Przyzwyczajenia
 

— Pomyśl przez chwilę, wejdziesz tam i przerobią cię na dymiący kawałek mięsa odzianego w stopione płyty pancerza.
— Spokojnie, mam wszystko pod kontrolą. Wiedzieć, że nadchodzimy, a być na to przygotowanym to dwie różne rzeczy.

I faktycznie, pięknie zaplanowana i rozstawiona zasadzka nie miała żadnych szans z dwoma Mandalorianami. Granaty trafiane strzałami z blastera wybuchały w rękach osób, które planowały je wyrzucić, wojownicy pozbywali się swoich z zaskakującą skutecznością i precyzją.
Walka nie trwała długo, ostatecznie dwudziestu kiepsko uzbrojonych piratów nie mogło poważnie zaszkodzić odzianym w beskar`gamy najemnikom.
— Widzisz? Mówiłem że się uda. Całe życie tak rozbrajam pułapki, nie bedę zmieniał przyzwyczajeń na pozostałe sześćdziesiąt lat.
— Nie mówiłbyś tak, gdybym nie trafił tego ostatniego detonatora w powietrzu. W ogóle, skąd oni mieli tyle materiałów wybuchowych?
— Nie wydaje mi się, żeby któryś mógł odpowiedzieć…


10 lat później


— Rozmawialiśmy o tym! Masz żonę, dzieci, kto je wytrenuje jeśli tobie coś się stanie?
— Ona. I fakt, rozmawialiśmy, ale mnie nie przekonałeś. Mówiłem ci jak się poznaliśmy?
— Mógłbyś nie opowiadać swoich romantycznych historii kiedy do nas strzelają?
— Po pierwsze: „do nas”? Tamten kamień bardziej obrywa. Po drugie: nie trafili ani razu, a nawet gdyby trafili, najwyżej spędzisz dodatkowe dziesięć minut na polerowaniu tego swojego lustra, które nazywasz `gamem. A po trzecie: nie zapomnę tamtego wieczoru, mieliśmy zlecenie na tę samą osobę. Oczywiście dzielenie się nagrodą leżało w kręgu naszych zainteresowań mniej więcej tak samo blisko, jak wizyty na siłowni interesują hutta.
— Ej, widziałem hutta na siłowni.
— Zbierał haracz?
— … Tak…
— W każdym razie ustaliliśmy, że załatwimy to bez postronnych, w uczciwy sposób: do walki wchodzą tylko rzeczy, które mieliśmy ze sobą. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś był w stanie tak precyzyjnie rzucać granatami. Mówię ci, lądowały tam gdzie chciała, z dokładnością do centymetrów. A propos, mógłbyś rzucić jednego w stronę tamtego z plecakiem, chyba ma w nim spory zapas ładunków. Więc, ostatecznie był remis. To znaczy — wystrzelaliśmy się ze wszystkiego, a lokalne oddziały policji usiłowały nas aresztować. Potem jakoś wyszło, wspólna ucieczka z transportu, wspólne polowanie, ani się obejrzałem wybieraliśmy razem broń, a niedługo później dom na Mandalorze.


Pół roku później

— To moja wina. — Mandalorianin w błyszczącej zbroi stał przed cały czas zaskoczoną wdową podając jej hełm zmarłego towarzysza — Myślałem, że będzie jak zawsze, nawet mówiłem mu, żeby się nie pchał, że może powinniśmy zajść ich od tyłu. Ale wiesz jaki on był… zawsze rozbrajał pułapkę sobą. Nawet chyba przyzwyczaił się do mojego marudzenia. Tylko tamtym razem… w środku zasadzki była mina przeciwczołgowa. Nie miał szans… Trzeba było go pociągnąć i zrobić to raz po mojemu.


Arneun



 

Komentarze
 
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
 

Dodaj komentarz
 
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
 
 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 9,812,404 unikalne wizyty