Ścieżka
 
Droga wiodła przez las, którego drzewa pamiętały stworzenie świata. Pomiędzy nimi panował zawsze chłód i ciemność, a oprócz zwierząt, mieszkało tam coś jeszcze z pradawnych dni. Wojownicy nazywali to miejsce Lasem Mroku, w którego cieniu skrywała się tajemna wiedza. Kiedy nadchodził właściwy czas, każdy z żywych musiał ruszyć w daleką i niebezpieczną podróż przez las, aby odnaleźć w nim swą własną ścieżkę.

Któregoś dnia tego wyzwania podjęła się dziewczynka będąca u progu dorosłości. Wyszła o wschodzie słońca, pożegnana słowami matki i ojca, aby strzegła się przed pokusami, jakie zaoferować jej może nieznany cień.
- Uważaj, na tego z kim będziesz mówiła - rzekła jej matka, ofiarując nóż, który sama dostała od swej matki. - Bogowie mogą przemówić do ciebie pod każdą postacią, lecz pamiętaj, że czasem nie da się stwierdzić, z którym z nich mówisz. Arasuum i Kad Ha'rangir są sobie przeciwni, lecz Hod Haran lubi się zabawić umysłem wojownika. Może udawać jednego i drugiego, a może też naigrywać się z nich obu naraz.
- Będę uważać - przyrzekła dziewczynka, chowając ofiarowany nóż. Matka skinęła jej głową, rada z posłuszeństwa dziecka. Wtem przemówił do niej ojciec, dając jej do rąk swój wysłużony blaster.
- Pamiętaj, że droga przez Las nie będzie łatwa. Czasem wydawać się może bez końca, czasem skończy się wręcz za szybko. Nie śpiesz się, idź rozważnie, lecz słuchaj także swego instynktu i tego, co podpowiada ci cień. On nie jest twoim wrogiem, wszak jesteś jego dzieckiem, jak ja i twoja matka i twoje siostry i twoi bracia. Lecz w cieniu skrywać się może o wiele więcej, niż zmysły wojownika mogą dostrzec.
- Będą więc baczyć na cień lecz nie będę się go lękać. Ale co zastanę na końcu swej drogi?
- Tego musisz się dowiedzieć sama - odrzekli rodzice na odchodnym i dziewczynka pozostała sama ze swym wyzwaniem. Bez pośpiechu lecz nie ociągając się, ruszyła przed siebie, w stronę Lasu Mroku.

Co jakiś czas czuła, jak w cieniu prześlizgują się obok niej strille. Były to cenione zwierzęta pośród wojowników, lecz teraz - szukając własnej drogi przez Las Mroku - wiedziała, że każde z nich może być oszustem. Hod Haran lubił przywdziewać obcą skórę, by móc zadrwić z umysłu wojowników. Baczyła na złotoskóre stworzenia, choć te nie zwracały na nią uwagę.

Minęła godzina. Potem druga. I trzecia i czwarta. Słońce wędrowało po niebie, lecz tu, pośród starych drzew panował półmrok i chłód. Droga przed dziewczynką nadal była daleka. W końcu zatraciła poczucie czasu, nie umiejąc odróżnić dnia od nocy. Czując, że nadszedł czas odpoczynku, ujęła nóż dany jej przez matkę i wspomagając się jego ostrzem, wdrapała się na jedno z wiekowych drzew. Przysiadła na gałęzi, rada z chwili wytchnienia we względnie bezpiecznym miejscu. Czuwała, lecz po wielu trudach sen ją w końcu zmorzył.

Instynktownie otworzyła oczy, czując, że coś się jej przygląda. W mroku, na jednej z gałęzi rosnącego obok drzewa dostrzegła złoto lśniących oczu. Wpierw sądziła, że to jeden ze strilli, lecz w stworzeniu tym było coś dziwnego. Nie umiała powiedzieć czym się to różniło od swych pobratymców, lecz jej ręka sama powędrowała ku kaburze broni.

- Witaj, dziewczynko - przywitał się stwór grzecznie, jakby to było normalnym dla niego spotykać samotne dzieci w ciemnym, niebezpiecznym lesie.
- Witaj - odrzekła, wolno powstając. - Kim jesteś?
- Kim? Ach... czy to ważne?
Dziewczynka wbiła wzrok w miejsce, skąd docierał głos. W mroku nie widziała za dobrze konturu stwora, ale wiedziała, że jego ciało jest potężne. Tylko oczy pozostały wyraźne, jakby dwa złote księżyce lśniły na nocnym niebie.
- Ważne; czyś przyjaciel czy wróg?
Nim się spostrzegła, stwór już był na gałęzi powyżej jej. W głowie rozważała opcje: uciekać lub walczyć. Jak uciekać, gdzie skryć się przed stworem. Jak walczyć, czy ma atakować, czy się bronić. Lecz tajemnicze stworzenie tylko wyszczerzyło kły w uśmiechu.
- Jam przyjaciel - zapewniło - co w dowód przyjaźni da ci bogactwo!
Jakby na potwierdzenie słów stwora, dziewczynka ujrzała jak wkoło niej lśni złoto, jakby to z niego zrobiono drzewa i liście.
- To hojna oferta, lecz co bym miała zrobić z tymże złotem?
- Och, to proste - rzekł stwór. - Dam ci je, byś nie musiała trapić się dalszą podróżą. Bo to, co czeka na końcu wcale nie musi być przyjemne. Tak zaś możesz zabrać me bogactwo do domu i pokazać swym rodzicom i rodzeństwu, żeś była w Lesie Mroku, dotarłaś do jego serca i przyniosłaś tego dowód! A potem żyć długi i szczęśliwie.
Dziewczynka odetchnęła głęboko, na moment przymykając oczy. Widziała przyszłość, siebie otoczoną złotem, z daleka od wojny i bólu. Wszystko dla niej, jeśli tylko wyciągnie po to swą dłoń. To było takie proste i kuszące!
Stwór proponował jej złoto, za które miała kupić swe bezpieczeństwo i beztroskę, lecz dziewczynka wiedziała, że nikt, kto jest żywy, nigdy nie będzie bezpieczny przed bólem ani śmiercią. Te wszak były nierozerwalnie związane ze sobą - gdzie jedno się kończyło, zaczynało się drugie. Pradawny smok Ha'rangir umierał w ogniu i odradzał się ze swego popiołu, a dzięki temu poświęceniu świat mógł trwać bez końca, chroniony przed złowrogą Pustką, która by pożarła nawet bogów.
- Nie chcę złota - odparła stanowczo. Zwinnie umknęła na dół i ruszyła w dalszą drogę, lecz Stwór - skacząc z gałęzi na gałąź - podążył zaraz jej śladem.
- A może pragniesz cudownej mocy? - zagadnął słodko, a z jego łapy wyłoniło się światło, rozjaśniające mrok dookoła. Dziewczynka zmrużyła oczy odzwyczajone od blasku. Stwór nie tracąc czasu zamienił jasność w piorun, który niczym żywa istota zwinnie ukąsił pobliskie drzewa i ziemię, zaraz zamieniając się w cudny ogień mieniący się całą gamą kolorów.
- Jesteś jeszcze dzieckiem, które nie rozumie darów od losu ani potęg, z którymi przyjdzie ci się zmierzyć. Jeśli chcesz coś osiągnąć, musisz mierzyć wysoko.
Toteż dziewczyna uczyniła tak, jak jej poradził. Zastrzeliła go, celując wysoko ponad siebie, w jego czoło.
Stwór padł z jękiem, który zamienił się w krzywy uśmiech. Obłąkane oczy spoglądały na nieporuszoną dziewczynkę i lśniły ubawione w smutny sposób.
- Czyli jednak jesteś... - jęknął z ostatnim tchnieniem - wojownikiem.
- Kimże innym mogę być? - zapytała, lecz odpowiedziała jej tylko cisza mrocznego lasu. Nie mając już towarzystwa, ruszyła wolno w swoją stronę, wiedząc, że dzisiejsze zwycięstwo jest tylko chwilowe. Jeszcze nie raz jej wiara i zdolności zostaną wystawione na próbę. Ale takie było życie Mandalorian, pod wodzą Kad Ha'rangira: ciągła walka z własną słabością i poszukiwanie nowych wyzwań dla samodoskonalenia.
 

Komentarze
 
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
 
 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2021




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 15,702,604 unikalne wizyty