Funcon 2018
 


Okiem Korrasa:
Funcon, czyli o ratowaniu Zombiaka i polowaniu na Teletubisia słów kilka.


III edycja Funconu odbyła się tym razem w Zespole Szkół Agrotechnicznych i Ogólnokształcących im. Józefa Piłsudskiego w Moszczanicy pod Żywcem. Konwent trwał 3 dni i na ten czas organizatorzy przewidzieli sporo atrakcji zarówno w plenerze jak i w salach.

Do najciekawszych atrakcji należały obozowisko rycerskie gdzie można było przymierzyć zbroję, zapoznać się z uzbrojeniem czy usiąść i posłuchać opowieści o dawnych czasach. Gdyby jednak znudzilibyśmy się historią można było zagłębić się w Strefa Wirtualnej rzeczywistości robiona przez ekipę The Basement. Poczuć się jak Harry Potter i wziąć udział w pojedynku czarodziejów. Gdyby było za mało klimatów Fantasy sala Bractwa Śródziemia czekała na wszystkich, którzy chcieli się poczuć jak bohaterowie dzieł Tolkiena. Dla miłośników Mangi i Anime też było wiele atrakcji choćby projektowanie elementów do strojów oraz koncert dubbingowej grupy Keyorin. Nie zabrakło też wielu fajnych, ale i też dość trudnych konkursów. Jednym z ciekawszych był konkurs muzyki filmowej gdzie gracze musieli się wykazać wiedzą i doskonałym słuchem muzycznym by rozpoznać utwory z filmów i seriali zachodnich jak i też rodzimych produkcji.
Nowość na Funconie były LARPY w tym gra główna, w której mógł brać udział każdy uczestnik bez względu na to, czym się interesuje. LARPY odbywały się w innym budynku w całości przeznaczonym dla graczy, co było bardzo dobrym rozwiązaniem gdyż nie dochodziło do sytuacji, w której ktoś nagle przez pomyłkę wpada do sali i psuje cały klimat rozgrywki.

Pogoda niestety odrobinę pokrzyżowała plany i przez dość intensywne opady deszczu część sobotnich atrakcji plenerowych ze względów bezpieczeństwa się nie odbyła. Warunki poprawiły się na szczęści popołudniu, co pozwoliło na odbycie się Bitwy o Czarną Bramę, Turnieju Tarczy i Topora oraz wieczorem pokazu, Fireshow.

Każdy konwent ma jakieś historie i zdarzenia, które zapisują się bardziej lub mniej chwalebnie w jego historii. Do legendy tegorocznej edycji konwentu przeszły dwie historie. Pierwsza o polowaniu na Teletubisia. Działa się ona w piątkowy wieczór roku pańskiego 2018. Młody Teletubiś przybywszy na konwent poprzez przytulanie postanowił być może zdobyć serca tudzież poprzebywać w towarzystwie młodych niewiast. Złych zamiarów z pewnością nie miał. Wybrał jednak dość niefortunnie. No i niestety czasomierza widocznie zapomniał a że w towarzystwie miłym czas płynie szybko zrobiło się dość późno. W miedzy czasie rodzice obu panien wraz z resztą obecnych przy stole biesiadnym stwierdzili, że czas wyruszyć na poszukiwania. Zabrawszy, co kto miał pod ręką wyruszyli. Pierwszym, który zoczył w całkowitych ciemnościach nieszczęsnego Teletubisia był Krasnolud w pełnym rynsztunku. Nie jest to dziwne gdyż krasnoludy jako takie dość dobrze radzą sobie w ciemnościach. Zagadką pozostaje natomiast to, jakim sposobem w pełnym rynsztunku podszedł niezauważony i położył topór na szyi Teletubisia. Następnie rzekłszy: - Mości Teletubisu niewiasty te poszukiwane są przez rodziców. Więc lepiej żeby wróciły już pod ich opiekę gdyż może się dla ciebie to skończyć niefortunnie. Teletubiś na te słowa pobladł. Jednak prawdziwe przerażenie ogarnęło go, gdy z dzikim wrzaskiem nadbiegli rodzice obu niewiast. Widok był doprawdy niesamowity. Grupa ludzi biegnąca w jego kierunku z mieczami toporami i innym żelastwem, z którego lecą iskry przy zetknięciu z ziemią. Teletubiś okazał się dość wytrzymały i tam gdzie wielu by zemdlało na widok nadbiegających wojowników stał dzielnie. Cała akcja była oczywiście żartem ze strony grup rekonstrukcyjnych, które jak się okazuje mają dość ciekawe poczucie humoru. Efekt był taki, że Teletubiś na drugi dzień nie wiedzieć, czemu na widok kogokolwiek z reko dziwnie sztywniał i rozglądał się na boki jak by się czegoś bał. Biedak nie wiedział tylko, że z całej grupy to owe niewiasty były najbardziej niebezpieczne gdyż znały się na walce w ręcz lepiej niż ktokolwiek z tam obecnych...

Kolejna tym razem trochę niepokojąca historia miała miejsce z soboty na niedziele. Na konwentach jak wiemy jest zakaz spożywania napitków alkoholowych. Jak wiemy w nocy potrafią się dziać różne rzeczy i niestety wszystkich nie da się upilnować. No i jak się okazało pewna osoba przesadziła totalnie wchodząc w tryb zombie. Wyładowała w krzakach gdzie film się mu urwał i gdzie został znaleziony przez jednego z organizatorów. Ktoś nawet stwierdził, że podobno zapijał podpałką do grilla. (Okazało się to nieprawdą i głupim dowcipem.) Jednak po docuceniu zombiaczek stwierdził, że zgubił klucze do pracy. Musi je znaleźć, bo inaczej go zabiją. Naślą na niego płatnych morderców. Stwierdził jednak, że ich ubiegnie i się powiesi. Nie wiem, co to za praca była, ale jak widać dość ryzykowna. Czyżby pracował dla Hutów albo innych gangsterów. Tego się nie dowiedzieliśmy... Zombiaczek po udzielonej pomocy odzyskał rozsądek i wrócił pod dalszą opiekę kolegów. Akcja była szybka i profesjonalna, za co ogromne brawa dla organizatorów.
Nie polecam jednak czegoś takiego na jakichkolwiek imprezach robić. Nie dość, że taki zombie staje się dość niesławny to jeszcze można mieć spore problemy i skończyć na izbie wytrzeźwień. W tym wypadku skończyło się jedynie na wstydzie i ogromnym ochrzanie od organizatorów.

Generalnie Funcon nie jest dużą imprezą. Nie przeładowuje się atrakcjami jednak każdy może znaleźć tam coś dla siebie. W każdej edycji czuć prawdziwą Rodzinna Atmosferę. Jest to też bezpieczny konwent. Zwykle żaden organizator konwentów nie chwali się czasami bardzo dziwnymi wyskokami uczestników (a na każdym konwencie się coś takiego dzieje). To w przypadku Funconu, gdy coś takiego się zdarzy (był to pierwszy taki przypadek w historii konwentu, że trzeba było kogoś cucić) to Organizatorzy i ludzie obecni w pobliżu się zainteresowali i pomogli.
Na IV edycję czekam z niecierpliwością i z pewnością będę w niej uczestniczył.


Okiem Mahiyany:
Funcon był moim planem B w wypadku gdyby Tarcon się nie odbył i w sumie biorąc pod uwagę jak dobrze się bawiłam, nawet się cieszę że mój plan A nie wypalił ^^

Do Żywca dotarłam w piątek wieczorem i dzięki instrukcji udostępnionej przez organizatorów bez problemu dotarłam na miejsce konwentu gdzie powitał mnie Korras razem z członkami Akademii Fantastyki i Japońskich Sztuk Walki Jedi-Takeda, których miałam okazję poznać na Pyrkonie. Wiele atrakcji odbywało się na zewnątrz i resztę piątku spędziliśmy przy ognisku w otaczającym miejsce konwentu parku.

Wydarzenia nocne, zarówno z piątku jak i z soboty prawdopodobnie przejdą do legend opowiadanych na innych konwentach. Można też o nie spytać mnie, ale to raczej na żywo ;)

Sobotę zaczęliśmy śniadaniem, które było najbogatszym śniadaniem jakie zdarzyło mi się widzieć na konwencie. Pomogła tu obecność lodówki w salce, w której spaliśmy.

Atrakcje konwentowej zaczęłam od Areny Kreatywności, którą okazała się zwykłym konkursem rysunkowym. Potem postanowiłam uzupełnić prowiant i wybrać się do najbliższego sklepu, którym okazał się być Lidl znajdujący się dwa kilometry dalej. Spacerek umilały mi jednak piękne, górskie widoki, więc trudno mi tu na cokolwiek narzekać.

Po powrocie znajdując się przez przypadek w dobrym miejscu i dobrym czasie wzięłam udział w konkursie na rzut młotem i nawet wygrałam kategorię damską :D Nagrodą tradycyjnie była waluta konwentowa, tutaj nazwana żubrami.

Zostałam jeszcze porwana do turnieju jaggera, ale postanowiłam wykonać strategiczny powrót w celu przegrupowania sił po drobnych stratach w ludziach i podarciu sobie rajstop.

Do tego załapałam się jeszcze na warsztaty robienia papierowych laleczek, po czym dostałam bardzo ważne (i stresujące) zadanie do wykonania. Niestety nie mogę zdradzić szczegółów zlecenia, ale dwa jabłka i nektarynka, które dostałam w ramach zapłaty były w pełni zasłużone :D

Kolejna noc, ponownie upłynęła nam na pogaduszkach i siedzieniu przy ognisku. Jednak w końcu, znużeni i świadomi że w niedzielę czeka nas jeszcze powrót do domów, położyliśmy się spać koło drugiej.

Niedziela zeszła głównie na pakowaniu i pożegnaniach, ale udało się w nią jeszcze wcisnąć prelekcję o różnicach w książkach i filmach z uniwersum Władcy Pierścieni prowadzonej przez Halinę i Korassa. Muszę przyznać że nie miałam wcześniej pojęcia że są tam aż takie odmienności.

I tak nadszedł moment ostatecznego pożegnania. Wyjątkowo trudnego, bo bardzo polubiłam Bielską ekipę.

Do zobaczenia jak najszybciej!



 

Komentarze
 
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
 
 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 9,427,170 unikalne wizyty