Relacje - Copernicon 2016
 


Okiem Araxussa:
Tegoroczny Copernikon był pierwszym w którym wziąłem udział, głównie ze względu na Starforce który zawsze odbywał się w tym samym miejscu i czasie. Tym razem wyjątkowo Starforce miał odbyć się zimą. Uznałem więc, że w takim razie w zamian odwiedzę Copernicon. Spodziewałem się imprezy w stylu Pyrkonu tylko mniejszej. Okazało się jednak, że tegoroczny Copernicon, to raczej skromna impreza, a przynajmniej takie można było odnieść wrażenie patrząc na Ilość Cospleyerów, w paradzie i uczestników. Możliwe też że ten efekt został dodatkowo spotęgowany przez podzielenie całego konwentu na kilka oddzielonych od siebie budynków i obszar pomiędzy nimi. Możliwe też że siedząc przez większość czasu tylko w dwóch budynkach nie zobaczyłem wszystkiego co Copernikon miał do zaoferowania. Właściwie, to na pewno tak było. Moja rola polegała na przywiezieniu hełmów na starwarsową wystawę, pilnowania ich i chodzeniu w zbroi po terenie konwentu. Nasz obóz w tym roku był nieco mniejszy (brakowało namiotu i kilku elementów). Ale prezentował się bardzo dobrze. Tym razem pełnił rolę wystawy z mandaloriańskim ekwipunkiem i elementami pancerza oraz gadżetami należącymi do lokalnego fanklubu sw. Z plusów: + Dobrze że udało się zebrać ludzi i m’y oficjalnie pojawiło się na konwencie (honor i chwała wszystkim zaangażowanym za organizację/ pomoc w organizacji naszego pobytu/obozu). + Dobrze było spotkać znowu kilka znajomych mord i z niektórymi połazić w zbroi z innymi pójść się napić wieczorem po służbie. + Nasze ulotki rozchodziły się znacznie szybciej niż się spodziewałem. To całkiem pocieszające. + Moja improwizowana i niezdarna prelekcja o tworzeniu pancerzy w brew wcześniejszym obawom okazała się (podobno) (prawie) sukcesem. + Miałem też okazję zaprezentować się w (prawie) nowej zbroi i patrząc później na zdjęcia, stwierdzam że wyglądała całkiem dobrze – kolejny sukces. + Joszek i Dex też mieli bardzo ładne te nowe zbroje. + Pizza była zaskakująco tania. Z minusów: - Jakiś mały ten konwent. - Większość prelekcji M’Y odbywało się w niedzielę, w godzinach w których wszyscy już opuszczali Toruń, więc frekwencja nie była satysfakcjonująca. - Zgubiłem antenki od nowego hełmu (ale już się znalazły) Podsumowując: Skromnie, ale fajnie. Nie był to Pyrkon, ale i tak dobrze się bawiłem. Nie żałuję. Ocena końcowa 7,5/10




Okiem Dinuara:
Był to kolejny odwiedzony przeze mnie Copernicon. Tym razem konwent wydawał się trochę mniejszy niż poprzednie edycje. Może była to kwestia tego, że w zeszłym roku Copernicon i StarForce były imprezą łączoną, może powodem był fakt większego rozrzucenia budynków po Toruniu, a może rzeczywiście konwent był mniejszy.
Pod względem organizacyjnym konwent oceniam pozytywnie - poza kolejkami (do akredytacji osób funkcyjnych była dłuższa niż dla pozostałych uczestników 0.o) i brakiem prysznicy w jednej ze szkół noclegowych, nie mam większych zastrzeżeń.
Odwiedziłem mniejszą ilość punktów programu niż na edycjach wcześniejszych, co jednak zostało nadrobione dzięki towarzystwu pozostałych Mandalorian. Prelekcja na temat wizerunku hakera w filmach, zachęciła mnie do obejrzenia serialu "Mr Robot", który wydaje się być obecnie jedyną dobrą produkcją o tej tematyce.
Oficjalny udział naszej organizacji ograniczał się do rozstawienia obozu w wersji light (mniej barier, brak namiotu etc.), oraz współorganizowaniu bloku Star Wars, wraz z Toruńskim Imperium Star Wars, na co składały się m. in. prelekcje o jęzku Mandalorian i wytwarzaniu pancerzy oraz prezentacja Manda'Yaim. Nie zabrakło także troopingu, zarówno w budynkach konwentowych, jak i na toruńskiej Starówce.
Warto wspomnieć o lokacji znanej jako "Cybermachina", gdzie poza nabyciem różnorakich napojów, można było pograć na konsolach. Pojedynki w Tekkenie czy Mortal Kombat, przeplatane Mario Cart, przy akompaniamencie Nyan Cata, popijając sok aloesowy to przepis na dobry, konwentowy klimat lokalu.




Okiem Mahiyany:
Po dwóch Coperniconach wiedziałam już mniej więcej czego spodziewać się po tym konwencie, więc rozłożenie budynków nie było już dla mnie niczym zaskakującym. Co prawda było ono troszkę inne niż rok temu, ale i tak dość znajome.
Dużą różnicą było za to moje podejście do niego, gdyż w przeciwieństwie do poprzednich edycji (a zwłaszcza zeszłorocznej) Manda’Yaim dostało u mnie najwyższy priorytet z dużym marginesem w stosunku do niższych. I faktycznie większość konwentu spędziłam na socjalizacji z Mandalorianami, pomocą przy obozie i innymi takimi.
Na konwent dotarłam w piątek, na tyle wcześnie żeby jeszcze pomóc rozkładać obóz. Następnie z powodu na mały ruch, usiedliśmy w kółeczku i rozmawialiśmy na różne losowe tematy aż do czasu kiedy trzeba było zamknąć salę. Kontynuowaliśmy je potem do późna poza konwentem.
W sobotę ruch w obozie już od samego rana był dużo, dużo większy. Wśród wielu ludzi, którzy go odwiedzili znalazła się bardzo rozgadana dziewczynka, która po obskoczeniu całego obozu i pokrytykowaniu wszystkiego co nie jest idealne wdała się w dyskusję z Araxem, dołączając go do swojej listy nie idealnych rzeczy w obozie XD.
W sobotę odbyła się też bardzo ciekawa prelekcja Rangakry o Mandalorianach w nowym kanonie, z której dowiedziałam się o wprowadzeniu do naszej kultury sztuki. Było to co najmniej bardzo zaskakujące. W międzyczasie odbyła się też gra terenowa poprowadzona przez Iskrę. Na koniec odbyła się prelekcja Araxussa o robieniu zbroi, która zebrała całkiem liczne grono zainteresowanych. Załatwiłam sobie jeszcze jedną atrakcję, którą była degustacja coperniconowej pralinki, którą można było kupić w cikierni Sowa. Jak dla mnie bardzo ciekawa inicjatywa, oby więcej konwentów robiło nam takie niespodzianki!
Kolejne atrakcje odbyły się już w niedzielę. Niestety z powodu na późne godziny nie pojawiło się na nich zbyt wiele ludzi i to do tego stopnia, że na prezentację Manda’Yaim nie przyszedł nikt spoza Manda’Yaim co spowodowała, że prezentacja skończyła się maratonem Star Treka przerobionego :) Atrakcją na którą przyszło znacznie więcej ludzi była prelekcja Sh’ehn o języku Mandaloriańskim, a której dowiedzieliśmy się między innymi, że źle wymawiamy nick Vhipir.
Zdążyłam jeszcze pomóc trochę przy składaniu obozu i już trzeba było jechać. A szkoda, bo był to jeden z lepszych konwentów na jakich byłam, a wśród Coperniconów zdecydowanie najlepszy! Mam nadzieję, że za rok postaramy się żeby był jeszcze fajniejszy :)
No i korzystając z okazji pora na podziękowania:
Iskrze – za wpuszczenie mnie do kolejki i udostępnenie siłowni na spotkanie naszej małej sekty :3
Rangakrze – za przekazanie mi po latach moich nożyczek i pingwinka
Vhipir – za nie powstrzymanie mnie przed kupnem temperówki do marchewek
Sh’ehn – za ogarnięcie obozu
Dexowi – za podpisanie identa tak jak poprosiłam
Dinu – za zrzucenie się za najlepszą pizzę jaką jadłam w takim przedziale cenowym i rozmowy o javaScripcie
Jooszkowi – za picie herbatki w pubach :) naprawdę dziękuję, że nie kombinowałeś <3
Araxowi – za rozmowę z tamtą dziewczynką XD
Rybie – za poinformowanie mnie gdzie poszli Mandalorianie w sobotę
Ozzikowi – w sumie to bardziej gratulacje za dotarcie nad Odrę w jedną noc i jeszcze powrót do Torunia XD
Nei – za danie się poderwać „na kasztana” <3




Okiem Jooszka:
Copernicon był dość przyjemnym konwentem, choć mógłby być jeszcze przyjemniejszy, gdyby nie skomplikowany rozkład prelekcji i budynków- dział się w aż sześciu miejscach, więc trzeba było niemało logistyki żeby na wszystko zdążyć. w piątek, jako że przybyłem około osiemnastej, nie byłem w stanie pójść na wiele ciekawych prelek, czy pomóc w rozbijaniu obozu, ale mogłem zaopatrzyć się w żywność w pobliskiej biedronce (nie powiem której, było ich sześć), a wieczór minął nam na integracji w różnych przybytkach. w sobotę jeszcze z rańca dokańczałem pancerz, w czym pomocna okazała się dwustronna taśma klejąca, a potem z naszym patrolem wybraliśmy się na paradę cosplay, gdzie wszyscy robili nam zdjęcia i ogólnie było fajnie. po południu odbyło się jeszcze parę prelekcji, w tym o budowie pancerza, a gdy już się przebrałem poszliśmy całą zgrają na kolejny wieczorek integracyjny w kolejnym przybytku, gdzie udało mi się zrealizować plan zarwania nocki na konsolach. ogólnie było bardzo spoko. w niedzielę, jak to w niedzielę, niewiele sił w ludziach zostało, ale byłem jeszcze na prelce Shenn (próbowałem nie zasnąć, ale to nie dla tego że było nudno czy coś- po prostu tak się dzieje w niedziele konwentowe). Znowuż nie zdążyłem (bynajmniej, nie z premedytacją) pomóc w składaniu obozu, ale chyba nikt nie zginął. Potem dojazd do domu i odsypianie. Konwent zaliczony.




Okiem Dexa:
Tegoroczny Copernicon był w pewnym stopniu wyjątkowy z powodu mojej małej, osobistej premiery odnowionej zbroi, której nie wstydzę się już pokazać światu.
Pierwszy dzień konwentu, piątek, był zaskakujący. Przyjechałem standardowo popołudniu, a jednocześnie wbrew tradycji jako jeden z pierwszych członków. Potem tylko akredytacja, szybkie ogarnięcia salki pod obóz i można było witać wszystkich kubłem i zbroją z naszej małej wystawki.
Sobota była przede wszystkim wielogodzinnym troopingiem. A najważniejszym jego elementem parada w pierwszym rzędzie, gdzie nie było możliwości być niezauważonym. Powinienem jeszcze wspomnieć o wspaniałej prelekcji Araxa (gdzie robiłem za manekina) przygotowanej nad wyraz dobrze i solidnie.
W niedzielę było troszeczkę skromniej, ale wciąż na poziomie bo mieliśmy kilka prelekcji. Największym zainteresowaniem cieszył się punkt programu o M'y. Tak dużej rzeszy ludzi żadnych odpowiedzi na pytanie '’Czy w Polsce żyją mandalorianie?'' jeszcze w życiu nie widziałem. Nie mniejszym zaskoczeniem była frekwencja na moim punkcie programu, czyli grze w wisielca z hasłami około gwiezdnowojnowymi. Uczestnicy konkursu wyglądali na zadowolonych z zabawy co potwierdza, że prowadzący wykonali dobrze swoje zadanie. Potem tylko szybkie zwijanie obozu, ogarnięcie salki i musiałem lecieć na pociąg.
Podsumowując konwent można zaliczyć do udanych. Choć bunkrów nie ma to i tak było dobrze.
A i twi'lekanki zawsze się trochę...





Okiem Sh`ehn:
W tym roku Copernicon odbywał się w kilku miejscach - nie wiem jak ludzie radzili sobie z tym w najbardziej oblegany dzień konwentu, czyli sobotę, ale w piątek i niedzielę dość mocno utrudniało to gospodarowanie czasem. Salka Star Wars mieściła się w budynku Liceum nr 1 (co prawda przejście do innych budynków konwentu utrudniał remont sąsiedniej ulicy, ale po drodze dane mi było poznać lokalizację kolejnego toruńskiego sklepu z lizakami, więc się cieszę). Obóz, dzięki Aranei i Dinuirarowi spakowany został już w czwartek; w piątek po południu dotarł do Torunia i został rozstawiony zajmując wraz z dodaną kilka godzin później wystawką większość sali numer 20. Sztandar M`Y przez dużą część konwentu wisiał na drzwiach sali, i jak wszystko co pomarańczowo-zielone wyglądał ślicznie: ). Wieczorem udało mi się porozmawiać z vode, z czego bardzo się cieszę i za co dziękuję. Konwenty to ciekawa rzecz - z każdym na nowo uświadamiam sobie że jesteśM`Y wszyscy sympatyczni. Może poza mną samą, bo jak zwykle dużo krzyczałam, byłam ciężka we współpracy, i co ostatnio stało się dla mnie normą, postanowiłam ominąć część konwentu, wracając w piątek wieczorem do domu i przyjeżdżając do Torunia w niedzielę rano. Sobota mimo wszystko minęła mi trochę konwentowo - dużą część spędziłam kończąc przygotowywania do prelekcji i pakując się na niedzielę. Ostatniego dnia konwentu przyjechałam do Torunia z moim riduur. Nie udało nam się załapać na żadne prelekcje ale obejrzeliśmy od środka budynki UMK (co w sumie też jest całkiem przydatne) i spotkaliśmy kolejnych znajomych. Miałam nawet cosplay IX Doktora (wersja żeńska), który nie wyglądał jak cosplay i nie był zbroją, więc można założyć że się nie liczy. Wizytę w obozie zaczęłam od robienia zdjęć i utrudniania życia ludziom zmuszając ich do zdjęć, ale to wszystko w imię wyższych celów, tj. na potrzeby relacji. Przy okazji muszę zauważyć że nasz vheh`yaim fajnie ewoluował, i od piątku przybyło rzeczy. Udało mi się też nie spóźnić na swoją prelekcję (jej, fajnie jest być Time Lord`em), i choć mam wrażenie że nie do końca wyszło mi wygłoszenie jej, i komputer nie współpracował to nikt nie krzyczał więc chyba bardzo źle też nie było. Ponieważ w niedzielę prawie w ogóle nie było ludzi wystawki spakowaliśmy szybciej niż było to planowane. Sprzątanie salki odbywało się przy dźwiękach piosenek z filmów animowanych Disneya i muzyki propagującej zdrowe odżywianie i dietę bogatą w owoce i warzywa. Wieczorem wraz z Rang`karą, Rybą i moim riduur pojechaliśmy do Bydgoszczy rozpakować obóz.







 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 12,274,267 unikalne wizyty