The Mandalorian - Chapter I
 
Tytuł: The Mandalorian Zobacz też:
Wątek na forum
Wątek na forum ze spoilerami
Scenariusz: Jon Favreau Pozycje w MME związane z tą pozycją:
Zbroja Mandaloriańska, Ambański blaster fazowo-impulsowy, Beskar
Reżyseria: Dave Filoni
Aktorzy: Pedro Pascal, Horatio Sanz, Carl Weathers, Emily Swallow, Werner Herzog, Omid Abtahi, Misty Rosas, Nick Nolte
Czas akcji: 9 ABY
Premiera USA: 12 listopada 2019
Premiera PL: -

Recenzja Dhadral Do góry

I nadal nie jestem pewna co czuję. Z jednej strony byłam bardzo podekscytowana, jest to coś na co czekałam i kolejne plotki i wywiady tylko potęgowały to wrażenie. Z drugiej, w tyle głowy miałam myśl, iż tak samo ekscytowałam się przed EVII i wyszło jak wyszło. Co gorsza Disney+ wypuszcza serial w osobnych odcinkach, po jednym na tydzień, a nie jak Netflix wszystkie na raz. Ogólnie nie mam problemów z cierpliwością, ale ciężko ostatecznie ocenić serial tylko po jednym odcinku. Dlatego najpierw dokonam oceny tego konkretnego odcinka, a potem wyrażę się na temat moich nadziei podpartych nieco informacjami od osób, które widziały skrót pierwszych 3 odcinków.
Czy warto było czekać?
Tak, po 1000 razy tak. Pierwszy odcinek miał wszystko to, czego można było chcieć, plus kilka rzeczy ekstra. Stylistyka i ton bardzo mi pasują, a arty puszczane wraz z napisami końcowymi były po prostu śliiiiczne. Dialogi są napisane ładnie. Humor jest, ale nie wymuszony, często sytuacyjny. I tak jak podejrzewałam główny bohater, choć jak na razie nie mówi za wiele, pewnikiem zostanie kopalnią catchphrase'ów, ten odcinek zdecydowanie wygrała kwestia "I like these odds". Efekty specjalne są trudne do oceny, CGI jest nieco słabsze niż w produkcjach kinowych, ale to kwestia budżetu i czasu produkcji, natomiast kukiełki, i cała animatorka, makiety i scenografia zrobione są bardzo dobrze. Ilość obcych ras, zwłaszcza tych już dobrze znanych, po prostu urzeka. Nawiązania do EU rozgrzewają serduszko fana.
Co do fabuły były momenty pełnej radochy i takie trochę "whaaat?". Kilka elementów troszkę mnie martwi w perspektywie tego w którą stronę pójdą główne wątki, tak tego, jak i przyszłych sezonów. Jednak nie było żadnego elementu, który wywołałby u mnie reakcję „co wyście narobili”, a w TCW Filoni dowiódł, że z pomysłów, które na papierze wyglądają słabo (patrzę na was mandaloriańscy pacyfiści) potrafi stworzyć całkiem udany efekt końcowy. W związku z tym dopóty, dopóki sezon się nie skończy, postaram się pozostać łagodnie optymistyczna w tej kwestii.
Czy warto czekać dalej?
Tak, po tysiąckroć tak. Jeśli cały sezon będzie taki, jak pierwszy odcinek, szykuje nam się naprawdę dobry serial. Pozostaje tylko jedno pytanie: Czy nie można było tak od razu?
Widać, że gdy za pracę nad projektem bierze się ekipa oddana mu sercem i duszą to, uwaga, produkt końcowy też ma i serce, i duszę. Oby tak dalej.

Recenzja Arneuna Do góry

Pierwszy odcinek The Mandalorian za mną. I prawdę mówiąc, sam odcinek zaskoczył mnie bardzo pozytywnie.
Małomówny przekoks z głównego bohatera nie boli aż tak bardzo jak się tego obawiałem, a jeżeli chodzi o przedstawiony świat to dostaliśmy po prostu Gwiezdne Wojny. Ciekawe rasy, przyjemną opowieść (chociaż po pierwszym odcinku nie jestem pewien, czy podoba mi się kierunek, w którym ona zmierza). Zaskoczyło mnie umiejscowienie serialu na osi czasu galaktyki (na oko dosyć późno po Powrocie Jedi), czego można było się jednak spodziewać bo Disney intensywnie stara się zapchać trzydzieści lat między trylogiami.
Właściwie większość projektów postaci i pojazdów bardzo przypadła mi do gustu. Z paroma wyjątkami i paroma elementami zasługującymi na wyróżnienie.
Przede wszystkim: zbroja i statek protagonisty: hełm różni się delikatnie od tego, do czego przyzwyczaiły nas Gwiezdne Wojny, cała zbroja jest naprawdę ładna i miło zobaczyć w końcu pancerz, który spełnia jakąkolwiek rolę. Jeżeli chodzi o broń to bardzo łatwo jest się dopatrzyć się podobieństw do broni z naszego świata - tym razem karabin mocno przypomina czarnoprochowe strzelby myśliwskie (co bardzo odpowiada profesji protagonisty).
No i statek: wiedziałem czego się spodziewać, ale i tak zostałem zaskoczony. Nawet nie bardzo wiem jakich słów użyć żeby dobrze oddać to co mam na myśli, ale można to sprowadzić do bardzo prostego “To wygląda dokładnie tak, jak Mandaloriański statek wyglądać powinien”.
Z kolei nie mogę się przekonać do pokazanego podczas jednej ze scen hełmu innego Mandalorianina. Głównie dlatego, że za bardzo przypomina mi hełmy korynckie. Oczywiście jest to kwestia gustu, ale nie do końca widziałbym Mandalorian idących w tę stronę.

I została jeszcze kwestia abonamentu Disney+, który jest najsłabszym elementem całej układanki. Z ceną ustaloną na 7 dolców za miesiąc nie wypada źle na polu konkurencji, ale jednocześnie ma znacznie mniejszą ilość dostępnych tytułów i w odróżnieniu od Netflixa wydaje seriale po odcinkach, a nie sezonach, przez co chcąc oglądać na bieżąco trzeba utrzymać subskrypcję przez co najmniej dwa miesiące. Dosyć nieprzyjemna opcja dla osób, które są zainteresowane tylko jedną produkcją na całej platformie. W związku z czym naprawdę polecaną opcją przy oglądaniu byłoby albo poczekanie, aż wyjdzie cały sezon, albo zakupienie DVD (jeśli takie się pojawi).

Recenzja Merela Do góry

"This is the way".

Nie będzie grzechem ani spoilerem jeżeli napiszę, że to motto jest główną myślą przewodnią serialu. Serialu, na który każdy fan gwiezdnych wojen kochający kulturę Mando, czekał z utęsknieniem od zaczytanej/zasłyszanej wzmianki na temat prac nad tym serialem. Tak jak ja. Na samą myśl o tej historii serce mi zadrżało. Pojawił się mimowolny uśmiech i już po chwili człowieka ogarnęła euforia sięgająca sufitu. Po chwili jednak pod tym sufitem pojawiły się ciężkie czarne chmury i cały entuzjazm został zgaszony deszczem łez fanów (między innymi moich) po zawodzie z Przebudzenia Mocy. Człowiek ochłonął i uzbroił się w ciężki beskargamowy sarkofag w którym przeczekał w ciszy i spokoju, nie interesując się tym serialem. Bałem się, że Bizney zniszczy kolejną rzecz związaną ze światem Gwiezdnych Wojen. Rzecz, a dokładniej świętą relikwię. Coś, co pozostało jeszcze nie do końca skażone zbyt wielkim podejściem do marki SW jak do kina familijnego. Bo małe dzieci widzą za dużo przemocy. Od razu nasuwa mi się myśl o świętach z Grizwaldami czy jak to się tam pisze. W obawie przed jutrem człowiek żył z dnia na dzień starając się wymazać tę informację z umysłu. I mimowolnie z utęsknieniem czekał na ten serial.

Nadszedł wiekopomny dzień.12.11.2019 r. Dzień premiery Disney+ oraz ich najnowszej produkcji. The Mandalorian. Siedząc jak na szpilkach nie wiedziałem czego się spodziewać. W środku mnie była mieszanina chyba wszystkich emocji.

"Dźwięk nadajnika wskazywał miejsce, gdzie znajduje się cel".
Mniej więcej tak się rozpoczął pierwszy odcinek. Po ujrzeniu napisów końcowych już wiedziałem, że na taki serial właśnie shabla czekałem. Efekty specjalne wizualne naprawdę na bardzo wysokim poziomie jak na produkcję serialu. Costiume Designer też odwalił kawał ciężkiej roboty. Nawet dałem się nabrać, że widzę Bobę Fetta (Ale o tym w innej recenzji). Muzyka bardzo fajnie dobrana. Główny motyw mam ustawiony jako dźwięk alarmu i wstaje się przy tym rewelacyjnie. Fabuła świetnie rozegrana. Widzimy samotnego (nie tak do końca) najemnika. Stonowanego łowcę nagród. Fachowca i wirtuoza w swoim zawodzie.
Podsumowując. Pierwszy odcinek rozkochał mnie w sobie, nie mam w sumie niczego do zarzucenia.

Ocena 10/10

Recenzja Tygrzyka Do góry

Gdy byłem dzieckiem, tata przywiózł mi z zagranicy taki zestaw z Shadows of the Empire – Boba Fett vs IG-88. Był to zestaw figurek z komiksem. Oglądając pierwszy odcinek poczułem się jakbym znowu był dzieckiem i bawił się tymi figurkami i czytał stare komiksy.
Co do końcówki odcinka - przewiduję, że z braku azjatyckiego mędrca ten nasz bohater nie dość, że poleje tego Mogłaja wodą, to jeszcze nakarmi po północy.

Recenzja Marika Do góry

Odcinek pierwszego sezonu Mandalorianina okazał się skutecznym lekarstwem na załamanie jakie przeszedłem po The Force Awakenes i The Last Jedi. Pierwszy odcinek ma wszystko, czego nie miały tamte dwa wspomniane “dzieła” - prawdziwy klimat Gwiezdnych Wojen, prawdziwego bohatera z krwi i kości, naturalny i niewymuszony humor sytuacyjny, oraz przede wszystkim Mandalorian. Miło widzieć, że twórcy filmów i seriali zauważyli że nie-animowani Mandalorianie to nie tylko Jango i Boba Fett. Akcja filmu bardzo mi się podobała, mocne ostre wejście, pokazujące że z naszego bohatera będzie niezły twardziel. Pisząc tę recenzję i w ogóle recenzję do całego sezonu pierwszego jestem dość świeżo po sezonie 2, więc mogę szczerze powiedzieć twórcom, że odwalili wspaniałą robotę i nie zawiodłem się na nich.
 
 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2021




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2021 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 15,695,108 unikalne wizyty