Członek: Nev Vassk\'ar
 
Imię: Nev Vassk'ar
Pseudonim artystyczny: Vassk
Kryptonim operacyjny: x-x
Ranga:
Planeta pochodzenia: Taris
Kolor oczu:: zielone
Kolor włosów: czarne

Gratuluje! Nareszcie mnie odszukałeś łowco nagród, ile to już minęło od naszego ostatniego spotkania na Ord Mantell? Tak, masz rację to było dwa lata temu. Wtedy prawie ci się udało, prawie...ale teraz mnie masz, nie mam już siły by dłużej uciekać. No dalej, na co czekasz? Pociągnij za spust! Co!? Chcesz usłyszeć moją historię? Niech będzie...skoro takie jest twoje życzenie.

Urodziłem się w 36 roku BBY na Taris jako Nev Vassk'ar. Moi rodzice byli drobnymi handlarzami, to były trudne czasy, ale wiodło nam się nie najgorzej. Jak tylko trochę podrosłem zatrudniłem się na frachtowcu kursującym między moją rodzinną planetą a Corellią.. Dzięki tej pracy mogłem wesprzeć rodzinny biznes paroma dodatkowymi kredytami. I tak upływały moje młode lata, aż do wybuchu wojny. Wtedy wszystko się zmieniło, dosłownie wszystko...

Oczywiści natychmiast wróciłem na Taris, żeby trwać przy rodzinie. Pierwsze lata były istnym piekłem, szlaki handlowe zostały zerwane – straciliśmy źródło dochodów, ocieraliśmy się o głód i skrajną nędze. Wtedy pojawiły się plotki o nowym szlaku handlowym z którego korzystali przemytnicy – to była nasza szansa, żeby znów zacząć normalnie żyć. Jednak w drodze do stacji przeładunkowej statek rodziców został zestrzelony przez flotę Republiki. Nie masz pojęcia jak się wtedy czułem, straciłem jedyne bliskie mi osoby na tym świecie. Nie miałem się gdzie podziać, bez kredytów przy duszy. Stwierdziłem, że muszę wyrwać się z tej przeklętej planety. Nocą zakradłem się na statek w pobliskim kosmoporcie, który jak się okazało leciał na Nar Shaddaa. Rankiem statek opuścił Taris, moją ojczystą planetę, na którą już nigdy nie miałem wrócić.

Już pierwszego dnia pożałowałem swojej decyzji. Nar Shaddaa okazało się najgorszym miejscem w galaktyce do którego mogłem trafić. Ciężka sytuacja i brak jakichkolwiek perspektyw na przyszłość zmusiły mnie do działalności w jednym z lokalnych gangów. Wole nawet sobie nie przypominać rzeczy, które musiałem robić żeby zarobić parę marnych kredytów. Jednak po paru miesiącach poznałem kogoś kto zmienił moje życie. Nazywał się Navarr, był Mandalorianinem i łowcą nagród.

Spotkałem go pewnej deszczowej nocy, kiedy wysłano mnie bym spotkał się z handlarzem przyprawą i uzgodnił szczegóły transakcji. Okazało się, że za głowę handlarza wyznaczono nagrodę i to na tyle sporą, by zainteresował się nią wspomniany Mandalorianin.

Miałem czekać na handlarza w umówionym miejscu, tak też zrobiłem. Jednak minuty mijały, a jego wcale nie było widać. W końcu zobaczyłem, jak biegnie w moją stronę krzycząc i wymachując rękami, na jego twarzy malował się wyraz śmiertelnego przerażenia. Zanim zdałem sobie sprawę z tego co się działo handlarz padł na ziemię podziurawiony jak sito strzałami z blastera. Z ciemności za nim wyłoniła się opancerzona postać. Nawet nie myśląc błyskawicznie sięgnąłem po moje M44 i oddałem parę strzałów w kierunku nieznajomego. Nawet się tym nie przejął, jego zbroja całkowicie zabsorbowała energię strzału. Zaczął iść w moim kierunku, tak po prostu, a ja stałem tam sparaliżowany strachem. Zatrzymał się przede mną i...po prostu się na mnie patrzył. Myślałem sobie, że już po mnie, że zaraz mnie załatwi tak jak tamtego handlarza. Jednak on powiedział „Tok'kad chłopcze, poddaj się. Nie masz ze mną szans, odłóż broń. Dam ci szansę, możesz pójść ze mną. Nie mam własnego potomka, a chcę przekazać dalej wiedzę i tradycje mojego ludu, uczynię cię prawdziwym wojownikiem. Chyba, że wolisz zostać tutaj i dalej wieść ten żałosny żywot. To jak będzie chłopcze? Jaka jest twoja decyzja?”

Chyba nie muszę mówić co wybrałem. Navarr dał mi szansę, to dzięki niemu jestem tu dzisiaj i opowiadam ci swoją historię. Od tamtej chwili wszystko się zmieniło, po raz drugi w moim życiu. Navarr był dla mnie jak ojciec, którego straciłem przed laty. Wychował mnie na Mandalorianina, wyuczył walki. Pokazał jak żyć w tym świecie i dawać sobie rade. Kiedy umarł, wziąłem jego zbroję i statek. Miałem już wtedy sporo kontaktów w różnych rejonach galaktyki, więc wkręciłem się w zawód łowcy nagród.

Wkrótce stałem się znany pod imieniem Vassk - bo tak właśnie nazywał mnie mój mentor. Moja sława była oczywiście w pełni zasłużona. Słyszałeś o zamachu na Dantooine? To byłem ja. A o akcji na Malastare? To też moje dzieło. Parę razy pomagałem też Rebelii, oczywiście przysporzyło mi to sporo problemów ze strony Imperium. Spędziłem łącznie 2 lata w ich więzieniach. Za każdym razem im uciekałem, a oni znowu mnie łapali. Po 6 razie dali sobie spokój, kiedy puściłem z dymem połowę ich posterunku.

Przez parę lat trudniłem się najemniczą robotą, werbowali mnie najczęściej przemytnicy albo szefowie gangów. Nie lubiłem tej roboty, przypominała mi czas spędzony na Nar Shaddaa. Podczas jednego z moich pobytów na Manda'yaim poznałem grupę Mandalorian pod przywództwem niejakiego Shev'tala i postanowiłem się do nich przyłączyć. Reszta mojej historii nie powinna cię już interesować, łowco nagród. A nawet jeśli interesuje to ode mnie już więcej się nie dowiesz, znużyło mnie to gadanie.

Zanim pociągniesz za spust chciałbym ci tylko powiedzieć, że przed tobą było wielu innych, którzy próbowali mnie zabić. Jednak żadnemu się nie udało, a wiesz dlaczego łowco nagród?

Wtedy Vassk błyskawicznie wytrącił najemnikowi broń celnym kopniakiem, jednocześnie wbijając mu w pierś nóż. Łowca nagród zakrztusił się własną krwią i spojrzał na Mandalorianina z niedowierzaniem.

Właśnie dlatego przyjacielu, że każdy z twoich poprzedników zamiast zabić mnie od razu pragnął nacieszyć się chwilą zwycięstwa. Pozwalali bym uśpił ich czujność moją przydługą historyjką i wszyscy kończyli w ten sam sposób. Ty dałeś się nabrać w ten sam sposób, szkoda. Miałem nadzieję, że z tobą będę miał więcej zabawy– powiedział , po czym przystawił łowcy nagród blaster do głowy i pociągnął za spust. Ciało najemnika opadło bezwładnie na podłogę. Vassk rozejrzał się, sprawdzając czy nie zostawił jakichś śladów swojej obecności, po czym jak gdyby nigdy nic wyszedł na spowitą mgłą ulicę Coruscant...



Coś o mnie? Proszę bardzo - urodziłem się w 1994 roku w Katowicach, gdzie mieszkam i studiuję. Gwiezdnymi Wojnami zainteresowałem się daaaawno temu za sprawą Epizodu V, które był akurat emitowany w telewizj, a samymi Mando podczas gry w pierwszego KotOR'a. Moje zainteresowania? Prop making, cosplay ogólnie wszystko co związane jest z robieniem/noszeniem kostiumów i replik. Bawię się w to od jakichś 2 lat i mimo, że wychodzi mi różnie to nie zamierzam przestać ;)

Oprócz tego kręcą mnie jeszcze gry komputerowe, militaria, dobra literatura (najlepiej fantasy), muzyka w klimatach reggae/rap oraz sport, a konkretnie pływanie.

Przebieg służby:
Wrzesień 2013 - przyjęcie do M`y w stopniu Mando`evaar
Sylwester 2013 - Awans na Mando`ad
Czerwiec 2014 - Dołączenie do Mandalorian Mercs

Aktywność Fandomowa:
StarForce 2013 (Trooping)
SpaceCon 2014 (Trooping)
Pyrkon 2015 (Trooping)


Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2021




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 15,702,804 unikalne wizyty