Czy Mandaloriańskie imperium mogło opanować galaktykę?
 

Czy mandaloriańskie imperium mogło opanować galaktykę?



Na pewno nie jeden fan czy fanka Mandalorian zastanawiali się co by było gdyby to nie Jedi, nie Sithowie, nie Republika, nie Imperium, ale właśnie Mandalorianie rządzili Galaktyką. Wizja całej Galaktyki zakutej w pancerze, prowadzącej surowy, wręcz spartański styl życia i zjednoczonej jedną, wspólną i nikogo nie ograniczającą cywilizacją, na pewno wydaje się kusząca. Jednak czy w ogóle było to możliwe?



Ojcem swego rodzaju wizji mandaloriańskiego imperium jest Mandalor Ostateczny, który w 3976 BBY poprowadził zjednoczone mandaloriańskie klany przeciw Republice. Napędzany wizją ogromnej chwały i sławy rzucił wyzwanie całej reszcie Galaktyki. Mandalor wiedział, że szeregi Mandalorian są za małe, dlatego poparł niewielką frakcję Neo-Konkwistadorów, którzy dzięki niemu i jego doradcy Cassusowi Fettowi, stali się dominującą frakcją wśród Mandalorian. Neo-Konkwistadorzy chcieli zwiększenia szeregów Mandalorian o rekrutów z podbitych przez nich planet, oraz użycia potencjału militarnego owych planet. Przy czym jednym z najważniejszych efektów ubocznych tych działań było stopniowe odchodzenie od tradycyjnych mandaloriańskich wartości, a także przede wszystkim dużo mniej intensywne i dokładne przekazywanie ich nowym rekrutom. Jednakże frakcja spełniła swój cel i zapewniła Mandalorowi znaczące zwiększenie potencjału militarnego.



Początkowo Mandalorianie uderzyli na planety Zewnętrznych Rubieży, od których Republika się odcinała. Z każdym kolejnym zwycięstwem rośli w siłę, zdobywając nowych żołnierzy, niewolników, zasoby i sprzęt. Niedawna, krwawa, wielka wojna Sithów skutecznie zniechęcała Republikę i Jedi do angażowania się w konflikt z Mandalorianami. Po dziewięciu latach atakowania rubieży Republiki i testowania jej sił, Mandalorianie przypuścili frontalny atak na światy Republiki. Przez dwa lata byli praktycznie nie do zatrzymania. Pozbawiona wsparcia Jedi, Republika była bezsilna wobec mandaloriańskich najeźdźców. Dopiero w 3961 BBY, kiedy do walki dołączył rycerz Jedi Revan i jego zwolennicy, losy wojny zaczęły się odwracać. Revan był taktycznym i strategicznym geniuszem, a przy tym wspaniałym wojownikiem. Po objęciu przez niego dowodzenia nad siłami Republiki Mandalorianie odnieśli tylko jedno zwycięstwo i całą serię klęsk. W ostatecznej bitwie nad planetą Malachor V Revan zdziesiątkował siły Mandalorian, a także osobiście zabił Mandalora Ostatecznego i zabrał Maskę Mandalora, mandaloriański symbol władzy, co walnie przyczyniło się do rozproszenia klanów. Tak upadły ostatnie realne marzenia o mandaloriańskim imperium. W następnych stuleciach niejeden Mandalorianin chciał się wzorować na Mandalorze Ostatecznym, ale żaden nie dysponował już nawet ułamkiem potencjału i możliwości, którymi dysponował Mandalor Ostateczny, przez co ich marzenia były już czystą fantazją.



Mandalorianie bezdyskusyjnie przegrali wojny mandaloriańskie i była to jedna z największych klęsk w ich dziejach, i trudno z tym dyskutować. Jak zawsze po każdej klęsce pojawia się pytanie… czy można było jej uniknąć? Cóż, to pytanie znacznie bardziej wymagające, niż się wydaje. Aby na nie odpowiedzieć, musimy zrozumieć co stało za klęską Mandalorian. Czy był to geniusz Revana? Determinacja sił Republiki? Różnica potencjałów? A może powolnie postępująca degradacja mandaloriańskiej cywilizacji? Moim zdaniem wszystko po trochu.



Geniuszu Revana nie sposób przecenić, co zresztą potwierdzał sam Canderous Ordo, jeden z najwybitniejszych mandaloriańskich wojowników i późniejszy Mandalor. Od momentu przejęcia przez Revana dowództwa, Mandalorianie przeszli do defensywy, a właściwie pasma porażek. To on zaplanował i zrealizował “ostateczne rozwiązanie kwestii mandaloriańskiej”. Wreszcie to on zgładził Mandalora Ostatecznego i pogrążył klany, ukrywając maskę Mandalora. Determinacja sił Republiki rosła z każdą mandaloriańską wygraną i z każdą popełnioną przez nich zbrodnią wojenną.

Mandalorianie w pewnym momencie zmusili Republikę do walki nie o jej rubieże i mało ważne światy, ale o przetrwanie, a to potrafi uczynić z największego nawet słabeusza śmiertelnie niebezpiecznego wroga. Różnica potencjału militarnego, przemysłowego i ludnościowego jest również istotna. Jak silni Mandalorianie by nie byli, to dysponowali oni zaledwie niewielkim procentem tego, czym dysponowała Republika.

No i wreszcie degeneracja mandaloriańskiej cywilizacji… to chyba jeden z największych problemów tej wojny i w ogóle całej koncepcji mandaloriańskiego imperium. Pod koniec wojen mandaloriańskich jakość mandaloriańskich żołnierzy i rekrutów drastycznie spadała. De facto od pewnego momentu cały proces “mandaloryzacji” nowych żołnierzy polegał na przedstawieniu im Resol`nare, daniu im broni, pancerza i wysłania ich do walki, tym samym czyniąc z nich średniej klasy żołnierzy, a nie pierwszej klasy wojowników. Cały system zamiany Mandalorian z wojowników w żołnierzy okazał się niewypałem. Neo-konkwistadorzy nawet zabijali indywidualność w postaci dowolnej kolorystyki pancerzy. Owszem, cały ten proces niósł za sobą pewne korzyści, jednak jednocześnie dosłownie mordował to, czym byli Mandalorianie, chcąc z całej cywilizacji i kultury zrobić po prostu armię. Moim zdaniem to co Mandalor Ostateczny chciał zrobić ze swoim ludem to swego rodzaju kulturowa zbrodnia, zbrodnia, która walnie przyczyniła się do ich przegranej w wojnach mandaloriańskich.

Biorąc to wszystko pod uwagę uważam, że Mandalorianie nie mieli szansy wygrać z Republiką. Byli za słabi jako strona konfliktu, a swoją największą przewagę jaką było ich społeczeństwo wojowników, zaczęli sami niszczyć. A taka osoba jak Revan jedynie przyspieszyła ich nieuchronną klęskę.

No ale wypada i trochę gdybać… więc co by było gdyby jednak jakimś cudownym sposobem Mandalorianie wygrali i zaczęli rządzić Galaktyką? Jak zmieniłoby to ich i całą Galaktykę?

Wyobraźmy sobie zniszczone i spalone Coruscant. Świątynie Jedi w gruzach. Ciała senatorów i kanclerza leżące na schodach budynku senatu, martwi obrońcy Jedi i senacka gwardia wokół, a między nimi przechadzający się dumni wojownicy i wojowniczki w zbrojach. Przyjemny widok, co? Cóż gdyby Mandalorianie wygrali niewątpliwie tak by to wyglądało. Podczas wojen mandaloriańskich, Mandalorianie nie raz udowodnili swój brak litości i brak oporów przed popełnianiem zbrodni wojennych. Niewątpliwie po przejęciu przez nich władzy wszyscy senatorowie, kanclerz i Jedi zostaliby wymordowani, podobnie jak większość sprzeciwiających się im osób. Pewne planety zostałby dla przykładu spacyfikowane jak niegdyś Cathar. Musiałby powstać jakiś mandaloriański rząd, mający nadzorować podbite tereny, bardzo prawdopodobne że dla ułatwienia Mandalorianie zostawiliby część miejscowej administracji. Następne kilkaset lat zajęłoby im umacnianie swojej pozycji, walka z niedobitkami Jedi i sił Republiki, oraz lokalnymi partyzantami. No zakładamy że po pokonaniu Republiki nie mieliby większych problemów z tym. Minęło te kilkaset lat i co? Imperium kontratakuje! Jak dobrze wiemy w 3681 BBY z Nieznanych Regionów nadciągnęło Odrodzone Imperium Sithów pod wodzą imperatora Vitiate. Czy Mandalorianie byliby w stanie powstrzymać Sithów? Oj, moim zdaniem nie. Zjednoczone i silne Mocą Imperium zmiotłoby Mandalorian, chociaż oczywiście nie obyłoby się bez dużych strat po obu stronach. Jednak bez wsparcia Jedi, Mandalorianie nie powstrzymaliby Sithów i wkrótce sami by im ulegli.

A co z samymi Mandalorianami? Jak potencjalna wygrana w wojnach mandaloriańskich wpłynęłaby na ich społeczeństwo? Uuu, moim zdaniem okropnie. Po pierwsze zgodnie z zasadą działania Neo-konkwistadorów i powojenną spuścizną ogromna część ich społeczeństwa byłaby Mandalorianami tylko z nazwy. Prawdziwych Mandalorian byłaby garstka. Doprowadziłoby to do poważnych konfliktów wewnętrznych między tymi “lepszymi” a tymi “gorszymi”. Co gorsza dość równe i zjednoczone społeczeństwo podzieliłoby się na swego rodzaju kasty. Po drugie Mandalorianie nie zajmowali się specjalnie kwestiami polityki, gospodarki, kwestiami socjalnymi itd. itd. Stając się władcami Galaktyki musieliby się tym zajmować, lub też zrzucać te obowiązki na “ludy podległe”. W pierwszym wypadku pogłębiłoby to degenerację ich cywilizacji, a w drugim pozbawiłoby to ich dużej części władzy i osłabiło tym samym ich potencjalne imperium. Po trzecie Mandalor mógł samodzielnie lub też z niewielką grupą doradców ogarniać ograniczoną ilość spraw dotyczących Mandalorian, klany i pojedynczy Mandalorianie mieli przy tym dość dużą swobodę. Te swobody musiałby się skończyć wraz z nastaniem mandaloriańskiego imperium, inaczej osłabiłoby to samo imperium.

Tak więc czysto teoretyczna i moim zdaniem praktycznie niemożliwa do zrealizowania wizja mandaloriańskiego imperium byłaby de facto końcem tych Mandalorian jakich znamy i kochamy. W sumie wychodzi na to, że Revan pokonując i dziesiątkując ich, naprawdę zrobił im przysługę, ale o tym kiedy indziej.



autor: Marik

 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2021




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 15,401,950 unikalne wizyty