Wywiad - Cam Kennedy, Oliver Vatine i Fred Blanchard
 
Pytanie: Co takiego fascynującego jest w Gwiezdnych Wojnach?

Cam: Gwiezdne Wojny były jedyne w swoim rodzaju, po raz pierwszy gdy się to zaczęło. Coś takiego jak to nigdy wcześniej nie było zrobione. Ludzie byli naprawdę „zszokowani”, gdy ogromny Niszczyciel Gwiezdny sunął ponad głowami, bez drutów, mocowań, haczyków i drgania. Patrzyli na to i mówili „To jest prawdziwe!”. Efekty specjalne osiągnęły jakość, która nie była wcześniej widziana. Może z wyjątkiem „2001” Stanleya Kubrika.

P: Fred i Oliver, jakie były wasze wrażenia, gdy pierwszy raz zobaczyliście „Gwiezdne wojny” w kinie?

Oliver: To była przytłaczające. Wcześniej ten rodzaj science fiction istniał tylko w literaturze. Teraz mogłeś doświadczyć też tego na ekranie. Tak jak Cam wcześniej powiedział, Gwiezdne Wojny były pierwszym filmem, który osiągnął taką jakość. Gdy Dark Horse zaoferował mi szansę narysowania „Dziedzica Imperium” to ofertę zaakceptowałem niezwłocznie.

Fred: Byłem bardzo młody, gdy zaczęły się Gwiezdne Wojny. Nie widziałem filmu. Nie pozwolono mi także oglądać telewizji. Wszyscy moi przyjaciele w szkole rozmawiali o tym, jakie to jest. To było naprawdę frustrujące. W ten sposób narysowałem ten film tak, jak to sobie wyobrażałem. Później, gdy zobaczyłem Gwiezdne Wojny, to było jakby otworzyły się w moim życiu jakieś drzwi.

P: Gwiezdne Wojny były zjawiskiem. Co było największym wyzwaniem przy przekształcaniu go w formę komiksową?

Cam: Cóż, nie sądzę, że „przekształciłem” film w komiks. Chciałem przede wszystkim uchwycić atmosferę. Dlatego wolę niebieski i zielenie. Ludzie w Lucasfilm mówili, że to dużo bardziej kinowe kolory. Dostałem bardzo pozytywny oddźwięk, gdy ukazały się pierwsze serie „Mrocznego Imperium”. Ludzie mówili, że są jak film. To wszystko trik, blef, jak widzisz.

P: Co było najtrudniejsze podczas pracy nad Mrocznym Imperium?

Cam: Szczerze? Narysować R2-D2. Już go nie lubię, bo był tak trudny. Jest jedną z tych postaci, którym trzeba poświęcić dużo uwagi. Łatwo narysować jego obrazek, ale prawdziwi fani Gwiezdnych Wojen przypatrzą się bliżej i stwierdzą: „Ah, ah, tutaj brakuje mu dwóch paneli!” To było naprawdę trudne. Ale reszta - łatwa. Po tym jak Tom Veitch i ja zdecydowaliśmy się zrobić Mroczne Imperium, nie wiedziałem dużo o Gwiezdnych Wojnach. Dla mnie to był tylko stary film. Oglądałem te trzy filmy i przejrzałem związane z nimi książki z obrazkami Sokoła Milenium i różnymi innymi ludźmi. Zacząłem prace od tego i zatopiłem się bez zastanowienia. I wyszło dobrze. Tak mi mówili ludzie.

P: Możesz opisać swój pierwszy kontakt z Lucasfilm?

Oliver: Byliśmy zaproszeni przez Dark Horse żeby podpisać kontrakt. To była wiec możliwość żeby odwiedzić Ranczo Skywalkera. Nie byliśmy tam jako profesjonaliści, bardziej jako fani. Jak dzieci w Disneylando-Lucasolandzie. To było tak, jakby marzenie się spełniło. Lucy Wilson, która była odpowiedzialna za kontrakty, oprowadziła nas. To jest rytuał, że każdego gościa wita Yoda. Byliśmy podekscytowani gdy zerknęliśmy na George’a Lucasa przez okno. Wszystko było ekscytujące. Ale nie spotkaliśmy George’a Lucasa osobiście.

P: Cam, a Ty poznałeś George’a Lucasa osobiście?

Cam: Nie, ale też byłem zaproszony na Ranczo Skywalkera. Był tam, ale na spotkaniu. To, że nie spotkałem George’a Lucasa osobiście nie powoduje, że nie mogę spać w nocy. Ale każdego roku wysyła mi kartkę bożonarodzeniową!

P: Jakie są wasze początki jako artystów? Jak powstała wasza miłość do komiksów?

Cam: Gdy potrzebowałem pieniędzy. Nigdy nie miałem zamiaru pracowania z komiksami. Zacząłem działać jako komercyjny artysta, potem byłem poetą, mieszkałem z Paryżu i malowałem wtedy „Proper art” Po rozwodzie wróciłem do Szkocji. Ktoś zaproponował żebym spróbował tej rzeczy zwanej „komiksem”. Gdy byłem młodszy czytałem komiksy, takie jak Tom&Jerry. Nigdy nie myślałem o komiksach. To tyle. W każdym razie, wysłałem 4 albo 5 stron szkiców do wydawcy w Londynie, a oni odesłali mi scenariusz. Nie miałem pojęcia jak zrobiłem ten komiks. Po prostu przełożyłem na papier to, co myślałem że będzie dobre i podobało się. Reszta to historia. Jestem bardzo interesowny jeśli o to chodzi. Mogę łatwo rysować a oni płacą mi za to dużo pieniędzy. Mogę wziąć sobie wolne kiedy chcę. To jest to. Nie potrafię opowiedzieć Ci historii postaci, ponieważ wyrosły one pod spodem tego wszystkiego.

Fred: Byłem w szkole uczącej projektowania i reklamy. Ale nie podobało mi się. Potem robiłem ilustracje dla różnych wydawców. Po spotkaniu Olivera, zaczęliśmy pracować razem. Ale nie mogłem rysować komiksów przez cały czas. To sprawia, że jestem zbyt osamotniony. Siedzisz w domu sam przez rok i pracujesz nad albumem. Nie wiesz, czy ludziom się to spodoba i czy ci za to zapłacą. Nie dostajesz żadnych rad. Lubię pracować nad filmami animowanymi. To praca grupowa. Każdy może coś wprowadzić. Spotykasz wielu ludzi, którzy są również bardzo utalentowani i możesz się od nich uczyć. Lubię pracować z Olivierem, ale nie chcę zajmować się tylko komiksami.

P: Co uważacie o tym, jak przemysł filmowy traktuje bohaterów komiksów na ekranie?

Cam: Niestety, to do czego skłania się Hollywood, gdy chcą przenieść komiks na ekran, to nie zatrudnianie ludzi, którzy pracowali z tymi bohaterami przez lata i są z tym za pan brat. Po to istnieje Amerykańska Gildia Scenarzystów, to rodzaj związku. Muszą pójść i znaleźć kogoś innego, kto nigdy nie czytał o tym bohaterze, żeby napisał scenariusz. Ludzie z Hollywood wierzą, że są o wiele bardziej kreatywni niż ktokolwiek inny. Gdy John Wagner – który jest Szkotem – stworzył Sędziego Dredd’a, wyobraził go sobie jako klona o wzroście 2,04m. Hollywood w swej mądrości zatrudniło Sylvestra Stallone’a, pochodzenia włosko-amerykańskiego, mającego 1,67m wzrostu. Dlaczego nie szukali 2,20 metrowego koszykarza? Sędzia Dredd stał się kultową figurą, superbohaterem i nikt nigdy, przenigdy nie widział jego twarzy przez te lata. To jest niepowtarzalne i sprytne. Sam go rysowałem przez lata. Ale Hollywood mówi nie, mamy wielką gwiazdę, która zagra Sędziego Dredd’a i zdejmie jego hełm. Dla mnie to nie jest już więcej Sędzia Dredd. Po co zmieniać coś, co jest przyjęte? Gruby boss filmowy z dużym cygarem siedzący w biurze hollywoodzkim mówi „Zmienić wszystko!” Po co? Oczywiście, chodzi o dolary. Jestem zawsze bardzo nieufny w stosunku do wszystkich hollywoodzkich adaptacji filmowych komiksów.

Oliver: Myślę, że pierwsze filmy o Supermanie oraz Batman były sukcesem, jeśli chodzi o projekt i atmosferę.

P: Możesz sobie wyobrazić pracę nad prequelami? Nad scenariuszem, projektem produkcji czy też sektorze reklamy i marketingu?

Wszyscy troje: Nie! (śmiech)

Cam: Ktoś w Lucasfilmie powiedział, że możemy prosić Cama Kennedy’ego o łowców nagród i statki. Ale nikt nie rozmawiał ze mną na ten temat. Ktoś inny powiedział, nie, nie uważam tak, ponieważ byłby obrażony, że tak mało pieniędzy zostało zaproponowane. Będąc Szkotem lubisz słyszeć o pieniądzach. Nawet jeśli tego nie akceptujesz. Wiesz, to o co Lucasfilm prosi kreatywne osoby, to przeniesienie najlepszych pomysłów na papier, kostiumy czy oprzyrządowanie. Rzeczy, które ewentualnie mogą wpływać w projekty zabawek i gier wideo. Ale wypłata, którą dostajesz od Lusacfilm jest jedną wypłatą, beż żadnych należności licencyjnych. Za 15 lat, gdy statek kosmiczny lub figura, które stworzyłeś, zostaje sprzedana za ponad 5 miliardów dolarów płaczesz, bo oddałeś im to wszystko. Wiele ludzi tak robi, bo dla nich jest wielkim zaszczytem pracować dla George’a Lucasa. On jest tylko człowiekiem, nie żadnych wielkim bogiem czy czymś. Nie dam się nabrać na to wielbienie George’a Lucasa. Dlatego właśnie nie pracuję dla Lucasfilmu. Nie zrozum mnie źle. Lucas docenił wiele moich dzieł w Dark Horse. Ale statki kosmiczne, stroje i bohaterowie, których lubię, należą do mnie. Prawa autorskie nie głoszą George Lucas tylko Cam Kennedy

Oliver Na początku pracowaliśmy jako fani. Daliśmy najlepsze co mogliśmy w hołdzie temu co widzieliśmy jako chłopcy. Ale później, doszliśmy do wniosku, że George Lucas sam zabił Gwiezdne Wojny Ewokami w Powrocie Jedi i komercyjną eksploatacją. Na koniec, byliśmy pod wrażeniem pracy dla Disneya

P: Zrobilibyście to raz jeszcze?

Oliver: Nie.

Cam: Smutne oświadczenie

Fred: Staliśmy się mądrzejsi.

Oliver: Musimy pracować bardzo szybko, wiele produkować i nie jesteśmy w stanie wypracować takiej jakości jak na początku planowaliśmy.

P: Czy macie jakieś linie przewodnie co jest dozwolone, a co zabronione?

Cam: Tak jak ogolony Chewbacca? Nie, tylko powiedzieli ci, tu są bohaterowie. Mają zostać dokładnie tacy jak są. Ale nie przyszło mi do głowy żeby coś zmieniać. To tylko praca.

Oliver: To było coś innego dla nas, ponieważ musieliśmy zaadaptować książkę posiłkując się tylko nawiązaniami z RPG. Lucasfilm był bardzo otwarty. Ograniczenia pochodziły bardziej od Dark Horse.

P: Wiele amerykańskich fanów nie lubi Nogrich, bo nie mają wiedzy z książek.

Oliver: Nogri byli marnie opisani w książkach, a i obrazki z podręczników RPG były bardzo mizerne. To nie mogło zadziałać w komiksie. Zdecydowaliśmy się na pewne zmiany, zostawiliśmy wygląd głowy, ale zmieniliśmy trochę ciało. Fani ogólnie nie zaakceptowali tego, ale uspokoili się gdy Lucasfilm obiecał zmiany.

Prowadzący: Dziękuję za interesujący wywiad i do zobaczenia w bardzo odległej Galaktyce.

Wywiad pierwotnie ukazał się w 3cim numerze Das Offizielle Star Wars Magazin.

Tłumaczenie: Nomi


 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2021




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 15,680,258 unikalne wizyty