Drużyna Theta
 
Rok 1
Kamino zawsze było takie samo. Zawsze. Dużo wilgoci, chłodno i zawsze pochmurnie. Na planecie-oceanie znajdowało się kilka platform z miastami, jedyne miejsca gdzie dało się mieszkać. Ocean był pełen zwierząt, jedne drapieżne inne nie, jednakże wszystkie niebezpieczne dla obcych. Miasto Tipoca będące stolicą Kamino było złożone z wielu platform mieszkalnych osadzonych na potężnych filarach. Z kopuł sektorów dzielnic mieszkalnych jak i fabrycznych czy badawczych wystawały szpiczaste iglice, niczym anteny budynków łączności spotykanych w różnych bazach wojskowych. Każdy sektor miał swoje lądowiska i hangary. Hangar 56 lądowiska H12 powoli otworzył swoje wrota. Potężne siłowniki powoli i mozolnie otwierały swoje wysokie na dziesięć i szerokie na trzydzieści metrów wrota. Podchodzący do lądowania frachtowiec klasy Hornet w kolorze czarnym z czerwonymi detalami oraz białą czaszką mythosaurusa na kadłubie wleciał powoli do hangaru i powoli osiadł na hydraulicznych wspornikach. Po wyrzuceniu z siebie tumanów pary spod kokpitu opuściła się rampa po której zszedł dobrze zbudowany, uzbrojony w karabinek szturmowy mężczyzna w czerwono-czarnym beskar'amie, z hełmem przytroczonym do pasa. Włosy z boków miał wygolone do skóry, a przez środek głowy szła niewysoka ciemna ścieżka włosów idąca od czoła po kark. Na jego lekko opalonej twarzy pokrytej dwudniowym szorstkim zarostem, kilkoma bliznami i charakterystycznym tatuażem na styl tribala znajdowało się również "wiele kilogramów okrucieństwa". Jego brązowe oczy zaczęły szaleć w oczodołach starając się wyłapać jak najwięcej szczegółów hangaru. Szedł krokiem powolnym i dostojnym w stronę oczekującego na niego innego mężczyzny w szarym beskar'gamie, z rękoma zaplecionymi na piersi. Postać ściągnęła buy'ce ukazując twarz ciemnej karnacji z niewielką blizną pod prawym okiem oraz ze schludnie przystrzyżonymi kruczo czarnymi włosami na głowie.
-Sucuy' gar ner vod Myron! oczekiwałem Ciebie nie szybciej niż za rok.
-Su'cuy ner Mand'alor.... Jango, chcę mieć oko nad partią moich.... klonów... chłopców.... tego mięsa które mam wyszkolić.
Jango lekko zmarszczył brwi pokazując lekką dezaprobatę na usłyszane przed chwilą słowa po czym odwrócił się na pięcie. Machnął ręką porozumiewawczo do Myrona i oboje ruszyli w stronę turbowind. Po wejściu do windy drzwi za nimi zamknęły się z lekkim sykiem.
- Wiesz kogo będziesz szkolił?
Myron nie odpowiedział tylko spojrzał na Jango z pytającym wzrokiem
-Oprócz trzech plutonów zwykłych żołnierzy będziesz miał jeszcze drużynę komandosów. Drużyna Theta wchodzi w skład 3 plutonu 1 kompani szturmowej. Będzie częścią grupy uderzeniowej.
-Grupy uderzeniowej?
-Tak. Wyobraź sobie, że jedna z planet mająca strategiczne znaczenie i jest pod kontrolą wroga. Z nadprzestrzeni wyskakują trzy niszczyciele wraz nimi wyskakują krążowniki szturmowe, następnie w trakcie walk na pole bitwy wskakują krążowniki desantowe z kanonierkami na pokładzie lecą w pobliże planety otwierają luki desantowe kanonierki rozpoczynają lot w kierunku planety na której następuje desant jednostek naziemnych. Jedna kanonierka zawiera jednego komandosa i drużynę zwykłych żołnierzy.
-Sam to wymyśliłeś?- Myron uśmiechnął się szeroko i zaczął chichotać
Jango powoli odwrócił się w stronę Myrona z ponurą miną
-Możliwe... jesteśmy na miejscu.
Drzwi turbowindy otworzyły się z lekkim sykiem oczom Myrona ukazał się różnego rodzaju kadzie i szklane tuby z czymś co przypomina dzieci przy których kręcili się kaminoanie z datapadami w rękach.
-Dzieci? iInna była umowa. Miałem tu być dziesięć lat, a nie....
-Będziesz. Ich dojrzewanie jest dwukrotnie przyspieszone. Właśnie kończy się ich okres tworzenia. Za dwa lata będziesz rozpoczynał szkolenie. Mam nadzieję, że Walon dobrze Cię ocenił. Pokaże Ci Twoje nowe mieszkanie.
Mężczyźni szli w ciszy śnieżno białym i nieskazitelnie czystym korytarzem. Długo nie odzywali się do siebie, aż w końcu znaleźli się na rozwidleniu korytarzy.
-Po lewej stronie znajdują się sypialnie naszych szkolonych jak już będą w wieku czterech lat czyli za dwa lata, natomiast po prawej są wasze kwatery. Stołówka dla Cuy'val Dar jest na górze, jest tam też kantyna i świetlica. Rozgość się.
Myron kiwną tylko porozumiewawczo głową i skierował się prawym korytarzem w poszukiwaniu swojej kwatery. Idąc korytarzem spoglądał na tabliczki z imionami przyszłych właścicieli pokoi mieszkalnych. Część z nich nie była jeszcze podpisana jednak znalazł dużo znanych mu osób. "Kobiety też najął?" pomyślał Myron czytając kilka imion żeńskich. W końcu trafił do swojej kwatery. W środku znajdował się pokój sypialniany, niewielki salon z małą kuchnią oraz łazienka. Ściany były białe, tak samo jak i meble. Od tej bieli zaczęło go brać na wymioty. Widok za oknem też nie był powalający. Kawałek platformy, rozległy ocean i wiecznie pochmurne niebo. "Jak ja tutaj wytrzymam całe dziesięć lat? czy nie zwariuję z czasem? jakie będą klony? czy szybko będą się uczyć?" Hełm odpiął od pasa i położył na stole w salonie, ściągnął płytki pancerza i położył przy stole, zdjął z siebie kombinezon i poszedł do łazienki odświeżyć się pod prysznicem sonicznym przy którym oparł karabinek. Godzinę później wyszedł spod prysznica pełen energii, wszedł do salonu i założył na siebie pancerz. Ding dong. Ktoś zadzwonił do drzwi. To droid transportowy wraz z jego rzeczami popakowanymi w skrzynie i pudła. Gestem ręki wskazał droidowi miejsce gdzie miał zostawić ładunek, a sam dalej się ubierał. Po chwili droid wyjechał z mieszkania, a za nim wyszedł Myron. Zablokował zamek i udał się do kantyny. Na miejscu zastał typowy widok, białe siedziska i stoliki, ten widok go przygnębił jednak rozsiadł się przy barze i zamówił swoje ulubione piwo Ale. Chwycił pokal i przyłożył go do ust biorąc solidnego łyka. Odstawił pokal i sięgnął do swojego datapadu chcąc przejrzeć informacje z holonetu. Po chwili przeglądania ktoś od tyłu chwycił go za twarz i przyłożył zimne ostrze do gardła. Usłyszał głos kobiecy
-Taki duży chłop a tak dał się podejść.
-Taka duża dziewczynka i nie umie odpowiednio naostrzyć noża.
Po czym chwycił nieznajomej rękę z nożem, wykręcił w trzech stawach; Nadgarstkowym, łokciowym i barkowym zachodząc za jej plecy, a wolną ręką przycisnął ją do blatu baru przy okazji przewracając pokal z piwem.
-Na dodatek atakuje bez jakiegokolwiek przygotowania.- dokończył
-Ała puść mnie już na żartach się nie znasz? Jango miał racje, że jesteś niebezpiecznym świrem.
Myron puścił kobietę widząc sam że przesadził z pokazem umiejętności. W takich przypadkach działają u niego instynkty i zaprogramowane ruchy.
-Przepraszam.... Ale sama jesteś sobie winna.
Kobieta odwróciła się do niego przodem z bardzo wkurzoną miną jednak Myron zauważył tylko jej rude piękne włosy sięgające do połowy pleców śliczne zielone oczy piękną bladą cerę szczupłą talie i dopasowany błękitny beskargam, przytroczony do pasa hełm z licznymi otarciami i solidnym przeszlifem przy lewym poliku jakby od błyskawicy blastera, przez plecy miała przewieszony karabin blasterowy, a w kaburach małe niepozorne pistolety blasterowe. Łup! Ni z tąd ni z owąd Myron przyjął na twarz szybki prosty cios od nieznajomej.
-Jesteśmy kwita.- oświadczyła nieznajoma po czym odeszła od Myrona i usiadła przy stoliku obok gestem zapraszając go do siebie.
Myron usiadł naprzeciwko niej i patrzał na nią chwilę w ciszy. kiwnięciem przywołał droida-kelnera i zamówił butelkę Koreliańskiej Whisky i kubeł lodu.
-A ty co? Masz problem i pijesz?
-Nie. Pije bo mam wolne. Nie usłyszałem Twojego imienia.
-Bo go nie powiedziałam.- powiedziała uśmiechając się lekko.
-Więc jak się nazywasz?
-Nieważne.
-Masz na naramienniku literkę R więc twoje imię jest na literę R tak więc pomyślmy.... Ruth? Ruusan?
-Nie.- odpowiedziała uśmiechając się zalotnie.
-W porządku, będę mówił na Ciebie Ru.
Myron przechwycił butelkę i lód od droida który podjechał do stolika rozsypał po dwie kostki do szklaneczek po czym nalał do nich trunku.
-Nie powiedziałam, że chcę się napić.
-To po co przyszłaś do kantyny?
-Na świetlicy nikogo nie było.
-To musisz się ze mną napić.
-Nie, nie piję za często.
-Przedstawić się nie, napić się nie. Po co mnie zaprosiłaś?
-Chcę pogadać.
-O czym?
-Kim będziesz się zajmował?
-Drużyną Theta
-Komandosi?
-Tak.
-Ja będę uczyć naszych synków mojego rzemiosła. Otwieranie zamków, łamanie zabezpieczeń hakowanie komputerów i- Jango urwał jej wypowiedź wchodząc do kantyny
-Widzę, że się już zaprzyjaźniliście?
-Jango. Chcesz się napić? Myron stawia.
-Nie. Rain chodź musimy pogadać.
Myron spojrzał na towarzyszkę i się lekko uśmiechnął. Kiedy oboje zniknęli Myron zaczął pić sam. Często mu się to zdarzało więc nie przejął się tym w ogóle. Po godzinie samotnego siedzenia wstał i chwiejnym krokiem udał się wraz z butelką whisky do swojego pokoju. Usiadł przy stole w półmroku i zaczęło się. Znowu zaczął słyszeć głosy i krzyki. Zakrył oczy dłońmi i zaczął widzieć obrazy. Wspomnienia z przeszłości, z czasów wojen, walk zbrojnych i różnego rodzaju zleceń. Nagle wszystko ucichło. Zdyszany i spocony otrząsł się i sięgnął po mały pojemniczek, wyciągnął tabletkę połknął ją i poszedł do sypialni gdzie runął na łóżko. Tak minął pierwszy dzień.
Drugiego dnia Myron spędził na rozpakowaniu się, oraz na odłączaniu i zabezpieczaniu akumulatorów oraz innych podzespołów w swoim statku. Wieczorem poszedł na siłownię wypocić alkohol z dnia poprzedniego. Po zakończonym treningu miał w głowie jedną myśl. "klony będą zadowolene z siłowni". Tego wieczoru wpadł na pomysł aby zacząć prowadzić dziennik i opisywać wszystko co działo się danego dnia. Z nudów człowiek potrafi wiele zrobić. Odwiedził też kantynę jednakże nikogo tam nie było. Na świetlicy też nikogo nie spotkał więc postanowił zrobić rutynową obsługę broni, rozebranie jej naoliwienie i złożenie jej z powrotem oraz ostrzenie noży.
Trzeciego dnia odbyło się zwiedzanie obiektów szkoleniowych, liczne sale z komputerowymi symulacjami, sale z torami przeszkód, sale pirotechniczne oraz wielkie sale idealnie odzwierciedlające świat rzeczywisty, Pustynie rodem z Tatooine, Dżungle z Kashyyyk ale największe zdziwienie wzbudził u Myrona widok Rancorów Dathomirańskich oraz młode Drouki biegające po terenie takim jak Belsaviss. Najbardziej ciekawiło go co słychać u klonów. Wciąż nie mógł uwierzyć, że to co mówił Fett jest prawdą, przyspieszone starzenie? No bez żartów. Wieczorem spotkał Ru, a dokładnie Rain w kantynie. Dosiadł się do niej i długo rozmawiali na najróżniejsze tematy. Później oboje pijani odprowadzali się na zmianę do pokojów. Tej nocy wszyscy wrócili bezpiecznie do siebie.
Czwartego dnia młode klony opuściły swoje zbiorniki w których były hodowane, ku zdziwieniu Myrona wszystkie wyglądały jak Jango Fett. Tego dnia Dowiedział się wszystkiego od Jango na temat produkcji klonów i poznał także historię projektu stworzenia WAR. Tak mijały kolejne dni, tygodnie i miesiące Myron i Rain zaprzyjaźnili się, co nie jest zbyt normalne u Myrona. Pierwszy rok minął bardzo spokojnie, samodokształcanie się, dbanie o kondycję i relaks. Po roku kolejno zaczęli przylatywać inni Cuy'val Dar'owie.

Rok 2
Dzień 405 pobytu Myrona na Kamino
"Myron...." Dziwny szept zerwał z łóżka Myrona jakby oblano go lodowatą wodą, gwałtownie rozejrzał się po pokoju jednakże nikogo w nim nie było. Spojrzał na półkę nocną gdzie obok pistoletu stał zegarek. Była 4:00 nad ranem. Wstał, ubrał się w lekkie rzeczy jak miał w zwyczaju robić to od dłuższego czasu. Powoli zaczął zapominać jak to jest nosić beskar'gam. Założył pas z blasterami po czym udał się do łazienki zadbać o poranną higienę. Gdy był gotowy udał się na stołówkę zjeść śniadanie i wypić kubek gorącego kafu. Po wejściu na świetlicę zobaczył klasyczny widok. W jednym kącie siedzącego Kala Skiratę, a po przeciwległej stronie sali Walona Vau. Gamonie od zawsze się żrą ze sobą tylko po to aby nie pokazać, że tak naprawdę bardzo się lubią. Śniadanie lubił klasyczne: cztery jaja Oroket'a, cztery plastry bekonu i chleb z Naboo. Zwykle jadał co pod rękę się nawinie ale od kiedy jest na Kamino może pozwolić sobie na takie rarytasy. Rozsiadł się przy stoliku na uboczu i zaczął konsumować śniadanie popijając kafem. Po chwili konsumpcji podeszła do Niego Rain.
-Cześć di'kucie! Jak smakuje?
-Cześć Ru, co taki dobry humor masz od rana?
-Nie słyszałeś? Fett zbiera kredyty i robi listę co kto chce dostać. Dziś wylatuje na "coroczne zakupy"
-Dinuirar?
-Tak. Jak za te prezenty zapłacisz.
-To będę musiał podejść do niego.
-Co chcesz dostać?
-Od dłuższego czasu chodzi za mną ciastu Uj ale może nie dotrzymać podróży powrotnej, a poza tym nie kupuje takich dobroci z niepewnych źródeł.
Rain lekko uśmiechnęła się pod nosem.
-To powiesz mi co chcesz dostać?
-Przemyślę to jeszcze. A ty Ru? co zamawiasz?
-Takie tam duperele.
-Coś konkretnego?
-Takie tam babskie sprawy.
Na stołówce rozległ się głośny rumor, trzaskanie krzesłami przewracanie stołów. Myron i Rain odwrócili się w kierunku hałasu.
-CHAKAAR!
-DI'KUT!
Nie kto inny jak Kal i Walon po raz kolejny mają jakąś sprzeczkę nie wiadomo o co.
- Copaani mirshmure'cye, vod? (chcesz dostać w twarz, koleś?)
-Gar serim! (o to chodzi)
Nagle między Kalem i Walonem doszło do rękoczynów; Ciosy kopniaki wykręcanie rąk walka w parterze i inne formy popisów teatralnych.
-Co za głąby... zawsze to samo...
-Nie znałaś ich wcześniej?
-Znałam ale myślałam że to im przeszło.
-Wątpię aby kiedykolwiek im przeszło.
-Muszę iść. Do zobaczenia później.
-Później.
Po skończonym posiłku Myron udał się do pokoju Janga złożyć zamówienie, a następnie udał się zobaczyć jak radzą sobie młode klony z nauką podstaw. Wieczorem udał się rutynowo na siłownię gdzie rutynowo podtrzymywał tężyznę fizyczną. Wieczorem udał się do kantyny na partyjkę sabaka wraz z innymi szkoleniowcami; Kalem, Markusem i Tono.
Po trzech dniach wrócił Fett wraz z paczkami, on i dwóch innych mando wnieśli pakunki do świetlicy w której wszyscy siedzieli. Każdy jak dziecko rzucił się ku nowo przybyłym, w poszukiwaniu swego zamówienia. Rain podniosła z ziemi duże pudło i pobiegła z nim do pokoju. Myron wiedział, że za szybko się nie dopcha do pakunków więc siedział i czekał, aż tłok zmaleje. Myron to twoje! Krzyknął Tono rzucając mu niewielki pakunek. Myron od razu udał się do swojego pokoju i nie wychodził z niego do końca dnia. Wieczorem praca nad którą siedział większość dnia była ukończona. Ding dong. Myron przez wizjer zobaczył Rain stojącą pod drzwiami z rękoma schowanymi za plecami. Otworzył drzwi i zaprosił ją do środka. Położyła na stole niewielki pakunek jaki chowała za plecami i rzuciła się Myronowi na szyję całując go czule. Myron odwzajemnił pocałunek i mocno przytulił Rain do siebie.
-A to za co?
-Już dawno nie byliśmy sam na sam i mi tego brakowało. To dla Ciebie, sama robiłam- ręką wskazała na pudełko leżące na stole
Myron otworzył pudełko i ku jego zdziwieniu poczuł i zobaczył ciasto Uj.
-Skąd je masz?
-Zrobiłam, dziś przyszły produkty.
-Dziękuję.- Myron dał Ru całusa w podziękowaniu za trud włożony w robienie ciasta.- Ja też mam coś dla Ciebie.
-Dla mnie? A co takiego?
Myron wręczył rain paczkę oklejoną szarym papierem z ręcznie malowaną czarną czaszką mythosaurusa. Ru zaczęła zrywać papier uważając na malunek jaki był na nim, kiedy go ściągnęła ujrzała pudełko wykonane z drzewa Cambylictus rosnącego na Naboo. Na pudełku widniał napis "Cyare" . W pudełku znajdował się łańcuszek z kawałkiem oszlifowanego błękitnego kryształu z kryształowej groty Ilum .
-Dziękuję jesteś kochany.- Ru długo nie mogła napatrzeć się na prezent, Myron patrzył na zaskoczoną i zadowoloną Ru. Wziął ciasto i położył na szafce w kuchni. Wrócił i przytulił Rain czule.
Zapadła cisza. Obydwoje patrzyli sobie w oczy, zdawało się, że to trwało wieczność...
Przyciągnął ją do siebie i pocałował. Odwzajemniła to bez chwili zastanowienia. Obydwoje złączyli się w uścisku namiętności... pasji... pożądania.
Miłość Myrona i Rain rozkwitała w najlepsze, jednak szybko zbliżał się koniec sielanki.

Rok 3
Początek szkolenia

Dwa lata po wyhodowaniu klonów. 1 dzień szkolenia
W wielkiej sali zebrali się wszyscy szkoleniowcy i klony. Tego dnia odbył się przydział klonów do swoich sierżantów. Zgodnie z tym co mówił Fett Myron dostał do wyszkolenia 3 plutony żołnierzy i drużynę komandosów. Kiedy stał przed swoimi rekrutami poczuł lekką tremę. Wszyscy wyglądali tak samo, ponad setka takich samych buziek z małymi oczkami jak guziczki było wpatrzone w niego jak w objawienie mocy. W końcu po dłuższej chwili ciszy odezwał się do nich.
-Jestem sierżant Myron Mi'les, będę was szkolił jak zabijać i nie dać się zabić. Będziecie słuchać mnie i wykonywać moje rozkazy. Ja odpowiadam za was, a wy odpowiadacie tylko przede mną. Przed nikim innym chyba, że wam o tym powiem. RC-1005, RC-1006, RC-1007, RC-1008 WYSTĄP!
Czwórka dzieciaków wyszła z szeregu i stanęła przed swoim sierżantem. Myron nie mógł uwierzyć w to co widzi. Mają 2 standardowe lata, a wyglądają jak zdrowe czterolatki.
-Wasza czwórka pójdzie ze mną reszta do swoich zajęć, widzimy się jutro na zajęciach.
Myron wraz ze swoimi chłopcami szedł długim korytarzem w stronę sali z małym parkiem. Soczyście zielona trawa, kolorowe kwiaty oraz bujne drzewa dawały piękny widok. Rozsiedli się na trawie i Myron rozpoczął rozmowę.
-Wiecie kim jesteście?
-Klonami.-odpowiedział nieśmiało RC-1006
-Po co was stworzono?
-Jesteśmy wyjątkowi, mamy być dumą Wielkiej Armii Republiki.- tym razem zabrał głos RC-1008
Myron poczuł ciepło w sercu patrząc na młodych jednakże nie mógł tego po sobie poznać
-Sierżancie... Kim są Mandalorianie?-pytanie zadał RC-1005. Myron był lekko zaskoczony pytaniem które sam chciał za chwilę zadać chłopcom.
-Mandalorianie.... To lud wojowników, nie są barbarzyńcami jednakże wojna płynie w ich krwi od wieków. Ja jestem Mandalorianem, sierżant Rain jest Mandalorianką, sierżant Kal, sierżant Walon, sierżant Tono, oni i wiele innych szkolących też są Mandalorianami i wy też będziecie mandalorianami. Na początku będziecie mieć imiona.
-Ale my mamy już imiona- przerwał mu RC-1007
-To są numery. Ty będziesz Niner-Myron kolejno wskazywał i nazywał chłopców, RC-1008 Mereel, RC-1006 Sull, RC-1005 Spar. Po nazwaniu swoich chłopców Myron zaczął uczyć ich podstawowych słów w języku Mando, a następnie wziął ich na siłownię gdzie dał im solidny wycisk na urządzeniach do ćwiczeń. Po zakończonym treningu przyszedł czas na posiłek. Myron stał na progu jadalni klonów i obserwował jak wymęczeni młodzieńcy wszystkich drużyn komandosów jedzą posiłek jakby od tygodnia nie mieli nic w ustach. Ten widok przypomniał mu część jego przeszłości którą wspomina z dumą. To dzięki takim upadkom i ciężkiemu dzieciństwu jest teraz jednym z najlepszych, dzięki czemu może przekazać swoją wiedzę i mądrość życiową tym dzieciakom. "DRUŻYNA THETA KOŃCZY JEDZENIE! DRUŻYNA THETA SKOŃCZYŁA JEDZENIE! WYPAD ZE STOŁÓWKI! RAZ RAZ RAZ" Krzyknął Mi'les w stronę stołówki, młode klony jak poparzone wstały od stołu i pobiegły ku wyjściu stołówki. "ZA MNĄ BIEGIEM MARSZ!" rzucił Myron i pobiegł na przedzie pokazując młodzieńcom kierunek i dając przykład tempa jaki miały trzymać. Po przebiegnięciu jednego kilometra Niner potknął się, przewrócił, sierżant kazał dalej biec młodzieńcom a sam cofnął się do leżącego.
-Co jest? Już umierasz?
-Sierżancie nie dam rady dalej biec.
-DRUŻYNA THETA DO MNIE!- jak za sprawą magicznej różdżki trzech klonów wróciła do Myrona i Ninera.- Dopóki Niner nie odpocznie będziecie robić pompki.
Niner ciężko dyszał jednakże widząc trud innych członków drużyny opał ręce na podłodze i zaczął "pompować" razem z nimi.
-POWSTAŃ! ZA MNĄ BIEGIEM MARSZ!
Dobra kondycja niejednego wyciągnęła cało z pola bitwy. Myron to wiedział i wiedział, że uratuje to życie jego podopiecznym, jednak młodzieńcy byli już wycieńczeni ostrym wyciskiem jaki przygotował im sierżant. Po powrocie do pokoju młodzieńcy zasnęli jak kamienie na pustyni. Myron miał jeszcze część wieczoru dla siebie. Po odświeżeniu się udał się do kantyny. Ku jego zdziwieniu w kantynie nikogo nie było.
2 dzień szkolenia
DRUŻYNA THETA POBÓDKA!
DRUŻYNA THETA KOŃCZY PORANNĄ TOALETĘ, DRUŻYNA THETA SKOŃCZYŁA PORANNĄ TOALETĘ!
DRUŻYNA THETA BIEGIEM!
DRUŻYNA THETA SKOŃCZYŁA JEDZENIE!
DRUŻYNA THETA!
3 dzień szkolenia
DRUŻYNA THETA POBÓDKA!
DRUŻYNA THETA KOŃCZY PORANNĄ TOALETĘ, DRUŻYNA THETA SKOŃCZYŁA PORANNĄ TOALETĘ!
DRUŻYNA THETA BIEGIEM!
DRUŻYNA THETA SKOŃCZYŁA JEDZENIE!
DRUŻYNA THETA!
4 dzień szkolenia
DRUŻYNA THETA POBÓDKA!
DRUŻYNA THETA KOŃCZY PORANNĄ TOALETĘ, DRUŻYNA THETA SKOŃCZYŁA PORANNĄ TOALETĘ!
DRUŻYNA THETA BIEGIEM!
DRUŻYNA THETA SKOŃCZYŁA JEDZENIE!
DRUŻYNA THETA!
5 dzień szkolenia
DRUŻYNA THETA POBÓDKA!
DRUŻYNA THETA KOŃCZY PORANNĄ TOALETĘ, DRUŻYNA THETA SKOŃCZYŁA PORANNĄ TOALETĘ!
DRUŻYNA THETA BIEGIEM!
DRUŻYNA THETA SKOŃCZYŁA JEDZENIE!
DRUŻYNA THETA!
6 dzień szkolenia
DRUŻYNA THETA POBÓDKA!
DRUŻYNA THETA KOŃCZY PORANNĄ TOALETĘ, DRUŻYNA THETA SKOŃCZYŁA PORANNĄ TOALETĘ!
DRUŻYNA THETA BIEGIEM!
DRUŻYNA THETA SKOŃCZYŁA JEDZENIE!
DRUŻYNA THETA!

7 dzień szkolenia
DRUŻYNA THETA POBÓDKA!
DRUŻYNA THETA KOŃCZY PORANNĄ TOALETĘ, DRUŻYNA THETA SKOŃCZYŁA PORANNĄ TOALETĘ!
DRUŻYNA THETA BIEGIEM!
DRUŻYNA THETA SKOŃCZYŁA JEDZENIE!
DRUŻYNA THETA!
Mijały kolejne, dni Myron stawał się coraz bardziej wymagający i bezlitosny dla chłopców. Ciągła bieganina i dźwiganie ciężarów wykańczała psychikę młodych chłopców, w zamian dawała większą masę mięśniową i lepszą kondycję.

36 Dzień szkolenia
Klony robią znaczące postępy. Po całym dniu ciężkich zajęć członkowie drużyny Theta kładą się spać w swoim pokoju.
-Dlaczego on taki jest? Ciągle wszystko źle, za słabo, za mało za wolno za długo. - Odezwał się Niner.
-Może nas nie lubi? Może jest tu za karę?- Mereel odezwał się łamiącym głosem.
-Nie lubię go. Żadna inna drużyna nie ma takiego wycisku jak my.- rzekł pretensjonalnie Spar
-Mają. Gadałem z Bossem z delty z innej kompani, mówił, że mają takiego samego psychola jak my. Walon czy jakoś tak. Tam wszyscy mają obtarcia pachwin i nie tylko.- powiedział Sull jakby zbył załamany tym faktem.- Lepiej kładźmy się spać, do rana nie wiele czasu.
Młodziki położyli się do łóżek jednak nie każdy miał ochotę na sen.

37 dzień szkolenia
DRUŻYNA THETA!
BIEGIEM!
Sala treningowa, godzina do przerwy obiadowej. Myron uczy podopiecznych walki wręcz, pieszczotliwie nazywa te zajęcia "pięściarstwem artystycznym" nie bez powodu... Dużo w jego stylu walki było polotu i finezji.
-Jednym ze sposobów na szybkie zakończenie walki oprócz większej siły jest połamanie przeciwnika za pomocą najróżniejszych dźwigni i blokad. Na dzisiejszych zajęciach nauczycie się kilku z nich.
Mi'les zaczął demonstrować na Sullu w jaki sposób należy wyłamywać rękę w łokciu oraz jak przemieścić kość udową oraz piszczelową kopniakiem w bok kolana.
-Czy są jakieś pytania? Czy ktoś czegoś nie rozumie?
-Szeregowy Niner z zapytaniem.
-Słucham.
-Dlaczego ciągle biegamy i musimy dźwigać te ciężary na siłowni, inne drużyny...
-Inne drużyny mnie nie interesują i nie dbam o to czy przeżyją czy nie. Macie być ELITĄ wśród komandosów i ja tego dopilnuję. Czy ktoś ma jeszcze jakieś głupie pytanie? Kto jeszcze nie rozumie do czego może wam się przydać siła i kondycja?
Zapadła grobowa cisza.
-Za niecałe 11 miesięcy są coroczne egzaminy. Macie je przejść pomyślnie bo inaczej dowiecie się jak to jest dostać solidny łomot. Jeżeli ktoś da się zabić to dołożę wszelkich starań żeby go przywrócić do życia tylko po to żebym mógł go osobiście zabić, powoli i boleśnie. CZY TO JEST JASNE!?
-TAK JEST PANIE SIERŻANCIE!- odpowiedzieli chórkiem chłopcy
-Do przerwy obiadowej jest jeszcze 50 minut. To dobry czas na bieganie. Drużyna Theta w lewo zwrot, BIEGIEM! marsz....
Mijały kolejne tygodnie treningów młodzi z dnia na dzień powoli stawali się coraz silniejsi, szybsi, zwinniejsi, Myron zaczynał być z nich dumny jednakże w żaden sposób im tego nie okazywał. Nadszedł wyczekiwany przez kloniarzy dzień testów na który przybył osobiście Lama-Su. Bardzo pragnęli zobaczyć owoc swojej pracy nad klonami po oszlifowaniu ich przez Mandalorian. Szkoleniowcy czekali przed wejściem do Sali Śmierci w której co pewien czas ginął kolejny słaby klon. Wszyscy czekali cierpliwie na koniec testów jednak wewnętrznie każdy szalał z i był nerwowy czy jego młodziki przeżyły czy nie. W tak wczesnej fazie nie było żadnego problemu z uzupełnieniem drużyny przez zwykłych żołnierzy jednak każda strata członka drużyny była ujmą dla szkoleniowca i ciosem w serce dla reszty oddziału. Nie każdy rozumie jak to jest mieszkać z kimś całe życie, uczyć się z nim, przeżywać radosne i smutne chwile, być zgranym do perfekcji i nagle jest jedna wielka pustka. Mimo tego, że klony są szkolene by likwidować przeciwnika bez żadnego zawahania czy wyrzutu sumienia to mają uczucia i rozum. W pewnym momencie drzwi się otworzyły. Komisja Kaminoan wyszła na zewnątrz i w tym momencie zaczęła się bieganina Cuy'val Dar'ów do swoich uczniów. Myron szedł spokojnie, czuł jaki widok zastanie, w sali unosił się kurz, pył i ten specyficzny zapach krwi oraz elektryczności. Kiedy przechodził obok szeregów młodzików w końcu zauważył swoich chłopców. Jeden, drugi, trzeci, a gdzie czwarty? podchodząc bliżej zauważył że czwarty leży na ziemi i zwija się z bólu wszyscy wyglądali jakby przeszli przez piekło. Umorusani, zakrwawieni, a w ich oczach było widać przerażenie. Nie był to miły widok ale wszyscy przeżyli.
-Spar! Co z Tobą? czemu leżysz na ziemi? zmęczyłeś się?
-Nie panie sierżancie to tylko draśnięcie ale ciężko mi się podnieść- Powiedział przez łzy. Nie szlochał czy zanosił się płaczem jednak łzy leciały mu ciurkiem z jego małych oczek. Myron podszedł do niego z kwaśną miną i wyciągnął ku niemu ręce. Młodzik skulił się jakby bronił się przed napastnikiem jednak Myron włożył pod niego ręce i uniósł do góry.
-Dzielnie dziś walczyłeś synu. Wy wszyscy dziś pokazaliście na co was stać. Spójrzcie na tabelę wyników. Zajęliście 6 miejsce. Nie zawiedliście mnie. Chodźcie za mną.
Myron ze Sparem na rękach poprowadził młodzików w stronę oddziału szpitalnego gdzie osobiście opatrzał ich rany. W czasie przejścia młodzikom pociekły łzy. Nie z rozpaczy czy z bólu ale dlatego, że zostali docenieni za trud jaki włożyli w przygotowania jak i w sam egzamin.
Wieczorem kiedy chłopcy z drużyny Theta kładli się spać odwiedził ich Sierżant Mi'les, wszystkich uściskał po ojcowsku i jeszcze raz pochwalił za to jak dzielnie się spisali. Kiedy chłopcy leżeli wygodnie w łóżkach zaczął im opowiadać różne historie na swój temat. Radość w oczach klonów była nie do opisania. Tej nocy Myron został u swoich dzieciaków. Następnego dnia po śniadaniu zamiast na trening udał się z nimi do parku w którym spędzili pierwszy dzień. Sierżant pozwolił im robić co tylko ze chcą, tak więc chłopcy zaczęli się bawić ile i w co tylko zechcą. Wiedział że jest im to dłużny. Wieczorem zaś spotkał się z Rain, wymienili się spostrzeżeniami co do szkolenia i spędzili noc razem w pokoju dziewczyny.

4 rok
2 rok szkolenia minął bardzo szybko, Myron ciągle uczył młodzików coraz to nowszych rzeczy. Czasami na zajęcia zabierał też sierżant Rain aby uczyła chłopaków na temat systemów i zabezpieczeń komputerowych. Drużyna Theta stawała się coraz lepsza. Tego roku po raz pierwszy wszyscy Mandalorianie wspólnie wyszli w ulewę by na platformie oddać hołd poległym na Galidraanie, godzinami recytując ich imiona na silnym wietrze. Na Egzaminie chłopcy zajęli 3 miejsce.

5 rok
3 rok szkolenia.

Myron i Walon weszli na wspólną ścieżkę, postanowili wspólnie szkolić młodzików wymieniając się spostrzeżeniami i doświadczeniem. Z czasem Myron wpadł w rutynę i zaczął powoli wariować. Coraz więcej czasu zaczął spędzał ze swoimi synami. Drużyna Theta i ich buir dotarli się do takiego stopnia, że nie potrafili żyć bez siebie, mimo tego, że Mi'les ciągle szkolił ich surową i siarczystą ręką chłopcom się to podobało. Widzieli że to szczęście mieć takiego nauczyciela. Nadszedł czas egzaminu po którym Theta była zaraz po drużynie Delta sierżanta Walona Vau, byli na drugim miejscu

6 rok
4 rok szkolenia

Chłopcy obchodzą swoje 12 urodziny Myron czuje, że zaczyna się wypalać. Gdyby nie chłopcy i Ru nie miałby żadnych wątpliwości i uciekłby z tej planety. Po zajęciach pije coraz więcej. Coraz częściej słyszy głosy w głowie. W dalszym ciągu pisze dziennik z pobytu na Kamino. Czas egzaminów. Chłopcy pokazują pazury dzięki czemu stają się najlepszymi i przez co wielu klonów straciło życie. Po tym incydencie Mi'les zaniechał dalszej rywalizacji. Od tej pory chłopcy dają nie jak do tej pory 150% normy tylko 200%.

7 rok
5 rok szkolenia

Przysłali Nowe pancerze typu KATARN chłopcy uczą się obsługi hełmu za pomocą mrugnięć oczami. Klony stały się postawnymi dobrze zbudowanymi młodzieńcami materiałem idealnych żołnierzy. Sull stał się dowódcą drużyny. Wszyscy zgodnie go mianowali, nadszedł też czas dojrzewania. Testosteron widać było wszędzie. Myron jednego wieczoru przeprowadził szkolenie nadprogramowe. Rozdał każdemu z młodzieńców brzytwy i zaczął uczyć ich jak się goli. Po pierwszym razie wyszło ciekawie, wszyscy byli równo..... pocięci przez samodzielne golenie ale z czasem dochodzili do wprawy. Co roczne egzaminy. Theta spadła o dwa miejsca. Mi'les zakazał im nadmiernej finezji i kazał tylko przeżyć.

8 rok
6 rok szkolenia

Ciągłe doskonalenie taktyk. Myron coraz więcej czasu zaczyna spędzać z Ru i młodzieńcami. Tego roku mandalorianom nuda coraz bardziej uderzała do głowy, zakłady i przeróżne sprawdzania drużyn która jest lepsza. Kal strasznie się przechwala jaki to jego oddział nie jest sprawny. Żeby ten głupiec czasem nie żałował tego co mówi. Tak też się stało. Zawody o tytuł najlepszej drużyny. Walon i Myron postanowili zrobić zakład która drużyna wygra. Tego dnia Delta zdobyła tytuł a Kal stracił jednego ze swoich komandosów. Mi'les poszedł w ślady Vau i pozwolił swoim synom pomalować zbroje na modłę mandaloriańskich wojowników. Jaką radość mieli młodzieńcy kiedy pozwolono im wyróżniać się z tłumu. Tak, drugie miejsce też jest powodem do dumy.

9 rok
7 rok szkolenia

Myron nie wiedział co ma robić, wszystko co mógł przekazać to już dawnO przekazał swoim synom. Ru zaszła w ciążę, Mi'les wziął z nią ślub drużyna theta dla zabawy zaczęła czaić się w różnych miejscach i robili polowania na kaminoan strzelając do nich strzałkami które chwilowo paraliżowały naukowców.

10 rok
Wybuch wojny

Z nadświetlnej wyskoczyło 40 nowych krążowników Venator, 10 fregat typu Acclamator które zmierzały w kierunku Kamino. Na wielkim placu stały kompanie żołnierzy którzy drużynami zaczęli wskakiwać do kanonierek typu LAAT. Myron spojrzał na swoich chłopców i powiedział tylko "Ret'urcye mhi" po chwili dzieciaki które wyszkolił i wychował na prawdziwych mężczyzn pojedynczo wskakiwali do kanonierek by dołączyć do drużyn żołnierzy. Tak jak wcześniej mówił Fett. Jedna drużyna zwykłych żołnierzy i jeden komandos.

Merel

 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2021




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 15,680,376 unikalne wizyty