Mereel i Ordo.
- Mówią, że tworzy się kwadryliony droidów - przerwał. - Kwadrylion ma 24 zera. Tysiąc milionówmilionów, nie kilkaset. Czy coś przegapiliśmy?
Atin nie obraził się za wyjaśnienie. Więcej niż 3 miliony oznaczało dla niego złe wieści; tyle właśnie klonów było wysyłanych z, albo tworzonych na Kamino.
- Mówią? Kto mówi?
- Dobre pytanie.
- Ale wystarczy tylko jeden, żeby cię zabić.
- Ale gdzie te wszystkie fabryki? W tamtym roku odwiedziłem około 47 planet. - Z tego, jak Prudii opowiadał, wyglądało na to, że tylko je zwiedzał. Atin wyobraził go sobie jak ogląda atrakcje turystyczne na planetach Separatystów, a potem przeszukuje je fragment po fragmencie. Rękojeść verpińskiego karabinu na plecach była wysłużona. Atin nie miał pojęcia kogo naprawdę tropi Prudii i był z tego powodu szczęśliwy. - Widziałem dużo, naliczyłem dużo. Ale nie kwadryliony. Nie wydaje mi się, żeby byli w stanie wyprodukować aż tyle.
- Ale dlatego właśnie walczymy, prawda? - Atin starał się nie myśleć o wiadomościach w Holonecie i uważał dyskusje polityczne za coś bez znaczenia, ponieważ niezależnie od tego czy był jeden droid czy septylion, on i jego bracia byli tymi, którzy nadal będą na linii frontu. - Ponieważ Separatyści zaleją nas armiami droidów, jeśli ich nie powstrzymamy. Dlaczego więc nie można zapewnić publiki, że zagrożenie nie jest tak duże?
Prudii spoglądał na niego przez moment. Atin miał wrażenie, że drugi go żałuje, ale nie był pewny czemu.
- Bo tylko my jesteśmy w stanie to zobaczyć, kiedy niszczymy fabrykę Separatystów.
- Raportujesz to?
- Oczywiście. Za każdym razem. Do generała Zeya. Mace Windu o tym wie, wszyscy wiedzą.
- Więc czemu holowiadomości podają, że jest ich kwadrylion? Skąd mają takie dane?
- Słyszałem to najpierw od Wywiadu Republiki.
- Cóż, w takim razie... - Wywiad często zmieniał swoje rachunki. - Wygląda na to, że sami to zmyślają.
- Nawet oni nie byliby tak głupi.
Prudii włożył z powrotem hełm i wyciągnął rękę. Atin wręczył mu płytkę. Nic więcej nie mówił.
Miliony lub kwadryliony. Co z tego? Atin, człowiek, który lubił cyfry, wyobraził sobie 1.2 miliona klonów wyruszających w tej chwili na wojnę, dodał 2 miliony tych, którzy jeszcze byli trenowani i nie musiał nawet dodawać miejsca po przecinku aby stwierdzić, że nie podobało mu się to co zobaczył. Ale nigdy ich nie lubił. I nigdy jeszcze to nie powstrzymało go przed negowaniem ich.
- Chcesz, żebym przesłał te dane do Kwatery Głównej? - zapytał.
- Nie - odpowiedział Prudii. - Dopóki nie zobaczy ich Kal'buir.
Dobry mandaloriański syn zawsze słuchał ojca. Zera były takie sami: patrzyły na sierżanta Kala Skiratę - Kal'buira, Tatę Kala - jako na tego, który wydaje im rozkazy, nie zwracali się do Republiki w tej sprawie. Mandaloriański ojciec najpierw troszczy się o swoich synów, a oni mu ufają. Skirata zawsze będzie przewyższał rangą wszystkich - kapitanów, generałów a nawet Wielkiego Kanclerza.

Tipoca City, Kamino - 461 dni po bitwie o Geonosis.
Ko Sai była ciężkim przypadkiem.
Mereel - żołnierz ARC N-7 zawsze myślał o Kaminoanach, że są okrutni, aroganccy, ksenofobiczni, a nawet nadają się na barbecue, ale nigdy nie patrzył na nich jako na zdolnych do knucia - nie, dopóki nie zaczął polować na ich zaginioną szefową naukowców. Nie zginęła w bitwie o Kamino, jak wszyscy myśleli. Uciekła.
Czemu? Jakie miała motywy? Bogactwo? Na pewno nie chodziło o politykę.
Wiedział, że wciąż żyła, ponieważ uciekła od swoich separatystycznych pracodawców. W kantynach na Tatooine słyszał pogłoski o nagrodzie. A kiedy masz na wymianę rzadkie umiejętności klonowania, w galaktyce, w której nie wolno było klonować nie dla wojska, próby zarobienia kredytów były ciężkie do ukrycia przed tymi, którzy wiedzieli gdzie patrzeć.
Khomm i Arkania bardzo ucierpiały z powodu zakazu. Mereel dokładnie wiedział gdzie patrzeć.
Stał na baczność wśród innych klonów w centrum treningowym na Kamino. Dobry, posłuszny klon, jak widzieli go Kaminoanie. Perfekcyjny produkt. Ale ich systemy identyfikacyjne dawały się łatwo oszukać, nie tak jak powiedzieli przedstawicielom Republiki. Nie zorientowali się w fałszywym kodzie identyfikacyjnym jego transportera. Mały chip tworzył coraz nowsze identyfikatory, a on, bez swojej kamy i zbroi z niebieskimi oznaczeniami, mógł zniknąć na oczach Kaminiise. Nawet patrolujący piloci KE-8, którzy poszukiwali wadliwych klonów, nie mogli go zauważyć.
Myślisz, że jesteś nieomylna, przynęto na aiwhy?
Jeden z kaminoańskich techników szedł wzdłuż rzędów żołnierzy i zatrzymał się przed nim. Miał szarą skórę, mrugał, a jego kruchy kark kusił, żeby go przetrącić. Mereel, stojący na baczność, zaczął sobie wyobrażać co byłoby lepsze: blaster, wibroostrze czy garota. Te paskudy chciały go wykończyć kiedy był dzieckiem i nigdy o tym nie zapomniał. On i jego pięciu braci byli eksperymentem, który Kaminoanie uznali za porażkę. Ale Kal Skirata ich uratował.
Później przyjdzie czas na zemstę. Kal'buir nauczył go cierpliwości.
Cierpliwość jest luksusem. Starzeję się dwa razy szybciej niż zwykły człowiek.
Musiał przejść przez Tipoca City i zdobyć pewne dane bez zwracania na siebie uwagi. Kaminoanin poszedł dalej. Mereel ucieszył się, że wie więcej o miejscu pobytu szefowej Ko Sai, więcej niż jej ziomkowie, którzy szukali jej bardzo długo i dużym nakładem sił.
Będziesz musiała oddać nam nasze życia, gihaal, mi oraz moim braciom. Mereel włączył do swoich rachunków komandosów Republiki, mięso armatnie, które stało przy nim, a nawet klony ARC Alfa, które były gotowe zabijać dzieci-klony, byle tylko nie dostały się w ręce Separatystów. Vode. Wszyscy są moimi braćmi. Nawet Alfy.
Kiedy żołnierze się rozeszli, stanął z tyłu, aby nikt nie zauważył, że zmierza w stronę części administracyjnej budynku. Jeden z nich spojrzał na niego, przechylając głowę, ale nie można było się dowiedzieć co myśli pod hełmem. Był uważny, domyślał się, że Mereel jest obcym, wynikało to ze sposobu jego chodzenia i ubioru, ale nie powiedział nic. Żaden klon nie mógł stanowić zagrożenia dla bezpieczeństwa.
Tylko pożyczę kilka informacji, ner vod. Nawet nie spróbuję sabotażu w tej dziurze. Nie zwracaj na mnie uwagi.
Kiedy rząd żołnierzy przeszedł do korytarza, który skręcał o 90 stopni, Mereel skierował się na lewo i poszedł spokojnie do końca pasażu. Wyświetlacz w jego hełmie pokazał plany pięter. Patrzył to na nie to przez nie, aby skupić się na terminalu systemowym na ścianie. Z powodu ataku Separatytów rok wcześniej, ochrona była lepsza, ale tylko przed Separatystami i droidami. Amatorami i blaszakami. Nikt nie mógł zatrzymać zdeterminowanego Zera ARC.
- Mer'ika - odezwał się głos w jego hełmie. Był cichy i skoncentrowany. Skirata rzadko podnosił na nich głos. - Nie przeginaj. Chcę, żebyś wrócił w jednym kawałku.
- Słyszę cię, Kal'buir. - Mereel wyciągnął z płyty pancerza umieszczonej na ramieniu małą nagrywarkę i włożył ją w jeden z portów terminala. Kilku żołnierzy popatrzyło na niego z końca korytarza, ale pozostał na miejscu. Tylko skalibruje swoją zbroję. - Nie będziemy mieli drugiej szansy, żeby tu wrócić. Ściągnę wszystko, co zdołam.
Oprócz legalnego kodu, który ujawniał dane z węzła głównego Tipoca City, drugi, ukryty rozpoczął przeszukiwanie systemu. Mereel miał teraz zaszyfrowany dostęp do Skarbca Republiki, a także klucze umożliwiające odzyskiwanie skasowanych danych, dzięki agentce Besany Wennen. Były to bardzo zaawansowane narzędzia. Mógł odczytać nie tylko dane Skarbca, ale i znaleźć zaszyfrowane informacje wymieniane przez Tipoca i Republikę, których nie znalazł poprzednim razem. Mógł także odzyskać dane, które Ko Sai ukradła i skasowała.
Pragnął znaleźć jej badania dotyczące kontroli starzenia się u ludzi. Mówiono, że może to działać w obie strony. A to oznaczało, że warte jest fortunę i będzie próbowała to sprzedać.
Trzy pliki pojawiły się w jego HUD, pole błyszczącego bursztynu i błękitne symbole podobne do jaskrawego koloru ubrania. To, co dla ludzi wyglądało jak biała ściana na Kamino, w rzeczywistości miało całą masę kolorów. Tylko w cyfrowych systemach Kaminoan Mereel miał szansę zobaczyć jak naprawdę widzieli świat.
Dużo błękitu, pomarańczowego i purpurowego. Niezbyt interesująco.
Jeśli skopiowałby tylko te pliki, których potrzebował, zajęłoby mu to sekundy.
Możesz nie mieć szansy tu wrócić.
Główny węzeł posiadał 10 petabajtów danych. To zajmie minuty.
Usłyszał za sobą stukot butów. Mereel skupił się na wyglądaniu jak zwykły żołnierz, sprawdzający systemy swojej zbroi, ale ciężko było wydłużyć procedurę, która trwała 30 sekund. Słyszał w swoim hełmie swój chrapliwy oddech. Tak samo mogli go słyszeć Skirata i Ordo, czekający na orbicie by go zabrać.
- W porządku, synu?
- Tak, Kal'buir.
- Nie graj bohatera - powiedział głos Orda. - Spadaj stamtąd w tej chwili.
Mereel spojrzał na wyświetlacz HUD: nadal bursztynowy, czyli ciągle ściągał dane. Wiedział, że ryzykuje. Ale ryzykował więcej dla Republiki i bandy nieznajomych oraz Jetiise, którzy nie znaczyli dla niego nawet połowy tego, co jego bracia. Bursztynowa ikona błysnęła. Słyszał odgłosy większej ilości butów idących z końca korytarza.
Szybciej... szybciej...
Szerokokątne pole widzenia wzmocnione przez systemy hełmu, pokazało mu, że Kaminoanin zatrzymał się i ruszył w jego kierunku. Fierfek. Tylko tego mi brakowało.
To był samiec, na głowie miał grzebień. Stał naprzeciw niego, udając zainteresowanie. Mereel wiedział, że Kaminoanin widzi go tylko jako towar.
- Ściągasz dłużej niż to konieczne, żołnierzu.
- Tylko sprawdzałem, sir. - Merel usłyszał kliknięcie komunikatora: Skirata był zirytowany. - To wina zbyt wolnego czasu odpowiedzi w moim HUD.
- Zatem udaj się do działu dostaw i każ im zrobić diagnostykę.
- Tak jest, sir! - nie licz na to, przynęto na aiwhy. Ikona w jego HUD zmieniła się na zieloną. Natychmiast, sir!
Mereel wyciągnął nagrywarkę i ruszył z powrotem pasażem w kierunku działu dostaw. Kiedy Kaminoanin zniknął z pola widzenia, zmieszał się z odzianymi w białe zbroje ciałami i skierował w dół szerokich korytarzy i przejść do labiryntu dróg przeznaczonych dla służących, które prowadziły do mniej znanych platform lądowniczych.
Mereel znał każdy metr kompleksu. Skirata zachęcał Zera do biegania wszędzie gdzie się dało, co nie podobało się Kaminoanom. Spojrzał na zasnute chmurami niebo i poczuł deszcz uderzający w jego wizjer.
- Gotowe, Kal'buir - powiedział. - Zabierz mnie z tego dar'yaim.


Krążownik Republikańskich Operacji Specjalnych TIV Z766/2. Portal do Cato Neimoidii, Szlak Hydiański. 461 dni po bitwie o Geonosis.
- Tego nie było w planach - powiedział Atin. - Mieliśmy tylko dokonać sabotażu fabryki i wrócić do bazy.
Prudii nakazał statkowi udać się do przestrzeni neimoidiańskiej. Pilot nie miał nic przeciwko. Żaden pilot pojazdów tego typu nie miałby nic przeciw.
- Wiem - powiedział Prudii - ale to kwestia prezentacji.
- Nawet ten TIV nie może zabrać opancerzonego transportowca.
- Brzmisz jakbyś się bał, ner vod. Spójrz na mnie. Nie mam hełmu. Czy podejmowałbym takie ryzyku nie mając zamkniętej zbroi?
Atin zastanawiał się nad pokazaniem Prudiiemu gdzie może sobie wsadzić ocenę swojego charakteru. - Ale nie mam powodu nie pytać, dlaczego pokazuje pan nasz cel Separatystom, aby tylko dostać kilka tysięcy droidów, które i tak są zepsute. - Przerwał, żeby nabrać oddechu. - Panie poruczniku.
- Nie musisz się ze mną cackać, vod'ika. - Prudii wzruszył ramionami. - Wszyscy jesteśmy braćmi. Nawet te pozbawione wyobraźni Alfy, niech Moc ma ich w swojej opiece. Dlaczego to robię? Żeby coś podkreślić, ner vod. Dlatego.
Mały, jasny punkt przybliżał się i okazał się żółto-szarym transportowcem z horyzontalnie umieszczonymi masztami w kolorze szkarłatnym. Prudii pozwolił mu się zbliżyć na tysiąc metrów za TIVa.
- Przygotować torpedy - powiedział.
Pilot nacisnął przyciski na konsoli. - Są gotowe.
- Uwaga...
Transportowiec przybliżał się do punktu skoku.
- Na mój znak...
Obliczał zasięg wybuchu. Atin widział to.
- Teraz, teraz, teraz!
- Torpedy poszły.
Sześć protonowych torped wyleciało z ukrytych tub znajdujących się w zawieszonym pod spodem statku napędu. TIV zatrząsł się. Atin przypomniał sobie, że jego zbroja Katarn i znajdujący się pod spodem strój wystarczał na przeżycie w próżni kosmicznej 20 minut a potem zdał sobie sprawę, że jeśli coś się nie uda, to pomoc może przyjść za więcej niż 20 minut. Zawsze coś się nie udawało, więc czemu miał się przejmować? Ale Prudii nie miał hełmu, Albo był pewny siebie albo szalony, a to, że był Zerem oznaczało obie te rzeczy.
Pierwsza i druga głowica uderzyły jedna po drugiej w prawą burtę transportowca, wybuchając złotym światłem. Atin nie widział dalszego ciągu, bo TIV przyspieszył z miejsca w ciągu kilku sekund, lecąc w stronę punktu skoku. To na pewno był pokaz.
Gwiazdy rozciągnęły się i utworzyły smugi kiedy TIV wskoczył w nadprzestrzeń i zostawił transportowiec daleko za sobą. Prudii nie potrzebował nawet potwierdzenia, że trafili. Uśmiechnął się, kiedy zwolnili i TIV znowu "usiadł" spokojnie. Pilot ziewnął. Atin nic nie powiedział.
- Pewnie mi powiesz, jakim or'dinii jestem, ponieważ postąpiłem jak postąpiłem, prawda, ner vod? - zapytał Prudii.
- To była bezsensowna brawura. - Jeśli Prudii się obrazi, Atin zamierzał go uderzyć. - Lekkomyślność.
- Ale to było to, co zrobiłaby WAR jeśli natrafiłaby na transport droidów i nie wiedziała, że są uszkodzone. - Prudii brzmiał jakby uważał Wielką Armię za coś samodzielnego i pochodzącego z innego świata. - Nie po to ciągałem swój shebs przez pół galaktyki przez ten rok, żeby Separatyści dowiedzieli się w końcu, że ich blaszaki padły ofiarami sabotażu. A więc warto podjąć ryzyko, żeby wszystko wyglądało na realne. Jeśli nie podejmiemy jakiejś akcji za każdym razem kiedy mamy taką szansę, zaczną się zastanawiać dlaczego.
Atin wierzył w coś co można zmierzyć i co było solidne, w rzeczy, które mógł rozebrać, aby sprawdzić jak działały i w rzeczy, które mógł zbudować. Był wytrenowany w kamuflażu i manewrach mających zmylić przeciwnika. Ale świat, w którym poruszały się Zera, operacje specjalne, był nieustannym labiryntem kłamstw i kontr kłamstw. Kiedy już myślał, że wie o co chodzi, robili coś co było łatwe do zrozumienia, ale co to było, rozumiał dopiero później.
- Myślisz, że są tacy sprytni?
- Nigdy nie przeceniam przeciwnika – powiedział Prudii. – Zwłaszcza wtedy, kiedy nie jestem pewny kto nim jest. – Poklepał pilota po ramieniu. – Do punktu spotkania, dobry człowieku, i pospiesz się.
- Wy, Zera, jesteście moimi ulubionymi pracodawcami – powiedział pilot i znowu ziewnął. – Nigdy nie można się z wami nudzić.

Statek republikański wykonujący misje specjalne, brak kodu. W drodze z Kamino do punktu spotkania, przestrzeń koreliańska. 461 dni po bitwie o Geonosis.
Mereel wsunął się przez właz do pomieszczenia dla załogi, a Skirata uderzył go lekko w uszy.
- Nie rób tego więcej – powiedział. – Jeśli te szare pokraki by cię złapały, wysłałyby cię na odnowienie.
- Mogliby spróbować – Mereel uchwycił spojrzenie Orda, który zmrużył oczy z dezaprobatą: Nie należało nigdy stresować Kal`buira. – Miejmy nadzieję, że było warto.
Bezpieczni od wykrycia nawet przez Republikę, siedzieli w kabinie załogi w nieoznaczonym pojeździe i pochylali się nad danymi, które zdobył Mereel, czekając aż spotkają się z Atinem i Prudiim. Patrzyli jak Ordo puszcza je na swoim datapadzie, jakby były to najnowsze holofilmy, podczas gdy sprzęt przekazany przez bardzo pomocną agentkę Skarbca, Besany Wennen, pokazywał najbardziej utajnione pliki, a także takie, które miały zostać skasowane z powodów bezpieczeństwa.
Mereel zaczął już żartować z tego, kiedy jego wzrok padł na parametr wyszukiwania oznaczony jako „Palpatine”. Zawsze było warto sprawdzić czy w tym, co udało mu się złamać, znajdzie się coś na znanych polityków, tak na wszelki wypadek, ale nie spodziewał się niczego znaleźć.
Ale znalazł.
- Osik – przeklął.
- Jakiś problem? – Ordo trącił go.
- Może. – Mereel patrzył na trzykrotnie zaszyfrowany plik, który wydobył sprzęt Skarbca. Ale nie była to wiadomość ani plik z danymi. To była kopia holotransmisji.
Nacisnął przycisk. Pokazał się zatrzymany hologram Lamy Su. Fierfek, to był premier Kamino, który rozmawiał z kanclerzem Palpatinem.
Skirata głośno przełknął ślinę: - Teraz zaczyna się robić niebezpiecznie.
Ale patrzyli, zafascynowani, jak błękitny obraz Lamy Su obudził się do życia.
- Jeśli potrzebuje pan więcej klonów niż było mówione, musi pan upoważnić nas do rozpoczęcia kolejnej produkcji natychmiast. Na początek weźmiemy miliard kredytów…
Nastąpiła przerwa. Odpowiedź Palpatine’a nie została nagrana, ale było jasne, że przerwał premierowi. Głowa Lamy Su kiwała się gniewnie.
- Musimy sobie wyjaśnić, że obecne kontrakty kończą się w ciągu 2 lat. Poza tymi specjalnymi fabrykami klonów, które pan chce, abyśmy zbudowali na Coruscant, panie kanclerzu, nie będzie pan miał żadnej innej produkcji klonów ponad te obecne 3 miliony, chyba że zleci pan teraz produkcję następnych…
Nie było nic więcej. Wydawało się, że to wszystko, co nagrał Lama Su, jakby dla swojego bezpieczeństwa. Jeśli data była prawidłowa, rozmowa miała miejsce kilka miesięcy temu.
- Shab – syknął Skirata. – Co oni kombinują?
Ordo powoli podniósł rękę do ust. Mereel, któremu wydawało się, że widział już wszystko, musiał zweryfikować swoje poglądy dotyczące polityki.
- Czy to znaczy, że Republika bankrutuje i nie płaci rachunków? – spytał Ordo. – Czy widzieliśmy coś innego?
- Fabryki klonów na Coruscant? Generał Zey nigdy o tym nie wspominał.
- Może nie wie. Jest wiele rzeczy, o których nie wie. Na przykład nie wie dużo o nas.
- Jak kanclerz ma zamiar sobie z tym poradzić?
Skirata włączył się do rozmowy.
- Sprawdź co jeszcze uda ci się znaleźć. – Zaczął znowu żuć korzeń ruik, a Mereel odczytał z szybkich ruchów jego szczęki, że się niepokoi. Stał się teraz jak maszyna. – Wcale mi się to nie podoba.
- Jeśli to ma być armia przyszłości – powiedział Ordo – w ciągu dwóch lat zostaniemy zmiecieni przez Separatystów.
- Chyba że patent Prudiiego z niszczeniem droidów nas uratuje – powiedział Mereel, czując jak wywraca mu się żołądek.
Dlaczego nie znalazłem tego wcześniej?
Wszystkie Zera były szpiegami, wiedziały więcej o wewnętrznych sprawach Republiki niż Senat. Mereel potrafiłby znaleźć nawet najdrobniejsze i najbardziej prywatne szczegóły, jeśli musiał, nawet to, ile razy Palpatine korzystał z odświeżacza. Myślał, że żadna informacja mu nie ucieknie. To, co odkrył, sprawiło, że poczuł się niepewnie i został upokorzony.
- Jak mogłem to przegapić, Kal’buir? – zapytał, mając poczucie, że zawiódł dowódcę.
- Nie przegapiłeś, synu. Znalazłeś to.

Punkt spotkania. Przestrzeń Drall, sektor koreliański. 462 dni po bitwie o Geonosis.
Prudii na pewno nie widział Skiraty przez długi czas. Atin patrzył zafascynowany jak zmienia się natychmiast z cynika w kochającego syna. Ściskali się ze Skiratą z hukiem zbroi. Cofnął się, a Skirata poklepał go po policzku, z pobłażliwym uśmiechem na ustach.
- Mam dla ciebie ciekawe dane, Kal’buir. – Dwa statki wisiały w przestrzeni kosmicznej połączone tunelem dokującym, z dala od Republiki i Separatystów. Zebrali się w kabinie załogi w mniejszym TIV. Ciężko się było wszystkim pomieścić. – Nadal nieznaleźliśmy takiej liczby droidów jak twierdzi wywiad. Musimy zweryfikować poglądy na naturę zagrożenia ze strony Separatystów.
Atin myślał, że Prudii ma na myśli tylko liczbę droidów. Teraz było jasne, że te liczby były niekompletne, żeby użyć łagodnego określenia. Atin byłby szczęśliwy mogąc to spisać na straty, bo wywiad Republiki i tak był bandą dik’utów – nikt przy zdrowych zmysłach nie spodziewał się, że dane wywiadu będą dokładne – ale widać było, że martwi to wszystkie trzy Zera. Ordo i Mereel, których hełmy leżały obok siebie na pokładzie jak dwie odcięte głowy, mieli na czołach zmarszczki niepokoju.
- Hej, to powinny być dobre wieści – powiedział Atin.
Ordo wzruszył ramionami.
- Zależy od tego, skąd pochodzą oryginalne przypuszczenia.
- A co, jeśli się okaże, że to prawda?
Mereel wyglądał na umiarkowanie zirytowanego.
- Jeśli mieliby nawet kwadrylion droidów, albo dziesiątą część tego, wiedzielibyśmy o tym – ponieważ użyliby ich, i zaatakowali Coruscant. – Spojrzał na Skiratę, jakby czekał na pozwolenie, żeby mówić dalej. Skirata potrząsnął głową. – W każdym razie, fabryka, która produkuje więcej droidów niż zwykle powinna potrzebować dużo durastali i części, a to byśmy zauważyli. Nie widzieliśmy jeszcze kwadrylionów ton rudy, metalu ani komponentów.
- A więc to tylko propaganda Separatystów. Każdy kto mówi o sile ich wojsk przesadza.
Atin nie potrafił zrozumieć, dlaczego ma to takie znaczenie. Mieli teraz lepszy pogląd na liczbę droidów Separatystów oraz dobrą strategię, przynajmniej na jakiś czas. Można było się upewnić, że milion nie liczy się na polu walki. Schował się ponownie we wnęce grodziowej i włożył próbniki testujące do terminali z płytkami. Chciał na własne oczy zobaczyć dane, a przynajmniej tyle, ile mógł z nich zrozumieć.
- Walczymy z małymi grupkami w każdym miejscu – powiedział Skirata. – Zey może myśleć, że te liczby to dobre wieści, ale to jakby powiedzieć, że topimy się w trzech metrach wody zamiast w stu.
Atin nie wychowywał się ze Skiratą jak reszta drużyny Omega, ale znał go teraz na tyle dobrze, że mógł odczytać jego reakcje. Klony rozumiały go jasno; nie był w stanie ich oszukać, ani nie chciał tego. – Jest coś, czego mi pan nie mówi, sierżancie.
Skirata nastawił komlink. – Owszem, synu, jest.
- A więc chodzi o Grievousa? Bo jeśli tak…
- To brudna polityka. – Skirata, najemny morderca, zdolny złodziej, człowiek, który potrafił zagarnąć dla siebie zasoby Republiki kiedy mu to odpowiadało, nigdy nie okłamałby swoich chłopców. Obiecał im to. – Jeśli będziesz o tym wiedział, narazi cię to na niebezpieczeństwo.
Atin zastanawiał się co może być groźniejszego od bycia komandosem Republiki. Nie była to lekka praca przy biurku. Ale ufał Skiracie bez zastrzeżeń, nawet jeśli zżerała go ciekawość.
- W porządku, sierżancie. Jakie rozkazy?
- Wracaj do kwatery głównej z pilotem TIV i podziel się swoimi umiejętnościami. Naucz chłopaków jak robić miłe, kruszące się droidy.
Włączył się Ordo.
- I podziękuj ode mnie Besany Wennen, dobrze?
Atin zorientował się, że Prudii z nim nie wraca.
- Mówi mi pan, żebym spadał.
- Dla twojego dobra – odparł Skirata.
Musiało chodzić o Grievousa. Przez chwilę Atin zastanawiał się czy nie uważają, że był zbyt słaby, żeby wyruszyć z nimi za generałem Separatystów i zaczął się martwić o Skiratę. Nawet z bandą Zer stary di’kut byłby szalony, żeby się porywać na Grievousa. A Atin nie miał zamiaru odchodzić, jeśli miałoby to być to, co się święci.
- Zadam proste pytanie, sierżancie.
- Nie przeginaj, At’ika.
- Wyruszacie za Grievousem? Bo jeśli tak, to zostaję.
- Nie, nie polujemy na niego.
Atin spojrzał na niego.
- W porządku, sierżancie. Cokolwiek macie zamiar zrobić, bądźcie ostrożni.
Wspiął się przez właz by przyłączyć się do pilota TIV. Przez cały czas nie potrzebował ani nie chciał wiedzieć, gdzie wybierają się Zera. Albo Skirata. Nie chciał tylko stracić więcej braci.
A nawet jeśliby dowiedział się o co chodzi, nie zmieniłby swojej pracy na inną.

Punkt spotkania, przestrzeń Drall. 462 dni po bitwie o Geonosis.
- Dobrze, jak to oceniacie? – Skirata przygotował się do bezpiecznego połączenia z generałem Zeyem w kwaterze głównej. – Co mu powiemy?
Ordo wzruszył ramionami.
- Na razie nic o holonagraniu.
- Ale nie wykonamy obowiązku, jeśli nie poradzimy mu żeby zmienił taktykę – powiedział Mereel. - Znowu.
- Wiesz, że to nie jego decyzja.
- Ale nasz obowiązek.
Skirata zmarszczył brwi i otworzył bezpieczne połączenie. Zaskoczyli generała Jedi – obraz holograficzny przedstawiał go w podkoszulku, z włosami w nieładzie.
- Mamy kolejne potwierdzenie liczby produkowanych droidów, generale – powiedział Skirata. – Tak samo jak poprzednio. Gorszy scenariusz jest taki, że jest ich w tej chwili kilka milionów.
- To lepiej niż myśleliśmy. Potrzebowałem dobrych wieści. Zostały zneutralizowane?
- Na moich chłopcach można polegać.
- Wiem.
- Myśleliśmy… proszę posłuchać… jasne jest z tego co widzieliśmy, że mamy do czynienia z konfliktami na małą skalę, które są jak fale. Jeśli skoncentrowalibyśmy wszystkie nasze siły na kompletnym przytłoczeniu ich, jeden sektor naraz, zamiast rozpraszać nasze wojska na tysiącach frontów, moglibyśmy złamać Separatystów dużo szybciej.
Zey przygryzł wargę. – Rozumiem.
- Wykonajmy większe uderzenie. Skonsolidujmy nasze siły I walnijmy ich mocno, potem ruszajmy dalej, kiedy będą złamani i uderzmy na następny sektor. Takie stopniowe pojawianie się tylko chwilowo gasi ogień.
Mereel oczekiwał na reakcję Zeya. Jedi wyglądał na zmęczonego. Ciężko było znaleźć w Wielkiej Armii kogoś, kto nie wyglądał jakby potrzebował tygodnia snu.
Zey zniżył głos do szeptu.
- Zgadzam się z militarnego punktu widzenia. Generał Windu przypomina kanclerzowi o tej propozycji kiedy ma okazję. Odpowiedź jest zawsze taka sama. Palpatine myśli, że zostanie to uznane za nadmierne użycie siły i neutralne światy nie przyłączą się do nikogo.
Mereel nie miał cierpliwości do polityki.
- Proszę mu powiedzieć, że teraz też czujemy się wyobcowani.
- Rozumiem pańską frustrację, poruczniku.
- Co mówi na temat liczby droidów?
Zey wzruszył ramionami. – Wierzy, że umniejszanie groźby może być lekkomyślne.
- Zawsze to łatwiej przekonać wyborców, żeby płacili rachunki za wojnę jeśli wróg dokona inwazji, co? Dlatego wywiad Republiki wymyślił te kwadryliony?
- Jest pan cynikiem, sierżancie.
- Tak. Byłem nim za długo.
- Nie mówiłem nigdy, że pan się myli.
- W porządku, generale – powiedział Skirata. Udało mu się brzmieć jakby był zirytowany. Zey wiedział teraz dobrze, jak z nim grać; obaj mówili szyfrem, jeden wiedział, co naprawdę czuje drugi. Mereel podziwiał ich pragmatyzm. – Nie znaleźliśmy centrum produkcji droidów. Domyślam się, że chce pan, abyśmy dalej szukali.
Zey brzmiał jakby mu przybyło lat.
- Kanclerz nalega na to.
- Zrozumiano, generale.
Skirata zamknął połączenie i patrzył przez moment ponad głową Mereela. Potem skupił na nim wzrok.
- Palpatine nie chce mówić o prawdziwych liczbach. Produkcja klonów na Kamino wygląda jakby miała się za parę lat zatrzymać. Wydaje mi się, że cel tej wojny nie jest taki jak nam mówiono.
- Wydajesz się oczekiwać, że politycy powiedzą prawdę, Kal’buir.
- Nie, nie jestem jeszcze aż tak zniedołężniały. – Skirata poprosił Ordo o datapad, przywołując go. – Przybliżamy się nieco bliżej do realizacji planu, chłopcy. Zaznaczę datę w kalendarzu. Dwa lata od teraz i będziemy musieli się upewnić, że jesteśmy gotowi zatroszczyć się o siebie. Rozumiecie?
- Rozumiem – powiedział Mereel. Skirata nazywał to strategią wyjściową: miał plan na zakończenie wojny, nie tylko dla siebie ale i dla Zer… a może i innych klonów, które znalazłyby się bez pracy. – Dobrze, wszyscy szukamy teraz Ko Sai.
- A co z Grievousem?
Ordo wręczył Skiracie datapad.
- Ostatnio kiedy Kom’rk go namierzył, ta informacja wyciekła. Ktoś chce, żebyśmy znaleźli Grievousa. Dopóki się nie dowiemy kto i dlaczego, musimy trzymać się z daleka.
- Dla mnie w porządku – powiedział Mereel.
Wojny zwykle nie miały sensu. Czytał dużo książek historycznych i przyswajał sobie lekcje Kal’buira. Politycy zwykle podejmowali decyzje, które rzucali w twarz profesjonalnym doradcom wojskowym. Cokolwiek planowała Republika, długa wojna polegająca na zasadzkach służyła celom Palpatine’a.
Ale nie pasowała Mereelowi. I liczbie ofiar wśród klonów. Nie miał wyrzutów sumienia, że używa kredytów podatników aby osiągnąć cel swój i swoich braci, zarówno tych, którzy są na polu walki jak i tych, którzy mieli nadejść.
Trzy miliony przeciwko… ilu? Setkom milionów. To była kiepska różnica, ale nie niemożliwa do przezwyciężenia, nie z Zerami i kilkoma tysiącami komandosów. Ale sprawdzenie różnic oznaczało wiedzę, kto jest wrogiem, a im bardziej Mereel się dowiadywał, tym mniej był pewien.
- Rozchmurz się – powiedział Prudii. – Przeciętne wskaźniki zabijania ciągle wzrastają. Założę się, że możemy zestrzelić przynajmniej dwustu do jednego. – Wyciągnął z plecaka mieszczącą się w ręku sztabę metalu i trzymał ją w górze z uśmiechem. Potem roztrzaskał ją o kant konsoli. Rozpadła się na drobne kawałki. – Te blaszaki nie znoszą napięcia tak dobrze jak my.
Nie, to nie były niemożliwe różnice. Może złe, ale nie niemożliwe. Mereel usiadł ponownie na miejscu drugiego pilot, wyciągnął datapad i zaczął przebijać się przez ukryte dane kaminoańskiej klonerki. Ko Sai miała całą galaktykę, żeby się ukryć, ale ukrywała się przed ludźmi, których sama stworzyła do bycia najlepszymi.
Okoliczności jej nie sprzyjały.



Autor: Karen Traviss
Tłumaczenie: Urthona

 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 9,812,569 unikalne wizyty