Lud Mandalory
 
Naasadguur mhi
Naasadguur mhi
Naasadguur mhi
Mhi n`ulu
Mhi Mando`ade
Kandosii`ade
Teh Manda`yaim
Mando`ade


U zarania dziejów, gdy Gwiazdy dopiero budziły się do życia i, zamiast świecić w ciemności jasnym, mocnym blaskiem, jedynie sennie mrugały, Galaktyka zaczynała obracać się wokół własnej osi a setki niezamieszkanych planet krążyły samotnie po orbitach. Każda z nich była wyjątkowa, lecz łączyło je jedno - wszystkie snuły plany na przyszłość, marząc o dniu, w którym przybędą żywe istoty i osiedlą się na ich powierzchni. Nikt dziś nie jest pewien która z planet pierwsza wypowiedziała swoje nadzieje na głos, ale najstarsi z najstarszych, opowiadając tę historię, zwykli obdarzać pierwszeństwem Tython - pójdźmy więc za ich przykładem.

"Pod moją skorupą przepływa żywa Moc, przepełniony jestem spokojem i harmonią" - westchnął Tython. -"Na pewno istoty, które mnie zasiedlą, będą doskonalsze niż inne; dam im pogodę ducha i siłę płynącą z wnętrza: pozwolę im czuć się zespojonym z całym światem, i kształtować go swoją wolą i swoimi medytacjami, podczas gdy ich serca napełniać się będą radością i pokojem. Wtedy, jestem pewien, będą musieli uznać, że jestem najbardziej wartościową planetą."

Chwilę później odezwał się Korriban, który nigdy nie pozostawał daleko w tyle, zawsze rywalizując z Tythonem o palmę pierwszeństwa. "Pośród pustkowi, pogrzebane pod ziarnami mojego czerwonego piasku, kryją się większe sekrety Mocy. To ja przyciągnę do siebie najpotężniejsze istoty w Galaktyce, a gdy już mi się oddadzą, wyszepcę te sekrety do ich uszu. I ich potęga przyćmi i ciebie, i twój doskonały blask."- rozległ się jego złowrogi głos.

Budzące się dopiero Gwiazdy, jedna po drugiej zaczęły patrzeć w stronę Galaktyki, z narastającą uwagą obserwując dyskusję. Po chwili kolejna planeta, pełna poczucia ważności Coruscant, zabrała głos. "Możecie oferować gentelistotom Moc i jej tajemnice, ale tylko idealiści i obłąkani szaleńcy dadzą wam wiarę. Ja mam coś, czego pożądają wszyscy - władzę. Moją powierzchnię pokrywa wiele szczytów, niewidocznych dla oczu, na które trudno jest się wspiąć. Ale gdy już ktoś osiągnie jeden z nich, będzie mógł patrzeć z góry na was i na całą waszą potęgę...". "...Dopóki nie spadnie." - Manaan podcięło Coruscant skrzydła w samym środku jej mowy. "Ludzie pragną władzy, sekretów i siły, to fakt. Ale w końcu przyjdzie taki moment, gdy najbardziej pożądać będą życia. Istoty organiczne są proste - prędzej, czy później, wszystkie ich pragnienia sprowadzone zostaną do walki o przetrwanie. Pokrywa mnie życiodajne kolto, i, w przeciwieństwie do was, mój dar nie jest abstrakcyjną ideą, ani umownym pojęciem."

I zdumiały się Gwiazdy nad wypowiedzią Manaan. Już zupełnie rozbudzone słuchały, jak kolejne planety zabierały głos. Wzdychały, gdy z ust Ilum padały jasne i czyste jak kryształ słowa i migotały radośnie, podekscytowane płomiennymi przemowami Mustafaru. Tylko daleka Csilia, lśniąca w mroku jak lodowy klejnot nie przyłączyła się do kłótni. Milczała, chłodna i wyniosła, obojętna wobec reszty Galaktyki, aż Gwiazdy, znudzone, w końcu odwróciły od niej wzrok.

Gdy już bogactwa, jakimi przelicytowywały się planety wykroczyły o lata świetlne poza ludzką imaginację, w Galaktyce zapadła cisza. Wtedy głos zabrała Mandalora. Mówiła cicho, lecz pewnie, jakby wiedziała, że nie musi krzyczeć. "Mojemu przyszłemu ludowi mogę dać tylko moją wierność - zawsze będę ich domem. Będę dla nich jak matka i ojciec; nie mam im nic do oddania prócz siebie. Sami będą musieli sięgnąć po wszystko co zapragną i czego będą potrzebować; własnymi siłami będą to zdobywać. Rzucam im wyzwanie: kto nie pragnie ni władzy, ni potęgi, ni tajemnic, ni starożytnych sekretów, kto, dopóki żyje, o życie nie będzie błagać, czyim bogactwem jest jego honor, a światłem - płonący w sercu ogień wojownika, kto walczyć będzie dla mojej chwały, ten niech się odważy przyjść - przyjmę go i nakarmię, dam siłę i wzmocnię sobą, tak, by był jak hartowana stal, którą wydobędę dla nich z własnych trzewi. Będą jak krew z krwi mojej i kość z mojej kości: staną się moimi dziećmi. Haat, Ijaat Haa`it."

Inne planety roześmiały się szyderczo, nie rozumiejąc tej dziwnej przemowy. Minęły lata, aż w końcu nadszedł długo oczekiwany przez wszystkich dzień: w Galaktyce pojawiły się pierwsze istoty, osiedlając się na kolejnych planetach wedle tego, co miały im one do zaoferowania.

Najpierw na Tython przybyli rycerze Jedi. Zdobyli wiedzę i posiedli mądrość, zanurzyli się w Mocy i czerpali z panującego tam spokoju pełnymi garściami. Ale wkrótce wyruszyli w świat, chcąc zanieść mu pokój, którym pobyt na Tythonie wypełnił ich serca. Opuścili więc planetę, a ona popadła w zapomnienie - tak oto bogactwo Tythonu stało się jego zgubą.

Na Korriban dotarli Sithowie pożądający sekretu potęgi. Ale może być tylko jeden Najpotężniejszy. Wkrótce, zamiast umacniać się i rosnąć w siłę, skupili się oni na krwawej rywalizacji, walcząc ze sobą, by wydrzeć sobie nawzajem antyczne sekrety - równie ulotne, co czerwony proch i pył Korribanu. W ten sposób pokusa potęgi powiodła ich ku zatraceniu. Wkrótce planeta opustoszała - bogactwo Korribanu okazało się jego zgubą.

Na Coruscant osiedliły się miliardy. Wszyscy pragnęli do czegoś dojść - każdy wspinał się na jakiś szczyt. Lecz nieludzka rzeczywistość wkrótce nauczyła mieszkańców planety, że najwyżej można zajść, idąc po trupach innych. Tak więc mieszkańcy planety upadali, potykając się nawzajem o własne, przerośnięte ambicje, a bogactwo Coruscant stało się jej zgubą.

Życie jest najcenniejsze - i dlatego istoty pragnące żyć są w stanie dokonywać czynów niewyobrażalnie okrutnych. Źródło kolto, Manaan, uległo brutalnej sile żądzy przetrwania - bezwzględna wola życia zdusiła moralność i wplątana wbrew własnej woli w nieuczciwe walki planeta uległa. I tak oto jej bogactwo przywiodło do niej oprawców i stało się jej zgubą.

Na mroźnej Csilii osiedlili się Chissowie, równie chłodni i wyniośli jak ona sama. Cywilizacje upadały i planety pustoszały, a oni trwali, dumni i milczący.

Na Mandalorę też przybyli osadnicy. Wygnany, pokonany lud Taungów. Czekały na nich tylko nowe wyzwania i niebezpieczeństwa. Po powierzchni planety grasowały bestie, ogromne tereny w większości składały się z pustkowi. Taungowie wywalczyli sobie prawo do Mandalory kawałek po kawałku, płacąc za ziemię ostrzem miecza i krwią. A potem sięgnęli po sąsiednie planety układu. Ośmielali wielokrotnie się wyzywać całą Galaktykę, lecz niezależnie od ilości podbitych obszarów, domem nazywali tylko jedno miejsce. Wygrani, czy przegrani zawsze wracali na Mandalorę. Bronili swej Manda`Yaim i złożyli jej w ofierze zdobytą przez siebie chwałę. A Mandalora uczyniła ich sinymi. Nauczyła ich walczyć i odziała ich w zbroje z beskaru, który wydarła sobie z jej własnego wnętrza, z miłości do swoich dzieci. Ta, która nie mogła dać im bogactw, dała im większe dziedzictwo - uczyniła ich Mando`ade.

Autorka: Sh`ehn

 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2021




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 15,702,992 unikalne wizyty