The Old Republic: Rescue Mission
 
Tytuł: The Old Republic: Rescue Mission Zobacz też:
Premiera: Premiera: 22 października 2015 Pozycje w MME związane z tą pozycją:
Canderous Ordo (tylko wspomniany)
Twórca/y: Torrm Production
Aktorzy: Stephanie Elkington, Cassandra Bleechmore, Matthew Keating
Długość: 21 minut
Strona: kanał Torrm Production

Recenzja Behota Do góry


The Old Republic: Rescue Mission, Misja Ratunkowa, jest fan filmem, który mimo ukazania się w roku 2015 należy do linii fabularnej Star Wars EU, inaczej zwanego Legendami. Akcja toczy się pomiędzy wydarzeniami z gry Knights of The Old Republic i powieści Drew Karpyshyna pod tytułem Revan.

Opowiada on o pewnej parze użytkowników Mocy, przeszukujących gęste lasy Alderaana w celu zbadania źródła wiadomości z wołaniem o pomoc. Nie są oni jednak jedynymi osobami mającymi coś wspólnego ze sprawą autora sygnału. Na miejscu jest już oddział Sił Specjalnych Republiki wysłany w pościg za oddziałem Mandalorian, który zamordował kilkanaście osób w okolicy. Ale czy oni wszyscy spodziewają się, kogo tak naprawdę zastaną na przecinających się tego dnia ścieżkach swojego życia?

Czy dobrze bawiłem się, oglądając Misję Ratunkową? Owszem, jeszcze jak! Sama fabuła została przemyślana i dopracowana, tak, że nie można się dopatrzyć żadnej choćby średnio zauważalnej nieścisłości. Każdy z bohaterów wydaje się osobnym bytem, żaden nie jest postacią-zapchajdziurą, co jest bardzo pożądaną przeze mnie cechą każdego dzieła. Nagłe zwroty akcji i szybko podejmowane przez bohaterów wybory zostały pokazane z odpowiedniej strony i z odpowiednio budującą napięcie ścieżką dźwiękową. Każdy aspekt historii wydaje się dokładnie przemyślany przez twórców, na przykład wojskowe procedury oddziału republikańskich żołnierzy, broń, czy…
język mando`a. Tak, mando`a jest używany w filmie często, raz czy dwa nawet odczułem przesyt, kiedy mandaloriańscy wojownicy rzucali flagowym tekstem w mando`a, jak „Bic ni skana`din!”, a moim zdaniem nie było to po prostu ani potrzebne, ani na miejscu. Gra aktorska nie pozostawia mimo to miejsca na niemal żadne zarzuty, a na szczególne uznanie zasługują odtwórcy ról Revana oraz właśnie Mandalorian, którzy bez wątpienia wzięli sobie do serca poprawną wymowę mandaloriańskich wyrażeń. Które, umówmy się, nie są tak łatwe dla Anglosasów, jak dla Słowian, nawet jeśli jest się Australijczykiem. Mimo to, że w niektórych miejscach mando`a wydaje się być niepoprawnie akcentowany, nawet mandaloriański widz wcale nie odczuje tego bardzo dotkliwie. Wręcz przeciwnie – miło wreszcie posłuchać mandaloriańskiego języka w miejscu innym, niż soundtrack z Republic Commando lub własna głowa. (Tutaj względnie bezspoilerowa część recenzji dobiega końca).

Za pozytyw można również uznać odpowiednio rozbudowane postaci kobiece, co cierpi ostatnio zarówno w Legendach, jak i Nowym Kanonie. Wręcz szkoda, że jedynie autorzy fan-produkcji starają się coś w tym aspekcie zmienić. Jedna z głównych bohaterek – Rycerz Jedi władająca podwójnym mieczem świetlnym o żółtych ostrzach oraz jedna z nielicznych żywych pod koniec filmu bohaterów, zostaje poddana przez Mrocznego Jedi próbie pod kątem definicji Mocy i tego, czym ona tak naprawdę jest dla jej użytkowników. Ten aspekt opowieści osobiście bardzo mi się podoba, gdyż wyznaję podobną filozofię na temat Mocy, co Revan: nieważne, czy nazywasz coś „ciemną stroną” czy „jasną”, najważniejsze jest, co tak naprawdę robisz i w jakim celu. Revan na końcu pozostawia pokonaną Jedi i jej Strażnika, którego życie oszczędził jedynie dlatego, że dziewczyna poddała się na chwilę tak zwanej „Ciemnej Stronie Mocy”, by go uratować. Kobieta musi przemyśleć to, co do tej pory uważała za oczywiste.

Ogólne wydarzenia dziejące się obecnie w Galaktyce zostały dobrze zarysowane dzięki rozmowom i utarczkom między bohaterami, jednak do samego końca towarzyszy nam cieniutka zasłona tajemnicy. Dowiadujemy się na przykład, że Canderous Ordo kazał przyprowadzić sobie dawną współpracowniczkę Revana, Twi`lekankę Vao, natomiast nie jest powiedziane, dlaczego – co zastanawia również samych podkomendnych Mand`alora Wybawiciela. Pierwszy rzut oka na Revana i jego czyny mówi nam, że nic i nikt nie jest dla niego ważniejszy od celu, którym jest odzyskanie swojej byłej towarzyszki. Dlaczego tak mu na niej zależy? Tego również nie wiadomo.

Efekty specjalne naprawdę cieszą oko, co jest bardzo rzadkie w przypadku fan-produkcji. Strzały z blasterów przywodzą na myśl te z „Nowej Nadziei”, co w moim przypadku liczy się tylko na plus. Kontekst broni oraz brutalnego, okrutnego świata został tak dobrze oddany, że ze śmiercią każdego bohatera czułem się, jakbym rzeczywiście patrzył na czyjeś odejście, zamiast zastanawiać się: „Dlaczego te efekty towarzyszące umieraniu są tak słabe?”. Dzięki temu można poczuć immersję, którą niestety psują nieco sceny walki wręcz i na miecze świetlne, z powodu niemrawości niektórych aktorów. Sceny strzelanin jednak nadrabiają za nie dwukrotnie realizmem i emocjami płynącymi z ekranu od ostrzeliwanych i celujących w panice w stronę wroga bohaterów.

Reasumując: nie tylko fani KOTOR-ów, choć szczególnie oni, podczas seansu powinni poczuć się jak w domu. Serdecznie polecam ją każdemu fanowi Star Wars, nieważne, czy lubi ten akurat okres w historii Odległej Galaktyki, czy nie. Każdy z nas na pewno znajdzie tu coś dla siebie. Dodam jeszcze tylko, że bardzo dobrze pokazana została „twardość” i bezwzględność, a także ideały mandaloriańskich wojowników, co samo w sobie powinno zachęcić fanów tychże do dania szansy tej świetniej produkcji.


Gra aktorska – 9/10
Kostiumy – 10/10
Efekty Specjalne – 9/10
Fabuła – 9/10
Mandalorianie – 10/10
Postaci – 9/10

Ogólna ocena – 9/10
 
 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 10,862,919 unikalne wizyty