Kronika, część 7
 
Kronika, część VI

+++Inicjalizacja+++
+++Losowa kronika+++
+++Inicjalizacja+++
+++Kod autoryzacji zgodny+++
+++Odtwarzam+++

Galidraan.
Aisha już wiedziała, że znienawidzi tą planetę do końca swojego życia. Wszystko wskazywało na to, że śnieżna planeta stała się dla Janga i wielu innych Mandalorian grobem. Przed chwilą mały transportowiec „Burc’ya” przeleciał nad smutnymi pozostałościami obozu wojskowego, w którym świeży śnieg powoli przysypywał nieruchome ciała okute w zbroje.
Mandalorianka jeszcze nie wiedziała, co dokładnie się stało. Miała jednak wciąż nadzieję, że jej mąż jest gdzieś tam, cały i zdrowy, wśród innych ocalonych. Dziewczyna była w zaawansowanej ciąży, dlatego nie poleciała na tą misję z Kuelem i pozostałymi. Nie omieszkał on jednak zostawić ukochanej szczegółowego i tajnego planu operacji, by w każdej chwili wiedziała, co się z nim dzieje.
Gdy po dwóch godzinach od domniemanego zakończenia misji nikt z obozu nie zgłosił się, centrala usytuowana na Mandalorze zaczęła się martwić. Aisha w tym czasie, mimo zrzędzenia Droska i dobrych rad BeeGee, wsiadała już na statek i wpisywała kurs w komputer pokładowy. Dostała bowiem, specjalnym kanałem, zarezerwowanym wyłącznie dla nich, sygnał S.O.S. od swego ukochanego. Kuel miał kłopoty.
Jak się właśnie okazywało, nie był to fałszywy alarm. Mandalorianie zostali praktycznie w całości rozbici. Wśród ruin nie było widać żadnych ocalałych. Mimo to musieli tu gdzieś być. Kuel wysłał przecież sygnał ratunkowy, a to znaczy, że jeszcze żył- przekonywała sama siebie Aisha.
Krążyli nad pobojowiskiem dopiero kilkanaście minut, a Drosk, siedzący przy konsolecie, tuż obok omiatał teren pod nimi promieniami najróżniejszych skanerów. Wreszcie grobową ciszę w przedziale przerwał przeciągły sygnał, informujący, że coś udało się znaleźć. Niebiesko-skóry Mandalorianin zaczął wybijać skomplikowaną sekwencję na klawiaturze, po czym uśmiechnął się tryumfująco.
-Mamy go! –Powiedział. –Transponder w zbroi Kuela wciąż działa i odebraliśmy jego sygnał. Zniżamy lot. To niedaleko tamtej polany.
Aisha, pełna nadziei, odpowiedziała mu uśmiechem i ruszyła w stronę kajuty po zimowy kombinezon. Chwilę później statek osiadł na płozach, na środku polany. Wiał zimny wiatr, niosąc ze sobą kryształki zamarzniętej wody. Dziewczyna zadrżała, ale nie z zimna. Była przerażona tym, że jej mąż od kilku godzin, w tych warunkach czeka gdzieś tam na ratunek.
W odpowiedzi na to zdenerwowanie, w jej brzuchu poruszył się mały Dane. Wszystko wskazywało, że i on martwił się o swojego buira. Nie bała się o dziecko, mimo, że termin był już bliski. Był z nią Drosk i BeeGee. Ten ostatni nie był droidem medycznym, ale specjalnie na tą okazję ściągnął sobie dodatkowe oprogramowanie, by w razie czego zastąpić pielęgniarkę.
Teraz należało skupić się na Kuelu. Drosk dał jej urządzenie namiarowe i polecił Bee Gee, by ten poszedł z nią. Wolno przedzierali się przez zaspy w stronę ściany lasu, którą to wskazywało małe urządzenie, cicho pikając. Przez wyjący wiatr ciężko było się porozumiewać, ale pogoda trochę się uspokoiła, gdy weszli między drzewa. Wzrok Aishy od razu przyciągnął jakiś przedmiot wystający spod śniegu. Jak się okazało to była ręka. Uzbrojona. Dziewczyna podbiegła tam, chwyciła za nią i pociągnęła.
Jak się okazało, ręka była oddzielona od ciała i została Aishy w dłoni. Mandalorianka cudem powstrzymała odruch wymiotny i przyjrzała się znalezisku. To była kończyna należąca do wojownika mandaloriańskiego, w charakterystycznej rękawicy. Płytka miała jednak kolor brązowy, a nie niebieski, jak u jej męża. Należało szukać dalej.
Nie było trzeba iść szczególnie daleko. Kawałek dalej urządzenie namiarowe zaczęło pikać jak oszalałe, a wśród śniegu znaleźli nie tylko odcięte kończyny, ale i całe ciała. Aisha odrzuciła denerwujący ją kaptur i zaczęła przepatrywać kolejne trupy. Wreszcie go znalazła. Niebieską zbroję powoli zaczynał przysypywać świeży śnieg. W kilku miejscach w kombinezonie widać było rozcięcia, a z jednego z nich widać było kawałek przypalonej skóry. Dodatkowo Kuel nie miał już protezy lewej ręki, pamiątki po wybuchu granatu na Kordzie. Ta leżała odrzucona, kilka metrów dalej, wciąż kurczowo zaciskająca się na pistolecie blasterowym. Najstraszniejsza jednak była dziura w hełmie i wizjerze, na wysokości lewego oka, też wyraźnie wypalona. Aisha sięgnęła i odpięła zatrzaski, powoli zdejmując pokiereszowany hełm.
Teraz musiała się powstrzymać, by nie zapłakać. W miejscu oka skóra była zupełnie wypalona i zwęglona. W zasadzie prawdopodobnie już nie bolało, ale dziewczyna zrozumiała, że jej mąż bezpowrotnie stracił oko. Nagle jej uwagę przyciągnął jakiś ruch. Jego wargi poruszyły się. Kuel mówił coś, bardzo cicho. Nachyliła się ku niemu.
-Wiedziałem... że... mnie... znajdziesz...
Już nie powstrzymywała łez. Przytuliła go mocno do piersi.
-Jestem tu, cyar’ika. –Powiedziała. –Zaraz cię stąd zabiorę. Wszystko będzie dobrze...

+++Koniec pliku+++


Kuel


 

Komentarze
 
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
 
 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2021




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 15,702,789 unikalne wizyty