Wywiad - Karen Traviss
 
EU Cantina (EUC): Jak wygląda twój typowy dzień?
Karen Traviss (KT): Od 2004go mam tak wiele książek do napisania, że całe dnie spędzam na pracach związanych z samym pisaniem, jak i jego pochodnymi, to znaczy pracą edycyjną, korektą czy komentowaniu. Pisze od momentu gdy wstanę, i kończę dopiero gdy jestem zbyt zmęczona by kontynuować. Tak to wygląda, naprawdę. Planuje swoją pracę wcześniej, na tyle na ile tylko mogę, wiem więc co będę robiła w wybranym tygodniu nadchodzącego roku, albo i dwóch.

EUC: O czym pisze Ci się najfajniej? Polityce, kwestiach rodzinnych, czy też bitwach?
KT: Ludziach, i tym co dzieje się wewnątrz ich głów. Tak można podsumować wszystkie opowieści - ludzie. Cała reszta to tylko okoliczności które wystawiają ich na próbę. Dobra historia to nie jest sekwencją scen i wydarzeń - to podróż jaką postać odbywa od początku do końca. To to co ona mysli i robi kreuje wydarzenia dziejące się wokół, nie odwrotnie.

EUC:Ile czasu potrzebujesz by napisać sensownie skonstruowaną książkę?
KT: Każdy pisarz ma swoje tempo, i może to być zarówno 20 lat, jak i długi weekend. To zależy od autora, nie od książki. Na to pytanie nie ma dobrej lub złej odpowiedzi. Orson Scott Card powiedział że napisanie Ender's Game zajęło mu dwa tygodnie, a książka jest uważana za współczesną klasykę. I, jestem w stanie założyć się ze wszystkimi którzy pomyśleli "Och, nie jesteś w stanie napisać dobrej książki w kilka dni", że nie są w stanie po przeczytaniu książki zgadnąć ile zajęło jej napisanie, chyba że autor sam im powie. Wiem że nie są, przetestowałam tą teorię. Myślę że niektórzy porównują pisanie książki z pisaniem eseju na studiach, czy czymś takim - gdzie jest uniwersalna formuła pozwalająca zobaczyć ile zajmie jego napisanie komukolwiek z klasy. Ale "fikcja" nie działa w ten sposób. Jest to związane z procesem poznawczym danej jednostki, a to oznacza że u każdego pisarza wygląda inaczej. Zależy to także od osobistej sytuacji pisarza, na przykład tego czy pracuje na etacie, albo ma małe dzieci wymagające dużej ilości uwagi, a także tego ile czasu musi zmarnować na gapienie się w ścianę zanim zacznie pisać. Ja pisze "pełnowymiarowo", nie mam małych dzieci i nigdy nie była kimś kto gapił by się w okno szukając inspiracji. Pomysły po prostu do mnie przychodzą. Gdyby tak nie było, nie dała bym rady pracować jako dziennikarz.
Podczas pisania muszę zanurzyć się w opowieść, żyć w niej, a więc im więcej mam czasu, tym więcej wprowadzam w niej zmian. Jako dziennikarka nauczyłam się pisać szybko. Książka zabiera mi zazwyczaj pięć lub sześć tygodni, jeśli więcej, to kończę pisząc dwie totalnie odmienne pozycję. Jeśli odpowiednio się wcześnie przygotuję, i zaplanuje wszystkie sceny (niezbyt dobra idea, można się zbyt mocno trzymać planu, przez co książka będzie nudna) to jestem w stanie pisać rozdział dziennie, co oznacza książkę w około 20 dni. Musze przyznać, że śmiałam się gdy jakiś nowy pisarz romansów był w mediach chwalony za napisanie książki "w tylko" 9 miesięcy - ja piszę 3 lub 4 w takim czasie. Podobnie wielu moich kolegów.

EUC:Ciężko Ci, jako psiarce Sci-Fi, pisać o takich normalnych sprawach jak rodzina, polityka, czy też zwyczajnie bycie nastolatkiem?
KT:Nie, ponieważ Science Fiction nie jest o nauce. Jest o ludziach. Każda dobra "fikcja" jest. Są grupy które twierdzą że jeśli historia po zabraniu z niej aspektu "science" dalej "się sprawdza", to to nie jest Science Fiction. Ale myślę że to śmiechu warte myślenie, pochodzące z ery gdy autorzy myśleli że mając jakąś ciekawą idee naukową należy sprawić żeby to wokół niej kręciły się postacie. To bardzo jałowe, ostentacyjnie przemądrzałe podejście miało swoje dni, ale czytelnicy poszli do przodu, wszakże wiele ciekawych pomysłów naukowych staje się dziś realnymi. Wizje statków kosmicznych nas nie olśniewają, podobnie różne gadżety, bo jesteśmy je w stanie kupić w Wal-Marcie. Z mojego punktu widzenia nauka to tylko "zestaw ubrań" dla SF, tak jak wyścigi konne były wystrojem dla thrillerów Dicka Francisa - to tylko kolejne narzędzie pozwalające poznawać co to oznacza dla ludzi (tak, dotyczy także obcych). Nauka daje nam wiele wyborów i wiele dylematów. To to jak sobie z nimi poradzimy definiuje kim jesteśmy.

EUC:Większość ludzi pytana kto najlepiej opisuje Bena Skywalkera odpowiada, że Karen Traviss. Jak sądzisz, dlaczego jesteś w stanie tak dobrze opisać tą postać (i jego matkę)?
KT: Ben był "pustą kartką" gdy zaczęłam go opisywać - nikt wcześniej nie pisał z jego punktu widzenia, mogłam więc zacząć od zera. Mogłam w pełni wykorzystać moje umiejętności kreowania postaci, to znaczy "wejścia" do głowy postaci i patrzenia na świat jej oczami. Jak to jest być synem dwóch kluczowych politycznie person? Jak to jest mieć dostęp do super mocy, ale wciąż być traktowanym jak dziecko? Jak to jest przechodzić z tymi mocami przez okres dojrzewania? Jak sobie radzisz z zabijaniem ludzi, do czego w końcu przeznaczony jest miecz świetlny? Jak poradzisz sobie z tym że dorośli którym ufałeś Cię zawiedli? Z tych wszystkich problemów powstał Ben Skywalker, ostateczne opracowanie tego kim jest, a jest osobą kroczącą własną drogą..

EUC:Kto był najtrudniejsza do opisywania postacią w serii Dziedzictwo Mocy?
KT: Nie sądzę by któreś były trudniejsze, jedynie w przypadku niektórych dłużej zabierało mi "wczucie się" w nie. Ale gdy już się wczułam, weszłam do ich umysłów, było ok. Były postacie które które szczególnie polubiłam, choć się tego nie spodziewałam, jaj admirał Cha Niathal, która mi się ogromnie spodobała, oraz Lumiya. Nie musiały odegrać dużej roli w książce - albo Baltan Carid, Mandaloriański najemnik, który wziął się po prostu znikąd (jak zdaje się wszystkie "moje" postacie), i od razu stał się taki realny, taki trójwymiarowy dla mnie. Nie da się tego przewidzieć. Ale, ostatecznie, mogę wczuć się w każda postać. Wszystko jest kwestią czasu. Najlepszym opisem tego co robię jest skrzyżowanie aktorstwa z profilowaniem psychologicznym.

EUC:Są jakieś plany na kolejne książki z serii Komandosi Republiki, albo inne książki z ery Wojen Klonów?
KT: Będą co najmniej dwie kolejne książki z bohaterami KR, jedna pod koniec października - Prawdziwe Barwy - i kolejna. czwarta w Lipcu 2008.

EUC: Jak ciężko było Ci napisać o śmierci Mary Jade? Fani ostro Cię za to krytykują, tak jak robili z R.A. Salvatorem gdy napisał o śmierci Chewbaccy, i Troyem Denningiem gdy opisał śmierć Anakina Solo?
KT: Nie doświadczyłam wrogich reakcji z powodu śmierci Mary Jade. Myślę że ta mała grupka fandomowych fanatyków nauczyła się już, że grożenie i lżenie autorom sprawia jedynie że Ci alienują się od fanów, ogólnie, ale nie zmienia ani słowa w tym co już napisali. Dostałam jeden list od osoby piszącej że zabijając Marę zniszczyłam jej życie, ale nie było to obelżywe, jedynie bardzo smutne. cała reszta listów od fanów Mara była wspaniała - dobra, smutno im że odeszła, niektórzy byli tam bardzo zdenerwowani, ale są dość dojrzali by to zaakceptować, i oni wszyscy pisali, że jej śmierć została "przeprowadzona" prawidłowo.

Nie zabiłam postaci ot tak. To integralna część książki, musi nią być, albo nie powinno w ogóle się znajdować w niej. Logicznie wynikać z historii. Jeśli kiedykolwiek dostanę polecenie zabicia jakiejś postaci, tylko dla wywołania sensacji, oddam zaliczkę i sobie pójdę, bo to zły sposób prowadzenia historii, i stwarza problemy z resztą książki, ponieważ jest do niej dodane bez wyraźnego powodu. Napisanie o czyjejś śmierci, gdy się zagłębia w świat pisany jak ja, jest bardzo trudne, ponieważ musisz czuć to co czuje postać, żeby dobrze wykonać swoją robotę, a to nic fajnego. To wstrząsające, wejść w umysł Bena, albo Luke'a, i wyobrazić sobie że się straciło matkę, albo żonę, gdy zostało tyle rzeczy których nie zdążyło się powiedzieć. W Objawieniu jest to kontynuowane, boleśnie było opisywać Bena i Luke'a w tym okresie żałoby, gdy pogrzeb już się odbył, i wszyscy inni wracają do normalnego życia, ale twoje się bezpowrotni zmieniło, i pewnych jego części cały czas Ci brakuje.

Czytelnicy mogą zobaczyć w sposobie w jaki piszę że biorę śmierć bohaterów poważnie, dlatego nie reagują na to źle. Dla pisarza to kwestia pamiętania o tym jaką rolę jego książki odgrywają w życiu czytelników. I nawet popularne postacie muszą mierzyć się ze śmiercią, albo nie ma dramatyzmu, prawdziwego ryzyka, i żadnej "wysokiej stawki" w historii. Co ciekawe, większości ludzi nie przeszkadza gdy umierają pomniejsze postacie, tak jakby ich życie miało mniejsze znaczenie, nienawidzę tego. Każde - nawet postaci fikcyjnej - życie ma wartość, inaczej zaczniemy w końcu myśleć, że życie niektórych realnych ludzi ma mniejsze znaczenie niż innych, co jest okropnym podejściem.

EUC:W jaki sposób stworzyłaś cały język?
KT:Nie jestem lingwistą czy filologiem, ale uczyłam się języków - współczesnych i klasycznych - więc było dla mnie dość naturalnym stworzenie organicznego. Ponieważ tworzyłam też Mandaloriańską kulturę, było o wiele łatwiej budować je jednocześnie, synchronicznie. Poznałam ogólny wygląd języka dzięki tekstom Jesse Harlina do muzyki stworzonej do gry RC - Jesse to świetny facet i mieliśmy kupę zabawy omawiając kwestią związane z Mando`a - a następnie zaczęłam od podstaw. Co ma znaczenie dla Mandalorian? Jak postrzegają czas i jak podchodzą do stosowania czasów? W jaki sposób określają otaczający ich świat? Czy płeć ma znaczenie? Jak sztywna i obfita w zasady byłaby ich gramatyka? Języka używali by przede wszystkim do pisania, czy mówienia? Mając te podstawowe założenia, reszta przyszła sama. Słownictwo stworzyłam poprzez ewoluowanie jednych słów w inne, tak jak my sami to robimy w ciągu stuleci, z tymi wszystkimi nieregularnościami i wariacjami prawdziwego języka, a rezultatem końcowym jest coś co wygląda autentycznie. Chciałam też by był on prosty w użyciu - co zgadzało się z podstawowymi założeniami, bo Mandalorianie są praktycznymi osobnikami, do których często dołączają istoty z zewnątrz, język musi być więc prosty, żywy, żeby można się go było szybko nauczyć.

EUC:Jak duże znaczenie będą mieli Mandalorianie w przyszłych książkach? (Dziedzictwie Mocy i Komandosach Republiki)
KT: Poczekaj i się przekonaj...

EUC: Czy boba zemści się na Jacenie, albo przynajmniej będzie obserwował jego upadek?
KT: Boba Fett nie będzie wściekły. Wyjdzie na swoje. To wszystko co mam do powiedzenia.

EUC:Jakie masz, jako profesjonalistka, rady odnośnie biznesu pisarskiego?
KT:Pisz każdego dnia, nawet jeśli Ci się nie chce. Szybko stanie się to czymś instynktownym. Obserwuj otaczający cię świat, jego detale, poznawaj ludzi i ich zachowania, i myśl o tym co czujesz - i co czują inni - w każdej możliwej chwili. przywyknij do patrzenia na świat oczami innych, zwłaszcza gdy są to osoby które Cie nie lubią albo się z Tobą nie zgadzają. Żyjemy w świecie w którym taktowanie wszystkiego powierzchownie, bez kwestionowania, stereotypowe myślenie, płytkie odpowiedzi są na porządku dziennym. A więc prawdziwa obserwacja, i patrzenia na świat w mocno odmienny sposób, zadawanie fundamentalnych pytań staje się zaginioną sztuką. Książki które się sprzedają, książki do których czytelnicy chcą powracać, to książki z autentycznymi postaciami, obserwowane z przenikliwej perspektywy. Zadbaj by twoje historie były realne i szczere

Dziękujemy Pani Traviss za jej czas i wysiłki w tworzeniu Galaktyki Star Wars, oraz poświęcenie czasu by usiąść i odpowiedzieć na wszystkie te pytania.

Wywiad pierwotnie ukazał się na łamach serwisu eucantina.net

Tłumaczenie: X-Yuri.


 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2021




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 15,680,436 unikalne wizyty