Kronika, część 1
 
Kronika, część I

+++Inicjalizacja+++
+++Losowa kronika+++
+++Inicjalizacja+++
+++Kod autoryzacji zgodny+++
+++Odtwarzam+++


Drzwi otworzyły się nagle i do pomieszczenia wszedł Mathen. Kuel potrzebował sekundy, by zerknąć na Droska i rzucić mu znaczące spojrzenie. Ten zaś, jak na rozkaz, rzucił się do drzwi i gestami nakazał przybyłemu ciszę. Mathen zerknął w stronę kuzyna i wzruszył ramionami. Machnął ręką w stronę Aishy, siedzącej opodal i przeszedł w kąt pomieszczenia, gdzie zapalił to swoje zielsko w niemym oczekiwaniu.
Po co on to pali? Pytał sam siebie Kuel. To jakaś nowa moda? Za modą to jego kuzyn nigdy nie chodził. Był młodszy od niego, ale zachowywał się, jakby pozżerał wszystkie rozumy. I jeszcze ten płaszcz… Czy on się w nim urodził?
W tym momencie Drosk spojrzał na ekran komputera i podniósł rękę do góry. To był umowny znak, że zostanie odebrana transmisja. Kuel włożył słuchawki i wsłuchał się w cichy szum. Przez chwilę nic się nie działo, ale potem w monotonnym dźwięku pojawiły się trzaski. Nie przerywając nasłuchiwania, Mandalorianin wcisnął guzik nagrywania. W tym samym momencie wśród trzasków dało się słyszeć głos. Ktoś mówił, cicho i niewyraźnie. Chyba podawał współrzędne. Kuel słyszał wymawiane liczby. Po kilku chwilach przekaz się zakończył. W słuchawkach zapadła cisza. Ha’rang zdjął słuchawki.
-Aisha, postaraj się jakoś podnieść jakość tego przekazu.-Rzucił.- Chodzi o ustalenie tożsamości mówiącego.
-To będzie trudne, ale spróbuję…
-Drosk. Ty mi powiedz skąd nadali ten przekaz?
-Robi się. Zaraz będzie.
Kuel zerknął w stronę Mathena, który wciąż w milczeniu stał w kącie.
-Su’cuy, vod ika. Na drzwiach jest wyraźnie napisane, że to pomieszczenie nasłuchowe. Nie umiesz czytać?
-To ty po mnie wysłałeś. -Odpowiedział Mathen. - Nie rób mi teraz wyrzutów. Starszy z Ha’rangów westchnął przeciągle. Kątem oka zauważył karcące spojrzenie Aishy i postanowił spróbować jeszcze raz.
-Na szczęście udało nam się to wychwycić, więc nic złego się nie stało. -Podstawił kuzynowi krzesło. - Pogadamy?
Tamten zerknął niepewnie, ale po chwili opadł ciężko na siedzisko, przy okazji wyrzucając do śmietnika niedopałek. Kuel uznał, że to dobry znak dla tej konwersacji i zaczął:
-Wiesz, że Jango zbiera ludzi. Mamy zlecenie. Mógłbym cię zabrać. Potrzeba nam świeżych ludzi. - Gdy tamten się nie odezwał, kontynuował. -Tak drobna robota. Mamy stłumić małą rebelię na małej, ośnieżonej planetce…
-Z chęcią bym ci towarzyszył, bracie… -Zaczął po chwili Mathen. -Ale, z całym szacunkiem, Jango nie jest moim dowódcą. Mój ojciec walczył po jego stronie w waszej nieskończonej wojence, choć zawsze powtarzał, że może nie powinien. Że Mandalorianie nie powinni się dzielić i nawzajem wybijać.
Dobrze wiesz, jak skończył. Nie może samodzielnie sięgnąć po kubek, żeby się napić.
-Tak, dobrze wiem, co się stało wujowi. -Odpowiedział Kuel. -Być może to, co mówił też jest prawdą.
Zwróć jednak uwagę, że ta „nasza wojenka” ma się ku końcowi. Poza tym, to zlecenie nie ma nic wspólnego ze Strażą Śmierci. To zwykłe zlecenie.
-Jakoś nie chce mi się wierzyć…
-Posłuchaj, zwróciłem się do ciebie, bo jesteś moją rodziną. Drosk i Aisha nie mogą ze mną lecieć, więc pomyślałem, że ty się dasz namówić. Przecież zarobisz.
-Nie chodzi o pieniądze.- Upierał się Mathen. -Złapałem własne zlecenie. Pracodawca dużo płaci, a robota wydaje się prosta. Zapewnię buirowi godną resztę życia. Lecz nie z pomocą Janga.
Kuel wiedział, że go nie przekona, choćby nie wiadomo, co robił. Spuścił tylko głowę i ponownie westchnął. Po chwili jego kuzyn podniósł się.
-Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe. Powodzenia, vod, i do zobaczenia.
I wyszedł. Drosk taktownie zaczekał, aż drzwi zamkną się za Mathenem, po czym zwrócił się do starszego Ha’ranga:
-Zlokalizowałem źródło przekazu i mogę podać lokalizację, oczywiście z pewnym marginesem błędu…
-Więc…?
-System Korelii.
Kuel otrząsnął się trochę.
-To ciekawe. Zgraj to, co mamy i podrzuć to Jangowi na biurko. Musi w to zajrzeć.
Drosk wyszedł, a Ha’rang pochylił się nad monitorem. Nagle poczuł, że ktoś obejmuje go od tyłu.
-Przykro mi, że nie chciał z tobą lecieć. -Powiedział Aisha. -Może ja powinnam ci towarzyszyć?
-Nie. Nie możesz. -Kuel zerknął na jej brzuch. Robił się co raz większy.
-Mały Dane chętnie zasmakowałby w bitwie. -Uśmiechnęła się, jak to tylko ona potrafiła.
-Mam nadzieję, że mi wybaczy. -Odpowiedział uśmiechem. -Robię to, by chronić jego mamę.

+++Koniec pliku+++

Mateusz „Kuel” Dąbrowski


 

Komentarze
 
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
 
 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2021




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 15,680,601 unikalne wizyty