Relacje - StarForce 2014
 

Okiem Serim'iki:
Przybyłam w piątek, kiedy jeszcze wszystko wskazywało na to, że wszystkich czeka mnóstwo pracy, a przywitało mnie zlecenie co najmniej ciekawe – wymyślenia fabuły do gry terenowej w ciągu godziny. Mimo to w kreatywnym towarzystwie Iskry i Agi bez problemu dokończyłyśmy fabułę i po poskręcaniu kilku gablot okazało się, że chwilowo praca się skończyła.
Sobota
Odpoczynek nie trwał oczywiście długo, jako, że następnego dnia przed paradą musiałam jeszcze skoczyć po farby i przygotować sobie stanowisko za drzwiami, które uparcie i długo pozostawały zamknięte.
Fani i odwiedzający dopisali tego dnia, całe CSW było wręcz przepełnione ludźmi kręcącymi się między stoiskami, a na tarasie na którym utknęłam z farbami równie wielu ludzi szukało odpoczynku od nieco zbyt tropikalnej atmosfery przepełnionych sal. Malowanie było istnym szaleństwem, 3 czaszki mythozaura, około 12 Gwiazd Śmierci, kilka znaków Rebelii i niezliczone floty krążowników, Falconów i Tie Fighterów przemknęło pod moją puszką z farbą. Na szczęście w międzyczasie Vhipir uratowała mnie od śmierci głodowej xD Efekt był jednak taki, że skończyłam malować o 18 i wtedy zauważyłam, że StarForce w międzyczasie się skończył.
Udało mi się jednak wyrwać na chwilę z tarasu żeby zobaczyć obóz M’y i uszczknąć kilka ujęć Mando w zbrojach.
Ku mojej wielkiej radości po rozkręceniu kilku gablot i zwinięciu obozu, kiedy ruszyłam do Banana okazało się, że pomysł alternatywnego dla Kotłowni afterparty został chętnie podchwycony i w końcu miałam okazję zobaczyć kto przyjechał, porozmawiać i okazyjnie pobić się z Dhadral i Iskrą o totem xD
Niedziela
Ciężka była pobudka, ale jak się okazało tylko dla mnie spośród kilku wytrwałych, którzy zgodzili się o 9 zacząć zdjęcia do nowego filmiku promocyjnego. Po początkowych opóźnieniach dotarliśmy wszyscy (ja, Chester, Dhadral, Krayt i Kuel) do Zamku Dybowskiego. Improwizując na podstawie wcześniejszych, luźnych założeń, biegając, skacząc, przewracając się i teatralnie wzruszając ramionami nakręciliśmy prawie 100 minut materiału. Teraz tylko do pracy nad montażem i obróbką…

Okiem Krayta:
W sobotę 4 października odbył się w Toruniu Star Force. Już na początku powiem, że było wprost wspaniale.

Choć wielu vode pojawiło się już wcześniej, ja do Torunia dojechałem dopiero w sobotę rano, w okolicach godziny 7:25. Po szybkim prowizorycznym sklejeniu przyłbicy u hełmu na ławce w parku, udałem się w stronę Centrum Sztuki Współczesnej. Po jakiejś godzinie szwendania się to tu, to tam, dostałem się do środka i skierowałem na górę, w kierunku przebieralni, przy okazji zatrzymując się na chwilę, by obejrzeć nasz bardzo zacny obóz na pierwszym piętrze.

Przebieralnia była całkiem ogromnym pomieszczeniem, przynajmniej w porównaniu z tą na Pyrkonie, z komfortową, niezbyt wysoką gęstością zaludnienia. To właśnie w tym pomieszczeniu spotkałem się ze sporą grupką vode, po czym się przebraliśmy w beskar'gamy i poszliśmy pod Urząd Marszałkowski. Tam zostaliśmy otoczeni barierą z taśmy chroniącą nas przed tłumem (lub odwrotnie) razem z innymi SW-owymi cosplayerami.

Około godziny 11 ruszyliśmy paradą przez Toruń, kierując się w stronę rynku. Trochę tam postaliśmy, całkiem sporo osób porobiło sobie z nami zdjęcia, po czym wróciliśmy pośród tłumu do CSW.

Tam spędziliśmy większość dnia, przebywając koło obozu, na patrolach, pozując do zdjęć z fanami, itp. Ludzi było bardzo dużo, wręcz było ciasno. Poruszania się wśród tłumu też nie ułatwiał wąski i przyciemniony wizjer w hełmie, ale generalnie wszystko poszło ok. Tak sobie troopując, miałem okazję zobaczyć wiele wyśmienitych modeli statków, postaci, miejsc, i nie tylko, z uniwersum Gwiezdnych Wojen. Niektóre z nich naprawdę aż o opad szczęki przyprawiają (choć nie widać tego pod buy'ce). Oprócz modeli, było też wiele osób odzianych we wspaniałe stroje oraz zbroje.

Dobre kilka godzin minęło na takim właśnie troopowaniu. Jednakże oficjalny koniec imprezy bynajmniej nie oznaczał dla wszystkich końca naszego pobytu w Toruniu w CSW.

Wczesnym wieczorem zajmowaliśmy się wszelkimi pracami sprzątaniowymi typu zdejmowanie banerów, noszenie ławek, noszenie ławek, noszenie krzeseł, noszenie ławek, i tym podobne. Po czym się rozeszliśmy wieczorem w grupkach, w różne miejsca. Po wieczorze nastąpiła noc, spędzona w bardzo przyzwoitym hostelu.

Po nocy, natomiast, nastała niedziela. Jako że mieliśmy (kilka osób, w tym ja) w ten dzień z rana iść kręcić film promocyjny, w okolicach godziny 8:00 pobiegłem do CSW, by się przebrać w zbroję (przy okazji gubiąc się trochę w mieście). Potem małą grupką poszliśmy w zbrojach kręcić ów film, jednakże szczegółów tejże akcji nie będę zbytnio zdradzał. Ale generalnie było super, super, super.

Po zakończonej akcji wróciliśmy do CSW, by pomóc sprzątać. I znowu, noszenie ławek, noszenie ławek, noszenie stołów, noszenie stołów, noszenie stołów, noszenie różnych rzeczy,... Z całą szczerością muszę przyznać, że było nawet całkiem fajnie.

W ten oto sposób minęła większość niedzieli. Vode już niestety cały czas ubywało, a tak się złożyło, że byłem ostatnią osobą nie mieszkającą w Toruniu, by opuścić to miasto (swoją drogą bardzo ładne miasto, z fajową fontanną). Z samym opuszczeniem miasta bardzo pomógł mi Ryba, w niecałą godzinę ratując mnie przed nie dostaniem się na autobus (wiem, że się okropnie powtarzam, ale dziękuję jeszcze raz).

W granicach godziny 21:10 autobus odjechał, a do domu oficjalnie dotarłem około 7:30 następnego dnia.

Podsumowując, było naprawdę rewelacyjnie. Szczerze polecam StarForce tym, którzy na nim nie byli, było po prostu super.

Okiem Dinuirara:
6. edycja konwentu i moja szósta wizyta na tej imprezie, a także kolejna okazja do współpracy z moimi Vode. Tym razem znów byliśmy znaczącą siłą, zarówno troopingowo jak i organizacyjnie.
Warto wspomnieć o widocznych zmianach jakie zaszły w M`Y od poprzedniej edycji StarForce: wciąż zwiększa się ilość naszych pancerzy i poprawia ich jakość, chociaż mieliśmy również kilku Vode w cywilu. Towarzyszyło nam również kilka osób w beskar'game które nie przyjechały na imprezę z ramienia Manda`Yaim.
Rozbudowaliśmy też nasz obóz o kolejną skrzynię, a także mamy obozowego droida typu GNK, stworzonego przez Araxussa.
Na uwagę zasługuje również sala braci Kuleszów (m. in. Nebulon-B, droid bojowy B1, Sokoły Millennium, Y-Wing), sala tronowa Imperatora oraz modele kartonowe Krzysztofa Wilczyńskiego.

Okiem Kuela:
StarForce! Można by długo mówić o tej, w zasadzie krótkiej imprezie. Od czego warto zacząć - jest to wydarzenie, które każda osoba tytułująca się fanem Gwiezdnych Wojen zdecydowanie powinna odwiedzić. Atmosfera pod dachem Centrum Sztuki Współczesnej w tym roku była niepowtarzalna. Tysiące osób zgromadzonych dla jednej wspólnej pasji - to się czuje w powietrzu.
Przyjechałem na StarForce nie tylko w roli uczestnika, ale w stroju, niejako współtworzyłem konwent. To dodatkowo zwiększa poziom wczucia się w klimat. Zbroja spisywała się świetnie i przyciągała spojrzenia uczestników. Wiele zdjęć, wiele dzieciaków podchodzących, by uścisnąć dłoń „Mandalorianinowi”. Szczególnym momentem dla mnie była parada ulicami miasta. Do tej pory albo brakowało jej w programie, albo nie miałem przy sobie zbroi, by wziąć w marszu udział osobiście. Tym razem jednak, nie bez trudności oczywiście, ale zdążyłem i trafiłem w kolumnę uzbrojonych braci i sióstr z Manda’Yaim.
Co ważne, StarForce choć krótki, jest bardzo intensywny. Od początku do końca imprezy pozostaje się w zbroi, dzięki czemu zarówno podczas troopingu, wśród tłumów, jak i w kuluarach, na zapleczu można się równie dobrze bawić. Pozytywnym elementem było kręcenie scenek do filmu promocyjnego Manda’Yaim. Kręciliśmy zarówno w sobotę, jak i w niedzielę. Ze zniecierpliwieniem oczekuję efektów tej pracy, gdyż udało nam się złapać kilka naprawdę fajnych ujęć. Dodatkowo wspólne zdjęcia ze wszystkimi członkami naszej organizacji, to jak zawsze duża frajda. Wszystkie mandaloriańskie pancerze konwentu zgromadzone w jednym miejscu to niezapomniany widok. I wreszcie, w trakcie tegorocznego StarForce zostałem awansowany do rangi Weterana, co było niemałym powodem do dumy.
Ogólnie, jak co roku, StarForce oceniam i wspominam bardzo pozytywnie. To jedna z naprawdę niewielu okazji w roku, by spotkać się ze wszystkimi znajomymi i jest to jak najbardziej cenna chwila. Mam nadzieję, że w przyszłym roku znów zobaczymy się w Toruniu.

Okiem Ryby:
Szósta edycja StarForce odbyła się w Centrum Sztuki Współczesnej „Znaki Czasu” w Toruniu dnia 4 października 2014.
Do programu StarForce powróciły takie punkty jak wystawa modeli braci Kuleszów, a także obecność osób przebranych za postacie z Sagi zrzeszonych w organizacjach kostiumowych Legion 501 oraz Rebel Legion. Największą atrakcją wystawy były przywiezione z Belgii Bantha oraz zespół Maxa Reebo, przygrywający Jabbie w Powrocie Jedi.
Gościem specjalnym był Ian Liston odgrywający według najnowszych doniesień aż trzy role w Imperium kontratakuje. Najważniejszą była postać Wesa Jansona, drugiego pilota luka Skywalkera podczas bitwy o Hoth. Pozostałe dwie to pilot imperialny oraz szturmowiec, nie jestem pewien czy po tak długim czasie ktokolwiek jest w stanie doliczyć się, który dokładnie.
Pozostałymi gośćmi byli oczywiście Jacek Drewnowski, który jak zawsze miał do przekazania najnowsze wieści na temat nowych komiksów Star Wars wydawanych w Polsce oraz Staszek Mąderek, specjalista od efektów specjalnych i fanfilmu Gwiazdy w Czerni, z którym wraz z Ran, Dhadral, Radokiem i Dinuirarem udaliśmy się na sobotni obiad. Przy posiłku Staszek był tak samo nieprzyzwoicie gadatliwy jak na swoich prelekcjach.
Oczywiście od edycji 2012, kiedy to Mandalorianie uderzyli pierwszy raz na StarForce w dużej liczbie pancerzy, impreza bez nas nie mogłaby się odbyć. Serio.
W sobotę, jak stwierdził główny koordynator imprezy „Mandalorianie byli wszędzie.” Faktycznie tak było, bo po to osoby ze zbrojami przyjeżdżają na taki event, po to właśnie dłubią nocami by ich stroje wyglądały jak najlepiej. O właściwym spojrzeniu na sprawę tropowania nieustannie starała się przypominać wszystkim Rangka’ra, co niewątpliwie miało duży wpływ na nasz sukces. StarForce 2014 odwiedziło ok. 8000 gości, co jest bardzo dobrym wynikiem. Znaczna część z nich wróciła do domu ze zdjęciem jakiegoś Mandalorianina.
Działania troopingowe, jak i całą imprezę, otworzyła parada osób w strojach na ulicach przepięknej i malowniczej toruńskiej starówki. Ustawiliśmy się w szyku, który otwierał Egzar, cały czas niosący, z szacunkiem godnym tego symbolu, sztandar Manda’Yaim.
Oczywiście nawet Mandaloranie muszą czasami usiąść, w tym celu zwykle rozbijają obóz polowy. Zrobiliśmy tak również na StarForce. Nasze stanowisko otrzymało bardzo reprezentatywną lokalizacje przy głównej klatce schodowej prowadzącej na poziom wystaw. Tegorocznym dodatkiem do obozu był skonstruowany przez Araxussa power droid.
Najwięcej energii poświęciliśmy na noszenie stołów. W piątek Mandalorianie prosto z samochodów, którymi jechali od 6.00 rano oraz z pociągów biegli do szkoły podstawowej nr 1, by pakować niezbędne dla zaistnienia StarForce stoły i krzesła do ciężarówki. Oczywiście w niedzielę czekał do obsłużenia transport powrotny.
Tegoroczną edycję wspominam bardzo miło, głównie dlatego, ze były to trzy dni spędzone we wspaniałym towarzystwie, na którym można było polegać. Miłą odmianą było też to, że w przeciwieństwie do poprzednich trzech edycji, tej nie koordynowałem. Miałem możliwość ponarzekania, a nie tylko przyjmowania skarg.
Z niecierpliwością czekam na doniesienia o kolejnej edycji i wyczekuję naszego w niej udziału!

Okiem Rangka'ry:
Dnia 04.10.2014 odbył się StarForce jedno z najważniejszych wydarzeń znajdujących się w kalendarzu każdego członka Manda'Yaim. Licznie przybyli Mandalorianie byli chyba największą grupą pomagającą przy organizacji tegorocznej edycji. Mój udział w samej imprezie rozpoczął się już w czwartek wieczorem od przewiezienia rekwizytów do naszego obozowiska. Prawdziwa praca przy tym wydarzeniu czekała na mnie jednak w piątek.

Główną atrakcją tego dnia było noszenie stołów, ławek, krzeseł, skręcanie gablot i... długo by wymieniać. Mi oraz Sh`ehn przydzielono dodatkowo także rozplanowanie oraz rozłożenie naszego obozowiska. Przez cały dzień wszyscy ofiarnie pracowali starając się jak najszybciej przygotować Toruńskie Centrum Sztuki Współczesnej na przybycie sobotnich gości.

Sobotni poranek rozpoczął się paradą, która przemaszerowała przez Stary Rynek w Toruniu. Wraz z innymi członkami Manda'Yaim w zbrojach ustawiliśmy się w szyku marszowym, któremu przewodził Egzar niosący sztandar. Był to naprawdę wspaniały widok! Po zakończeniu parady ruszyliśmy do naszego obozu, trochę odpocząć i głównie stanowić atrakcję dla odwiedzających StarForce ludzi. Nieprzebrany tłum ludzi fotografujący się z nami na początku był może trochę wyczerpujących, ale sprawił chyba wszystkim satysfakcję. Godną wspomnienia atrakcją tegorocznej edycji była możliwość zrobienia sobie zdjęcia na tronie Imperatora Palpatine'a oraz olbrzymia Bantha stojąca obok obozu Tuskenów.
O popularności obu atrakcji świadczyły długie kolejki chętnych przez które trudno było się przebić. Tradycyjnie zwiedzający mieli możliwość obejrzenia także modeli statków i nie tylko, posłuchać ciekawych panel i wziąć udział także w innych atrakcjach. Osobiście nie udało mi się trafić na żaden panel, ale będąc na patrolu miałam możliwość obejrzenia niektórych z wystaw. Dlatego dla mnie największą atrakcją była możliwość wspólnego troopingu w zbroi, z innymi członkami Manda'Yaim na czym spędziłam cały mój dzień. Pod jego koniec udało się nam zrobić jeszcze wspólne zdjęcie na tle obozu oraz w sali tronowej Imperatora i mogła wreszcie pójść coś zjeść. Obiad zjadłam wraz z Dhadral, Radokiem, Rybą oraz Staszkiem Mąderkiem. Ostatnim punktem tego dnia była wyprawa do Klubu Banan, aby obejrzeć Bobę Fetta namalowanego przez Serim`ikę. W niedzielę pozostało nam już tylko sprzątanie CSW i pożegnania. Znowu było noszenie ławek, stołów oraz krzeseł i szukanie zaginionych gablot. Wszystko to było bardzo męczące, ale udało się nam wspólnymi siłami szybko z tym uwinąć. Późnym wieczorem wraz z Dhadral wróciłam do Poznania.

Podsumowując:
Wnioskując na podstawie dużej liczby zwiedzających uważam, że tegoroczny StarForce był bardzo udaną imprezą. Możliwość spotkania pozostałych członków M'Y sprawiła mi dużo przyjemności, dzięki czemu nawet cała ta praca przy przygotowaniach nie była taka ciężka. Mam nadzieję, że wszystkim całe to wydarzenie sprawiło dużo satysfakcji oraz że pojawimy się na nim w takim samym jak nie większym składzie w przyszłym roku.

Okiem Sh'ehn:
Tegoroczny StarForce był trzecim, w jakim miałam okazję wziąć udział.W zeszłym roku, mogąc w piątek pomóc nieco przy przygotowaniach, doszłam do wniosku, że to, co dzieje się przed i po konwencie, jest znacznie ciekawsze, zabawniejsze i przyjemniejsze, niż to, co ma miejsce w trakcie jego trwania. StarForce 2014 zdołał nieco zachwiać tym poglądem.
Do Torunia przyjechałam w piątek, około 11.30; musiałam przywieźć celownik do działka z obozu M`Y. (Z tego miejsca pragnę serdecznie podziękować braciom Kulesza, którzy dokonali niemożliwego i w magiczny sposób, w warunkach polowych, przycięli celownik do właściwych rozmiarów.) Krótko po 12 udało mi się znaleźć CSW i odszukać Rybę i Rangka'rę. W ciągu następnych kilku godzin miałam okazję na własne oczy ujrzeć skutki wykorzystywania firm kurierskich do przewozu modeli z klocków LEGO, pomóc przenieść kilka stołów i krzeseł, razem z Ran zbudować pierwotną wersję obozu mandaloriańskiego (z której potem ostał się tylko namiot i trawa, ale i tak jestem szczęśliwa i czuję się dumna:)) i poszukać z nią skarbów w obozowych skrzyniach, poznać Radoka, wraz z Araneą odwiedzić aptekę i przekonać się, że są jeszcze na tym świecie ludzie potrzebujący niepotrzebnych gratów, takich jak brzeszczot. Następnie, wraz z Frankiem (mam nadzieję, że dobrze zapamiętałam imię) i Dhadral dwukrotnie skręciliśmy gabloty. (Dwukrotnie, bo początkowo okazaliśmy się być odrobinkę nadgorliwi i potem trzeba było co nieco poprawiać.) W tym samym czasie Dinuirar, Rangka'ra i Ryba... w sumie nie wiem co dokładnie zrobili z obozem, ale po ich zabiegach wszystko, co powinno się świecić, świeciło się, a wszystko, co powinno wyglądać dobrze, wyglądało lepiej niż dobrze; poza tym ktoś wyczarował całkiem spory stół. Wieczorem udaliśmy się do hosteli, które szczęśliwym dla mnie zbiegiem okoliczności okazały się być usytuowane bardzo blisko dworca "Toruń Miasto". Jako, że następnego dnia rano musiałam jechać do Bydgoszczy, postanowiłam przed snem udać się na mały spacer, w celu przypomnienia sobie drogi na dworzec (co mimo niewielkiej odległości nie było wcale takie łatwe...) Oczywiście nie udało mi się trafić w odpowiednie miejsce, za to następnego poranka wiedziałam już w którą stronę nie skręcać :).
Sobota rozpoczęła się dla mnie o 5 - nie chcąc spóźnić się na pociąg (6.28) a nauczona doświadczeniami poprzedniego wieczora przygotowałam się na długie błądzenie, jednak dzięki nieocenionym wskazówkom pani recepcjonistki z hostelu już po dziesięciu minutach stałam na właściwym peronie. Bydgoszcz powitała mnie raczej chłodno - panująca tam temperatura niepokojąco przypominała lodową aurę Hoth. Optymistycznych wrażeń na rozpoczęcie dnia dopełnił fakt, iż z powodu przebudowy dworca "Bydgoszcz Główny" (który w moich oczach jawił się jako żywy obraz Apokalipsy), miałam spory problem z trafieniem do wyjścia. Kiedy już opuściłam teren dworca, udałam się po swój beskar`gam, który dosychał po wcześniejszym lakierowaniu, a spakowawszy go, pospieszyłam do szkoły na dodatkowe - obowiązkowe zajęcia. (Tutaj wypadałoby podziękować kolejnym osobom, czyli wszystkim, którzy cierpliwie znieśli, że zamiast siedzieć, słuchać i brać aktywny udział w zajęciach siedzę, słucham i szlifuję mandaloriańską zbroję.) Prosto z zajęć pospieszyłam z powrotem na dworzec, chcąc zdążyć na pociąg o 12.20 i jak najszybciej dołączyć do bawiących się w Toruniu fanów. Siedząc w pociągu, podobnie jak podczas dwóch poprzednich przejazdów miedzy Bydgoszczą a Toruniem, kończyłam szyć linopas. Zdążyłam dosłownie na ostatnią chwilę - zakończyłam szycie, gdy pociąg wjeżdżał na stację "Toruń Główny", a na następnej, "Toruń Miasto", wysiadałam. Tym razem trafienie do CSW nie sprawiło mi problemów, i dzięki pomocy dwóch młodszych Gajowych, którzy oszczędzili mi trudu przewlekania sześciu metrów sznurka przez odpowiednie elementy linopasa, koło 14, już w beskar`gamie, mogłam włączyć się w przewijający się przez CSW barwny korowód fanów i fanek. (Samo CSW wyglądało zupełnie inaczej niż poprzedniego dnia. Żałuję, że nie mogłam pomóc w rozwieszaniu banerów i ustawianiu wszystkiego na właściwych miejscach. Szczególnie wystawy, po części ustawione już poprzedniego dnia, wyglądały naprawdę niesamowicie imponująco.) Szczerze mówiąc, niewiele mogę powiedzieć o następnych czterech godzinach - zapamiętałam je głównie w formie trudnego do przekazania za pomocą tekstu zbioru pojedynczych drobnych wydarzeń, ogólnych wrażeń i odczuć, a nie chcę ich bardziej opisywać z obawy, że pominę jakieś szczegóły. Z pewnością mogę powiedzieć, że bawiłam się świetnie i dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili. O 17.20 udaliśmy się do sali tronowej Imperatora w celu zrobienia sobie wspólnych zdjęć. Prawdę mówiąc, marzyłam o byciu na wspólnej fotografii Manda`Yaim, od kiedy na Pyrkonie przy okazji takiego zdjęcia miałam okazję służyć Mandalorianom jako fotograf. W trakcie sesji zdjęciowej X-Yuri awansował Kuela do rangi Weterana. Kiedy wróciliśmy do obozu, StarForce dobiegał końca. Spakowawszy zbroję z powrotem do kartonu, zajęłam się pomaganiem przy sprzątaniu. Było fajnie, mimo, że parę razy przypadkiem pomyliłam ścianę z drzwiami, a ludzie pracujący w CSW okazali się być bardzo mili, pożyczając mi miotłę, bym mogła pozbyć się z podłogi resztek trawy pochodzącej z obozu. Kiedy wykonaliśmy wszystkie przydzielone nam zadania (tzn. wszystkie, które były technicznie wykonalne), poszłam wraz z Serim`iką, Rangka`rą, Rybą, Radokiem, Dinuirarem i jeszcze jedną osobą (wybacz osobo, ze nie wymienię cię z imienia, ale siedziałaś w takim miejscu, że niespecjalnie cię widziałam, więc nie do końca jestem pewna kim byłaś) do klubu "Banan" rozmawiać i podziwiać mandaloriańskie malowidło Serim`iki. Po pewnym czasie przyłączyło się do nas więcej ludzi. Krótko po 22 Rangka`ra, Ryba, Dinu i Radok zaczęli się zbierać, więc, jako że sama nie miałam pojęcia jak trafić do hostelu, postanowiłam pójść z nimi.
W niedzielę mieliśmy spotkać się w CSW o 12. Na miejscu zastałam Dinuirara; po chwili do CSW zaczęły przybywać kolejne osoby, począwszy od Ryby i Ran przez kolejnych członków M`Y i TISW, aż do momentu, gdy dołączyła do nas ekipa, która rano zajmowała się kręceniem filmiku promocyjnego. Dzień upłynął nam na wykonywaniu bardzo różnorodnych zadań: najpierw należało poznosić do garażu i załadować na ciężarówkę pożyczone z pobliskiej szkoły stoły i krzesła, następnie udać się do owej szkoły i poroznosić przywiezione tam stoły do właściwych sal lekcyjnych. Jeszcze później wróciliśmy do CSW, by poznosić do garażu inne, niepochodzące z tamtej szkoły stoły. W międzyczasie część osób zaangażowała się w pomoc braciom Kulesza w przetransportowaniu do garażu modeli z ich wystawy. Kiedy skończyliśmy nosić stoły dla odmiany pomogliśmy nosić krzesła. Żeby było zabawniej, przez cały dzień nasze wysiłki były uparcie sabotowane przez windę towarową. Około siedemnastej trzeba się było zbierać - dzięki pomocy Rifa, który podwiózł nas na dworzec, wraz z Araneą i Dinuirarem nie musieliśmy się martwić, że spóźnimy się na pociąg. Bez dalszych przygód udało nam się wrócić do Bydgoszczy.
Spotkałam wielu ludzi. Nauczyłam się kilku rzeczy. Dobrze się bawiłam przygotowując konwent. Dobrze się bawiłam uczestnicząc w konwencie. Nadrobiłam zaległości w podróżowaniu PKP. Upewniłam się, że budynek CSW żywi wobec fanów Star Wars mordercze zamiary. Mam wspaniałe zdjęcia, wykonane przez Dhadral, Vhipir i Chestera. Na dodatek ominęły mnie obie czynności, których nie lubię (polerowanie i foliowanie gablot). A iść w grupie kilkunastu Mandalorian, mając na sobie pancerz i czując się "na swoim miejscu" to naprawdę niezapomniane wrażenie. Podsumowałabym to jakoś ładnie, ale obawiam się, że wypowiedź składająca się prawie z samych superlatywów wyszłaby ciut nienaturalnie. Napiszę tylko, że nie mogę się doczekać, żeby to powtórzyć.

Okiem Dhadral:
Chciałabym powiedzieć, że przygotowania do tegorocznego StarForce’a zajęły mi dużo czasu. Ale prawda jest taka, że znów szłam na żywioł. Mimo, że od dłuższego czasu czekałam na ten konwent i przygotowywałam się do niego psychicznie to poprawki przy zbroi, choć planowane całe wakacje wprowadzałam na kilka dni przed wyjazdem modląc się do Mandy by farba zdążyła wyschnąć na czas. Tym niemniej zdążyłam z wykonaniem większości planów. I tak w piątek przed piętnastą zjawiłam się w Toruniu, drugi raz na przestrzeni dwóch tygodni. Po wykonaniu kilku telefonów ruszyłam w stronę CSW, ledwie po kilkuset metrach mojej „wyprawy” spotkałam Yuriego, który zgarnął mnie i zaprowadził pod szkołę podstawową nr1, gdzie trzeba było kilku dodatkowych par rąk. Moje niestety na wiele się nie przydały bo gdy dotarliśmy na miejsce niewiele już zostało do noszenia. Większymi gabarytami zajmowali się przedstawiciele płci męskiej, a ja wraz z innymi dziewczynami nosiłam krzesła. Również w CSW było sporo do zrobienia. Gdy już się tam znalazłam, zostałam oddelegowana (wraz z młodszym bratem Gajowego) do udzielenia jakiej takiej pomocy wożeniu stołów i krzeseł. Mój entuzjazm, choć spory, przegrał jednak z entuzjazmem Ósemki która poruszała się jak błyskawica i ciężko było za nią nadążyć. Na szczęście na dłużej zatrzymała się przy skręcaniu gablot do którego i ja trochę przyłożyłam rękę. Drużyna skręcająca była liczniejsza, jednak jej skład był bardzo zmienny. Przy tej pracy przewinęły się między innymi Alicja i Ari#1,a także kilku chłopaków. Ponadto pomagało się także tu i ówdzie, a to coś przynieść, a to coś wynieść. Była też chwila na podziwianie już ustawionych dekoracji w tym naszego obozu, świeżo postawionej Banthy, rodzących się w bólach modeli Lego i nie tylko. Po skończonej pracy z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku udaliśmy się do miejsc swego spoczynku (szczęściem jeszcze nie wiecznego).
Następny poranek powitał nas piękną wprost pogodą. Zapowiadał się wspaniały dzień. Cała podekscytowana dotarłam do CSW. Tam Od razu zaczęłam wciągać na siebie kombinezon i wkładać pancerz. Trzeba było się spieszyć. W trakcie gdy się przebierałam przybywali kolejni uczestnicy imprezy. Powitania i wzajemne podziwianie wprowadzonych we wszystkich pancerzach innowacji zajęło nieco czasu. Jednak wszyscy (nawet ci których nikt o to nie podejrzewał) zdążyli przebrać się na czas. I tak liczna reprezentacja M’Y jako pierwsza zjawiła się na miejscu. Ran wykazała się olbrzymią inicjatywą dosłownie rozstawiając wszystkich po kontach. Dało to niesamowity efekt. W trakcie parady maszerowaliśmy ładnie i na ogół nie dawaliśmy sobie włazić pod nogi. Szyk złamał się nieco trakcie postoju pod pomnikiem Kopernika gdy ludzie wywoływali nas do zdjęć. Jednak gdy parada znów ruszyła każdy z powrotem był już na swoim miejscu.
Nie da się ukryć, że przez pierwsze pół godziny od zakończenia parady robiliśmy furorę. Obóz miał najlepszą możliwą lokalizację, dzięki czemu przeżyliśmy prawdziwe oblężenie, a zrobionych nam zdjęć policzyć nie sposób. Później zaczęło się tropowanie. Nasze patrole były wszędzie i zawsze, bo prawie każdy chciał się pokazać. Co, choć wspaniałe, okazało się problematyczne gdy obóz został niemal pusty. Tu jednak olbrzymią przytomnością umysłu znów wykazała się Rangka’ra która natchnięta bojowym duchem starała się ogarnąć wszystkich, tak by wszystko było dopięte na ostatni guzik. Jedno jest pewne, czy to dzięki własnej inicjatywie czy inicjatywie Ran, nikt kto miał na sobie pancerz się specjalnie nie obijał. Mimo naszej wszech obecności niemal każdy znalazł chwile by się po wygłupiać czy strzelić sobie kilka StarWarsowych czy zabawnych fotek. A Ósemce, Ran, mnie, Krayt’owi i przedstawicielom klanu Tor udało się odstawić małą potyczkę na dachu CSW. I choć nie mamy z tego zdjęć pozostała radość z dobrej zabawy. Między wszystkim co chwilę kogoś łapała a to gazeta, a to radio, a to telewizja. Media dorwały nawet Yuriego, ten jednak dość szybko wymienił się na role z lepszym mówcą w osobie Radoka. Ran, Oixowi, Dinu oraz mnie przypadło w udziale opowiadanie o tym z czego można robić zbroje i dlaczego w ogóle kochamy Star Wars. Gdy zrobiło się nieco luźniej przyszedł czas na zdjęcia zbiorowe. To była wspaniała zabawa. Zwłaszcza ze spora część zdjęć wyszła świetnie. Potem przyszedł czas na obiad, tzn. na pizzę, przynajmniej dla większości. Fani zieleniny musieli jeszcze poczekać. Nasz obiadek odbył się nieco później, gdy ilość zwiedzających nieco się zmniejszyła. Jak ja kocham łazić po mieście w zbroi. Musze to robić częściej i bez okazji tak "for fun".
Większość z nas dzielnie dotrwała do ostatniej chwili. Tylko kilka osób których czas gonił w podróż powrotną zebrała się nieco szybciej. Tuż przed końcem zabawy udało mi się na trochę przebrać w strój Sitha po czym udałam się w kierunku tronu Imperatora z zamiarem zrobienia sobie kilku zdjęć. Tu wielkie podziękowania dla Gai która dzierżyła aparat. Potem na powrót przebrałam się w zbroję i wraz pozostałymi udałam się do Banana. Z tego miejsca wyniosłam wiele naprawdę fajnych wspomnień i kilka siniaków XD. Tańczenie w zbroi to coś całkiem zabawnego. A gra w Jungle Speeda kiedy masz na sobie pancerz nabiera całkiem nowego wyrazu. Długo tego nie zapomnę (żebra mnie do dzisiaj bolą). W końcu jednak zmęczenie zaczęło brać górę i zapragnęłam udać się do hostelu. Jak się jednak okazało nikt z jego rezydentów jeszcze nie udawał się w drogę powrotną, a ja wstyd przyznać nie pamiętałam drogi. Gdy już poważnie zaczęłam rozważać zdrzemnięcie się na jednej z kanap w Bananie, jako plus tej sytuacji widząc nowe przeżycie w postaci spania w zbroi, z opresji wybawiała mnie Ari#1, która była tak miła, że odprowadziła mnie na miejsce przeznaczenia.
Następnego ranka zerwałam się wcześnie bo koło siódmej, spakowałam się , ubrałam zbroję i ruszyłam pod pomnik Kopernika, gdzie miałam spotkać się z Serim’iką, Chesterem, Kraytem i Gajowym. Na miejscu okazało się, że zamiast Gajowego zjawić się ma Kuel. Cel spotkania był prosty. Nakręcenie scenek do filmiku promocyjnego i do szkolnego projektu Ari. W tym drugim pierwotnie aktorami mieli być Krayt i Gajowy, zastąpiony potem przez Kuela. Ja dołączyłam jako rola drugoplanowa. Dzięki temu mogłam odhaczyć kolejny punkt na liście moich marzeń do spełnienia: „Zagrać w Fanfilmie”. Było super i wspaniale. Aż się nie mogę doczekać, żeby zobaczyć efekty naszej pracy.
Po filmowaniu razem z Kraytem i Kuelem, z niewielkim opóźnieniem, wróciliśmy na teren CSW by pomóc w porządkach. I tak wspólnie dowiedliśmy, że w doborowym towarzystwie nawet sprzątanie może być całkiem fajne.
Mam nadzieję z pozostałym tak jak i mnie ten StarForce zapisze się w pamięci pozytywnie i na długo. Dziękuję za to i już nie mogę doczekać się kolejnego spotkania z Wami wszystkimi.

Okiem Yuriego:
Podobnie jak dla Dinuirara, był to dla mnie już szósty StarForce - impreza jest dla mnie szczególna, bowiem tylko w jej kontekście mogę się pochwalić, że byłem na wszystkich edycjach. Przez te lata zmieniał mi się też punkt widzenia - od zwykłego uczestnika w 2009tym, po stan obecny czyli bezpośredni udział w organizowaniu.

Tegoroczna edycja ponownie miała miejsce w Toruniu, w Centrum Sztuki Współczesnej "Znaki Czasu" - czyli tam gdzie rok temu i gdzie StarForce zadebiutował. Miejscówka moim zdaniem ponownie sprawdziła się całkiem dobrze, powiedziałbym, że rozmieszczenie_atrakcji było nawet lepsze niż w roku poprzednim (i nie mówię tego wcale dlatego, że mieliśmy dużo bliżej z przebieralni do obozu niż w zeszłym roku! Sama przebieralnia to zresztą niesamowita sprawa - ilość miejsca przypadająca na każdą osobę jest niesamowita!).

Co mi się podoba i jest bardzo charakterystyczne dla StarForce'a to ilość osób w przebraniach - zwłaszcza dzieciaków, które... czasami brak słów by opisać wspaniałość ich strojów. (Ale nie tylko te-najfajniejsze stroje się liczą, sam fakt, że duuuużo dzieciaków się przebiera, niezawsze w zachwycające stroje, ale zawsze będące wyrazem miłości do SW, jest... budujący)

Istotną atrakcją pierwszego StarForce byli Belgowie którzy przywieźli niesamowitą replikę Banthy - na tegoroczną edycję zostali sprowadzeni po raz drugi, bardzo wzbogacając wystawę swą niesamowitą Banthą oraz członkami zespołu Max Reebo - wszystko w skali 1:1. Sama wystawa, poza nimi, także się bardzo rozwinęła, w stosunku do lat poprzednich przybyło... wszystkiego. Z powracających atrakcji powróciła także parada - w której to pierwszy raz miałem okazję brać udział jako Cosplayowiec. Dość fajna sprawa.

W szczegóły "z zaplecza" wnikał nie będę, vode powyżej dość napisali o ławkach, krzesłach, organizacji wszystkiego itd. Grunt, że na pewno powrócę na StarForce'a. Bo to świetna impreza.




 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2021




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 15,702,218 unikalne wizyty