Pyrkon 2018 - relacja
 




Okiem Arneuna
Mój pierwszy Pyrkon i jednocześnie pierwszy konwent, na którym pojawiłem się jako członek Manda`Yaim.
Znakomitą większość konwentu spędziłem na naszym stoisku starając się być atrakcją.
Nie doświadczyłem zbyt dużo wątpliwego uroku kolejek, a jako osoba nie planująca obecności na żadnej prelekcji nie żałowałem, że nie udało mi się na którąkolwiek dostać.
Spędziłem za to niecałe dwie godziny w miłym towarzystwie w kolejce do autografu od Orsona Scotta Carda, gdzie interakcje społeczne powiększyły moją listę rzeczy do przeczytania lub obejrzenia o dwie pozycje.
Oprócz tego brałem udział w testowych rozgrywkach karcianko-planszówki z Kija w Dupie - webkomisku o dosyć abstrakcyjnym humorze. Przy okazji zdobyłem trzeci tom papierowego wydania komiksu z autografem autora i minirysunkiem.
Resztę czasu, oprócz nielicznych wypraw po jedzenie, spędziłem na stoisku, czy to rozmawiając z towarzyszami lub Sithami ze stoiska obok, czy starając się wyglądać przyjaźnie i być interesującą atrakcją dla odwiedzających nasz obóz.
Zaskakująco przyjemne były luźne rozmowy, często związane z Gwiezdnymi Wojnami, z podchodzącymi do stoiska osobami. A przychodzące do stoiska dzieci, które spodziewałem się, że będą odpowiednikiem chodzącej zagłady niespodziewanie okazały się być miłym elementem konwentu.
Podsumowując – zabierz introwertyka na konwent, są szanse, że nie będzie miał ataków paniki i że będzie całkiem nieźle się bawił.

(tutaj jest miejsce, w którym autor powyższej relacji bardzo stara się podziękować wszystkim za wspaniałe 3 dni, ale nie do końca wie jak)
Więc no... bardzo dziękuję wszystkim, dzięki którym udało mi się przetrwać te trzy dni (co było niepewne), a w szczególności tym, dzięki którym były znacznie lepsze niż się spodziewałem (co uznawałem za niemożliwość).

Okiem Arakha
Pracowity i ciężki tydzień na konferencji w Poznaniu zakończony Pyrkonem - trudniej o fajniejszy finał tego wyczerpującego okresu w roku. W tym roku biegałem między de facto trzema organizacjami - posadowionymi na stoiskach obok siebie Manda`Yaim i Bractwem Sithów oraz umieszczonymi w innej hali Mandalorian Mercs. Zbroja po poprawkach, wypróbowana w Solcu Kujawskim, dzielnie zniosła przenosiny do Poznania i sprawdziła się w czasie całodziennego, niedzielnego troopingu. Sobota została przeznaczona na "łażenie" bardziej po sithyjsku - w czarnym stroju w charakterze czerwonoskórego samca Twi'leka. Bycie jedynym samcem gatunku w Polsce zobowiązuje, toteż hitem tego sezonu okazały się złote opaski na lekku, zgodnie z ostatnimi, fanartowymi trendami. Umieszczone obok siebie stoiska Manda`Yaim i Bractwa Sithów sprzyjały wspólnej zabawie, rozmowom, wymianie poglądów i ogólnie tworzenia fajnej, sympatycznej atmosfery. Stoisko mandaloriańskie było większe niż w zeszłym roku, co należy zaliczyć bardzo na plus. W tym roku postanowiłem z ciekawości wziąć udział w kursie rysowania Mandalorian, prowadzonym przez naszego Mand`alora - rysowanie wypadło bardzo zacnie, umiejętność ta powinna się bardzo przydać przy wizualizacjach kolejnych pomysłów na pancerze (jeśli powróci chęć i serce do ich budowy). Miło było się również zobaczyć ze znajomymi z Mandalorian Mercs oraz poznać kilka nowych twarzy. Sam Pyrkon niezwykle różnorodny i bogaty - chciałoby się napisać "jak co roku", ale dwóch takich samych Pyrkonów nigdy nie ma. Ze strojów w tym roku zapamiętałem bardzo udany cosplay "babci" Tyrell z Gry o Tron oraz niemalże filmowe stroje Rity Odrazy z Mighty Morphin Power Rangers. Podsumowując - z plusów, z perspektywy mandaloriańskiej: dużo Mandalorian, w tym rekrutów i z M`Y, i z MMCC, większe stoisko M`Y, nowe wizytówki, ekstra breloki, konkurs z plakatami WANTED, który wyszedł bardzo fajnie, kurs rysunkowy nie tylko dla dzieci, no i wspólne spotkania (również te popyrkonowe) - to się będzie pamiętać :) Z "plusów ujemnych" - samotny trooping (brak innych pancerzy z M`Y, ze strony części MMCC traktowanie jak powietrze - nie tylko na samym Pyrkonie), wciąż niepełny obóz (nawet Kitowcy mieli większy...). Wiadomo, że nieobecność bywalców wielu poprzednich edycji Pyrkonu absolutnie nie jest czymś, za co można kogokolwiek winić (ot, siły wyższe...), jednak porównanie zdjęć pyrkonowych M`Y z tego roku i z poprzednich lat pokazuje wyraźny regres. Jako Gotabor`alor mogę chwalić i zachęcać do "kucia" pancerzy, jednak ostateczna decyzja o ich kończeniu i troopowaniu w nich należy zawsze do ich właścicieli. Mam nadzieję, że w przyszłym roku pod tym względem będzie o wiele lepiej - bo gorzej już raczej nie będzie. Oby do przodu.

Okiem Morrigan
Tegoroczna edycja Pyrkonu rozpoczęła się dla mnie już w czwartek, kiedy to udałam się odebrać wejściówkę oraz program imprezy, z którym wypadało się w końcu zapoznać. Na właściwą imprezę udało mi się przybyć w piątek w południe, gdzie czekał już na mnie rozbity mandaloriański obóz oraz część osób z naszej społeczności. Nareszcie nadeszła okazja, aby osobiście poznać naszych nowych rekrutów. Bardzo miło było się znowu ze wszystkimi spotkać i oderwać od rzeczywistości chociaż na te trzy dni.

Niestety nie udało mi się pokazać w mojej zbroi z problemów logistycznych, jednak swój debiut miał mój drugi cosplay postaci, jaką jest Grand Admiral Thrawn (Mitth'raw'nuruodo). Ze względu na bycie w SW stroju jedną z moich ról na wydarzeniu było wędrowanie po terenie imprezy i czekanie, aż ktoś zrobi mi zdjęcie i dostarczy do obozu w zamian za nagrodę, ponieważ Admirał był poszukiwany przez Mandalorian O,O. Jeśli chodziło o nagrodę lub nie, byłam pozytywnie zaskoczona, ponieważ co chwilę ktoś mi salutował, pytał o sytuację w Imperium lub po prostu chciał zdjęcie.

Jeśli chodzi o całość imprezy Pyrkon nadal pozostaje dla mnie magiczną „wioską” pełną fantastyki, odciętą od szarej rzeczywistości i pełną zakręconych pozytywnie ludzi. Było obecnych bardzo dużo osób w cosplayach. Będąc osobą interesującą się krajem kwitnącej wiśni filmy z kategorii anime nie są mi obce i obejrzałam już bardzo wiele różnych serii. I na Pyrkonie udało mi się spotkać postaci z dosłownie każdej serii, która zapadła mi na dłużej w pamięci. W tym roku pojawiła się nawet wioska Naruto ze ścianą Hokage, której zdjęcie można zobaczyć poniżej.

Udało mi się porozmawiać chyba na każdy temat, od uniwersalności zastosowania kaloszy do robienia stroju, przez nerdowską dyskusję na temat tego, czy Chissowie jedli mięso (jak ja w kebabie), aż do typowego spaczenia uczelnianego o tym, że ktoś na papierze na ścianie w kolejce na prelkę źle narysował komórkę roślinną.

W tym roku chyba po raz pierwszy wprowadzono prelekcje dla pełnoletnich uczestników, które oczywiście odbywały się późnymi godzinami wieczornymi. Przed wejściem na salę trzeba było okazać dokument potwierdzający wiek, zupełnie jak w sklepie monopolowym.

Jako poznańska pyra wyjątkowo nie spałam ze wszystkimi w pawilonie noclegowym, tylko we własnym łóżku, co było błędem, ponieważ zmęczenie spowodowane małą ilością snu wychodzi znacznie szybciej. Na szczęście od czegoś są wykłady.

W tym roku wprowadzono również bilet trzydniowy połączony z komunikacją miejską, który pozwalał uczestnikom mającym akredytację na wszystkie trzy dni poruszać się po mieście transportem publicznym za okazaniem plakietki pyrkonowskiej. To jest prawdopodobną przyczyną kolejnego wzrostu ceny biletów w tym roku. Pomysł trochę średnio trafiony, ponieważ większa część osób nie śpiąca na MTP jest z miasta, w którym impreza się odbywa i ma już swoje indywidualne bilety na ZTM.

Z wydarzenia wyniosłam same pozytywne doświadczenia i już zaczynam czekać na kolejną edycję, do zobaczenia 26-28 kwietnia 2019.




Okiem Korrasa
Na Pyrkon 2018 nie planowałem się w tym roku wybierać. Jednak nasza drużyna dostała propozycję od jednej z organizacji, z którą stale współpracujemy, by jechać razem i promować się wspólnie. Wyprawa na Pyrkon rozpoczęła się ciemną nocą w celu uniknięcia korków. Udało się to niestety częściowo, gdyż w samym Poznaniu nie ominęła nas ta (nie)przyjemność. Udało się nam dostać na teren Pyrkonu bez długiego stania w kolejce. Niestety, jak się okazało, był problem z wjazdówką. (Z wjazdem więcej grup/organizacji miało problem jak się okazało). Ponadto na stoisku było za mało stołów i krzeseł, co niestety uniemożliwiło przeprowadzenie części z planowanych atrakcji. Z drugiej strony pozwoliło na bardziej otwartą zabudowę stoiska z możliwością łatwiejszego wyjścia do ludzi. Więc, jeśli o mnie chodzi, piątek upłynął dosyć nerwowo (jeszcze dodatkowo powstał drobny problem z hotelem). Prze to nie udało się niestety dostać na pierwszą prelekcję. Drzwi zamknięto nam dosłownie przed nosem. Wróciwszy na halę ze stoiskiem postanowiłem przywitać się z członkami M`Y. Wśród swoich ludzi stał sam Mandalor, który okazał się bardzo czujny i zauważył od razu, iż ktoś stoisko obserwuje. (No, czego by innego się spodziewać po Mandalorze)? Zostałem serdecznie przywitany przez ekipę M’Y. Samo stoisko było dobrze bronione (działko laserowe i kolekcja blasterów), przyozdobione wyposażeniem, hełmami i pracami wykonanymi przez członków M’Y. Można tam też było spotkać wielu naprawdę świetnych i miłych ludzi. Mam nadzieję, że się częściej będziemy widywać i wspólnie uda się nam zorganizować coś w klimatach Gwiezdnych Wojen. Pozostałą część dnia spędziłem na rozmowach z osobami zainteresowanymi działalnością naszych organizacji, robieniem fotek z uczestnikami Pyrkonu, odwiedzeniem hali wystawców oraz uczestnictwem w spotkaniu z Epic Voice Guy– Jonem Bailey. Samo spotkanie było bardzo interesujące. Jon, jak się okazuje, jest spoko gościem. Później nawet udało mi się z nim pożartować przy okazji zdobywania autografu. Sobota rozpoczęła się od przelotu samolotów w kierunku lotniska Poznań Ławica. Nie była to część związna z Pyrkonem a z odbywającym się równocześnie zlotem i ćwiczeniami NATO Tiger Meet 2018. W czasie niego można było zobaczyć wiele specjalnie na tą okazję pomalowanych maszyn należących do sił powietrznych krajów członkowskich NATO. Ubolewam tylko, że nie było mi dane dotrzeć na lotnisko. (Jednak zdjęcie z Pilotami Holenderskich Sił Powietrznych udało się zrobić). Pyrkon jest mimo wszystko imprezą, która pochłania bardzo dużo czasu. Czyżby konwenty zaginały czasoprzestrzeń tak jak biblioteki i sklepy hobbystyczne? Kto wie, może warto to zbadać? Czas ten nie był bynajmniej zmarnowany gdyż udało mi się dokładnie obejrzeć hale tzw. Czteropaka. W pawilonie 8 można było zobaczyć wystawy od figurek Transformersów poprzez modele ze Star Treka po wystawę strojów i replik broni z Gwiedznych Wojen. W hali 7A z kolei można było zawitać do Japonii znanej z anime, postapokaliptycznego baru, biura rekrutacyjnego Gwardii Imperialnej znanej z uniwersum Warhammera 40K. Można było również dowiedzieć się o szermierce średniowiecznej czy zobaczyć pokazy walk wikingów. Gdy znużyła nas wojna można było zawitać do wioski Elfów. W sumie na całym Pyrkonie to było miejsce, które zrobiło na mnie największe wrażenie. Elfów było około 80 i, jak się okazało, byli to lekarze, pielęgniarki, ratownicy, pracownicy techniczni jednego z poznańskich szpitali, którzy za namową pani doktor Jerzyk nie tylko przywdziali stroje, uszy i elfie peruki, ale również nauczyli się tańca elfickiego oraz potrafili wprowadzić magiczną atmosferę w swojej wiosce. Z pozostałych sobotnich atrakcji udało mi się zobaczyć Maskaradę (niestety na telebimie) oraz występ chóru kameralnego Hibike. Maskarada była rewelacyjna. Stroje wspaniałe a występy naprawdę przyjemne w oglądaniu. Jedyny minus to kłopoty z nagłośnieniem oraz przesyłem obrazu. Chór kameralny z kolei pokazał się z najlepszej strony. Można było usłyszeć tradycyjne pieśni japońskie oraz te znane z filmów studia Ghibli oraz opening do Fullmetal Alchemist: Brotherhood. Szkoda, że koncert trwał tylko godzinę. Niedziela upłynęła na ponownych odwiedzinach hali wystawców, spotkaniu z kilkoma znajomymi, wspólnych zdjęciach z różnymi organizacjami oraz niestety na pożegnaniach oraz powolnych przygotowaniach do powrotu do domu. Generalnie Pyrkon oceniam bardzo pozytywnie. Owszem, było kilka zgrzytów oraz parę dziwnych sytuacji, jednak z pewnością to nie zniechęciło mnie do przyjazdu w przyszłym roku.

Okiem Mahiyany
Na Pyrkon wybrałam się już trzeci raz, w tym drugi raz ogarniając stoisko Manda`Yaim. I to właśnie z powodu owego stoiska ogarnianie Pyrkonu zaczęło się bardzo wcześnie i ciągnęło się praktycznie do czasu samego konwentu.

Po zmianie koordynatora konwentu, dwóch nieposłusznych drukarkach 3D, które pokrzyżowały nam plany, milionach poprawek w projekcie wizytówek i zdobyciu dwudziestu ołówków na warsztaty w końcu udało mi się dotrzeć do Poznania. Niestety nie mogłam pomóc w rozkładaniu stoiska ze względu na zajęcia na uczelni.

Nasze stoisko już po raz drugi znalazło się w Strefie Fantastycznych Inicjatyw i trzeba przyznać, że tym razem mieliśmy dużo więcej miejsca nie tylko na samo stoisko, ale i na rozmowy z odwiedzającymi. Bardzo miło było też ponownie sąsiadować z sithami z Brotherhood of the Sith, z którymi zawsze można było pośmieszkować i pobawić się mieczami świetlnymi :)

W tym roku w ramach atrakcji przygotowaliśmy polowanie na Mando, quiz i warsztaty rysunkowe. Mimo, że rzeczy do polowania było najtrudniej zdobyć skorzystało z niego tylko kilka osób, ale wydawały się zadowolone z breloczków, które dostały w nagrodę. Quiz co prawda okazał się za trudny, ale był powodem do wielu żartów i sprytnych, wymijających odpowiedzi. Do tego sami doszkoliliśmy się trochę, sprawdzając poprawne odpowiedzi. Jeżeli chodzi o warsztaty rysunkowe, skorzystało z nich tylko kilka osób, ale i tak warto było je przygotować (choć jak się okazało, spokojnie mogłam przywieźć dwa razy mniej materiałów). Dwóm osobom udało się nawet załapać na prywatne warsztaty 1 na 1. Jednak największą atrakcją, zwłaszcza dla dzieciaków, okazała się możliwość przymierzenia hełmów i zrobienia sobie zdjęć. W sumie to jest celem wielu ludzi, którzy się na ten konwent wybierają – zdjęcia, dzięki którym znajomi będą zazdrośni :D

Jak to na Pyrkonach bywa, miałam okazję wpaść na wielu znajomych. Niektórych samotnie przemierzających hale konwentowe, a niektórych w jasno określonych grupkach, takich jak MMCC lub organizatorzy zaprzyjaźnionych konwentów.

Udało nam się ominąć wszelkie problemy organizacyjne, choć na przykład miejsca na sleepie prawie dla nas zabrakło (ostatecznie udało nam się zdobyć uprawnienia do spania na antresoli).

Nie był to zdecydowanie jeden z lepszych konwentów na jakich byłam. Większość czasu na stoisku było dość monotonne, przez co wszystkie trzy dni zlały się w całość bez jakichś szczególniejszych wydarzeń. Udało się nam co prawda wieczorami usiąść przy lemoniadzie i pogadać, ale większość z nas i tak była za bardzo zmęczona żeby dłużej posiedzieć. Miałam też wrażenie, że było mniej ludzi niż w poprzednich latach, ale wiele osób tłumaczyło to tym, że udostępniono więcej miejsca, więc po prostu gęstość zaludnienia była mniejsza. Jednak mimo to wróciliśmy zmotywowani do dalszej pracy i zadowoleni z dobrze wykonanego zadania. A na Pyrkon jeszcze pewnie pojadę, ale z obowiązku, a nie chęci.


Tradycyjne podziękowania, dla:
Radoka za pierwotne ogarnianie naszej obecności na konwencie,
Iskrze za ogarnięcie Pyrkonu do końca, wizytówki, przyjęcie pozycji w kedinie oraz pilnowanie żebyśmy jednak poszli się pointegrować,
Oixowi za próby wydrukowania breloczków,
Morrigan za załatwienie poduszek, zasugerowanie karteczki o hełmach i chodzenie jako Thrawn,
Sh`ehn za ogarnianie stoiska, krzyczenie że mamy jeść, przyniesienie pizzy i pestek dyni oraz bycie kawaii Mando,
Arneunowi za drukowanie materiałów i dowiezienie wszystkiego do Poznania, mandaloriańskie piosenki i przekonanie się do konwentów,
Jassemu za siedzenie na stoisku, tolerowanie przekręcania jego nicku i dużo śmieszków,
Kiryłowi za ogarnięcie stoiska, dużo śmieszków i marudzenie na mój brak zbroi,
Arakhowi za trooping, wspólne rysowanie i tłumaczenie zasad Mercsów,
Nei za siedzenie na stoisku i komunikowanie wszelkiego rodzaju opóźnień i problemów,
Korrasowi za przyjście się przywitać, soczek pomarańczowy i miłe słowa,
Kuelowi za przyjście się przywitać i cenne rady

I dla wszystkich, którzy przyszli przybić piątkę, spytać co tam słychać i przyczynili się do tego, że ten Pyrkon jednak nie był aż tak zły :)



Okiem Sh'ehn
Na Pyrkon jechałam z założeniem, że będzie to jeden z ostatnich konwentów na jakie się wybiorę - muszę jednak przyznać, że po trzech całkiem szczęśliwych dniach zmieniłam zdanie.

Konwent rozpoczął się w piątek. Pierwszą misją po dotarciu na teren targów był zwiad. Rozpoznanie wypadło pomyślnie i w niedługim czasie udało nam się odnaleźć punkt o wielkim znaczeniu strategicznym - tak zwane "drzwi wejściowe". Dzięki temu odkryciu mogliśmy rozpocząć kolejny etap inwazji: podbój stoiska w Strefie Fantastycznych Inicjatyw. Po przeprowadzeniu niewielkiej ekspansji na tereny sąsiednich stoisk i zacieśnieniu braterskich więzów z przesympatycznymi Sithami przystąpiliśmy do rozstawiania obozu. Wraz z upływem czasu nasze szeregi powiększały się o kolejnych Vode, przybywających z różnych zakątków galaktyki (Polski), by stawić się na wezwanie Mand`alora. Gdy w końcu sam Mand`aor dotarł na miejsce, postanowiliśmy, jak na łowców nagród przystało, zapolować na kawałek podłogi w sleeproomie. Nie było łatwo, ale hej, jesteśmy najlepsi w całej galaktyce, i ostatecznie, po paru komplikacjach i odrobinie kombinowania, całą gromadką wylądowaliśmy na antresoli.

W sobotę występowałam incognito - to znaczy, przebrana za uroczą anime-dziewczynkę, przyłączyłam się do dość sporej grupki cosplayowej z serii Fate. Ludzie z grupki byli zaskakująco mili, sympatyczni i tulaśni; spędziłam z nimi kilka godzin, dlatego niewiele mogę powiedzieć o tym, co działo się w obozie. Krótko po piętnastej przyszedł czas na grupowe zdjęcie Manda`Yaim - czyż barwność i różnorodność charakterów nie zachwyca? (Na marginesie, tegoroczny Pyrkon w ogóle był źródłem wielu fantastycznie barwnych zdjęć : ) W odróżnieniu od poprzedniego dnia, dziś przyszła kolej by najlepsi łowcy w galaktyce zapolowali na jedzenie. Po owocnych łowach uwieńczonych ori`skraan poszliśmy świętować w lokalnej kantynie.

W niedzielę do naszego obozu zawitał najstraszliwszy wróg - wbrew przewidywaniom, nie była to Buka. <Wymownie zerka na Arneuna>. Arasuum, ucieleśnienie stagnacji i spoczynku wyzwał nas na pojedynek. Z dumą jednak przyznaję, że Vode wyszli z tego obronną ręką - dzielnie walcząc z trzydniowym zmęczeniem i niewyspaniem (a także brakiem kawy) udało nam się dotrwać na posterunku, sprawnie spakować obóz i bezpiecznie powrócić do rodzimych twierdz. Poza tym, niedziela okazała się być całkiem sympatycznym dniem, nie odbiegającym poziomem od reszty konwentu.

Na tym konwencie nie miałam prawie wcale obowiązków związanych z podbojem SFI, Pyrkonu, Poznania czy całej galaktyki, ale wciąż, w myśl zwrotu "vode an", byłam traktowana jak towarzysz broni i świetnie się bawiłam spędzając czas z przyjaciółmi i mogąc w każdej chwili wrócić do obozu. Czasami obecność Vode pomaga "na życie" bardziej niż aspiryna na przeziębienie. Dziękuję wszystkim, którzy na tegorocznym Pyrkonie sprawili, że przekonałam się o tym na własnej skórze.


Okiem Jassego
Pyrkon 2018 był moim pierwszym wydarzeniem, w którym brałem udział jako członek Manda'yaim, a drugim konwentem na który w ogóle byłem. Przedtem byłem na StarForce 2017 i myślałem że to było wielkie przedsięwzięcie... Ale się myliłem!

Fajnie było pomagać przy stanowisku i przy okazji dodać twarzy do kilku imion na forum. Pomagając przy stanowisku miałem okazję porozmawiać z ludźmi, którzy też są nerdami tak samo jak ja. Fajnie było pogadać między innymi o tym jak się zrobiło ten czy tamten cosplay, czy porozmawiać o naszych stylach grania w niektóre gry. Interesujące było gdy ludzie podchodzili i zagadywali bo faktycznie byli zainteresowani lub chcieli się czegoś dowiedzieć.

Gdy się miało trochę czasu wolnego to się pochodziło trochę. A że to zajmowało konkretną powierzchnię to faktycznie się POCHODZIŁO trochę. Byłem w pawilonie od gier gdzie sobie popatrzyłem trochę jak ludzie grają w gry mniej lub bardziej mi znane. Miło było odwiedzić pawilon gier planszowych i zobaczyć jak ludzie grają w gry, w które i ja lubię grać. W pawilonie z zakupami przeglądałem rzeczy zastanawiając się kiedy będzie mnie na nie stać. Było jeszcze wiele innych pawilonów, których nie odwiedziłem, przez co wiedziałem, że to już była konkretniejsza impreza.

A już nie wspominając o wszystkich cosplay'ach które otaczały mnie z każdej strony. Wiadomo, zawsze znajdzie się kilku żenujących, ale ja nigdy nie myślałem że zobaczę tyle osób na raz wyglądających tak świetnie jako postać z innego świata. Tyle zdjęć udało mi się zrobić a gdybym miał czas to pewnie bym jeszcze zrobił drugie tyle (przynajmniej). Mógłbym stworzyć ogromną listę postaci których cosplay'e mnie zaimponowały.

Podsumowując, mam nadzieję że nic mi nie wypadnie na następny rok bo jak nie to jadę na Pyrkon 2019.





 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 9,611,187 unikalne wizyty