Kronika, część 4
 
Kronika, część IV
+++Inicjalizacja+++
+++Losowa kronika+++
+++Inicjalizacja+++
+++Kod autoryzacji zgodny+++
+++Odtwarzam+++


To była prywatna ceremonia. Tak być powinno. Mandalorianie lubią świętować, owszem. Pewne sprawy jednak powinny zostać załatwione między dwojgiem ludzi.

Później powiedzą, komu trzeba. Wzniosą jakiś toast. Któregoś dnia być może uda się wyprawić większe przyjęcie, dla znajomych, rodziny. Teraz jednak nie było nawet takiej potrzeby. Ani czasu. Trwała przecież wojna, której częścią obydwoje się stali.

Było dużo do roboty. Jaster przydzielił im pracę w wywiadzie, kazał wykorzystać wszelkie możliwe środki, by zlokalizować miejsce pobytu Vizsli i jego pachołków. Kuel był boleśnie świadom nadchodzących dużymi krokami obowiązków.

Wojna niosła ze sobą jeszcze jedną kłopotliwą sprawę - walkę. Ha’rang, jak każdy Mandalorianin, nie lubił siedzenia za biurkiem. Wiedział, że musi znaleźć się na polu bitwy, pomóc Jasterowi, zemścić się za śmierć matki, odnaleźć ojca i spróbować go przeciągnąć na swoją stronę. Ze zniecierpliwieniem wręcz oczekiwał na okazję, by to wszystko zrobić.

Tylko że teraz była ona. I była bardzo uparta. Bardzo. Patrzył w jej oczy i widział tą determinację, chęć bycia przy nim, chronienia go. Nie było to złe, ale Kuel zdawał sobie sprawę, że ona pójdzie za nim nawet w największy ogień. A tam czyhało niebezpieczeństwo.

Dlatego zdecydowali już teraz związać się ze sobą na zawsze. Bycie Mandalorianinem ułatwiało te sprawy. To była krótka i prosta formuła - mimo to Kuel, by w tak ważnej chwili się nie pomylić, odczytywał ją z ekranu swego datapada, kurczowo zaciskając na nim palce. A ona powtarzała za nim.

Mhi solus tome, mhi solus dar'tome…

Stali tu, na środku mało uczęszczanego korytarza, oświetlanego pojedynczym panelem jarzeniowym. Na zewnątrz niebo ciemniało coraz bardziej. A mimo to Ha’rang czuł, jak całe zmęczenia go opuszcza. Liczyła się tylko ona.

Mhi me'dinui an...

Cokolwiek miało teraz nadejść - Kuel czuł, że sprosta wszystkiemu. Nawet jeśli przyjdzie im walczyć ramię w ramię, za wszelką cenę ochroni ją przed każdym niebezpieczeństwem. Nie pozwoli, by coś odebrało mu to źródło szczęścia.

Mhi ba'juri verde.

I to właściwie było wszystko. Cała ceremonia, te kilka słów. Niby nic się nie zmieniło, a jednak... Jeszcze raz spojrzał jej w oczy i zobaczył, że ona też to czuje. Sięgnęła ku niemu i przytuliła go. Stali tak przez chwilę, w milczeniu. I tak, jak na tanich holofilmach, w tym właśnie momencie datapad piknął kilka razy, informując o nadchodzącym połączeniu. Kuel niechętnie wcisnął zielony przycisk. Na ekranie wyświetlił się nieduży obraz ukazujący hełm Jastera. Z głośnika dobył się znajomy głos:

-Ha’rang, tu Mereel. Przekazuję informację - jutro, koło południa, wyruszamy na Concord Dawn.

+++Koniec pliku+++


Kuel


 

Komentarze
 
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
 
 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2021




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 15,702,289 unikalne wizyty