The Lawless
 
Tytuł: The Lawless Zobacz też:
Zbiór cytatów z tej pozycji.
Scenariusz: Chris Collins Pozycje w MME związane z tą pozycją:
Postacie: Pre Vizsla, Bo-Katan Kryze, Satine Kryze, Almec, Korkie Kryze, Amis, Lagos, Soniee
Mandalora: Mandalora, Sundari, Więzienie w Sundari, Pałac królewski w Sundari
Broń: Mroczny Miecz, Karabin blasterowy WESTAR-35, Westar-35
Pojazdy: Zautomatyzowany transport w Sundari, Aerośmigacz klasy Buirk'alor, Śmig klasy Balutar, Transportowiec bojowy typu Kom'rk
Zbroje: Zbroja Mandaloriańska, Beskar, Plecak rakietowy JT-12, Ręczna tarcza Straży Śmierci
Organizacje/Rangi: Mandalorianie, Straż Śmierci, Nocne Sowy, Nowi Mandalorianie, Mandaloriańscy Super Komandosi
Klany: Klan Kryze
Inne konflikty: Bitwa o Sundari
Reżyseria: Brian Kalin O'Connell
Aktorzy: Sam Witwer, James Arnold Taylor, Anna Graves, Katee Sackhoff
Czas akcji: Około 20-19 BBY
Premiera USA: 1 Luty 2013 (Kanada) / 2 Luty 2013 (USA)
Premiera PL: 6 Maja 2013

Recenzja Hashhany Do góry

The Lawless, szesnasty odcinek piątego sezonu The Clone Wars był zarazem finałem trylogii o Mandalorianach. Poprzedzany wydarzeniami przejęcia władzy na planecie przez oddziały Straży Śmierci, pod przywództwem Pre Vizsli i śmiercią tegoż w pojedynku z Maulem, opowiadał o losach uwięzionej Satine Kryyze, oraz o zbuntowanych żołnierzach wiernych wcześniejszemu dowódcy, prowadzonych do wali przez Bo-Katan. W to zdążył wmieszać się Jedi, mistrz Ob-Wan Kenobi i sam lord Sith Sidious.
Wbrew, może nie niechęci ku TCW, a bardziej długotrwałemu już braku zainteresowania tym serialem, tematyka Mandalorian przyciągnęła mą uwagę. Wcześniejsze odcinki średnio mnie urzekły. Ot, były, jakoś minęły - jedynie końcowa walka Vizsli z Maulem zapadła bardziej w pamięć. Reszta z większym, bądź mniejszym skutkiem została przetrawiona, po czym odłożona na "półkę" (nie)pamięci. Jak można się domyślić, nie miałam wielkich oczekiwań wobec odcinka zamykającego tą historię. Być może to podejście wzbudziło we mnie bardziej pozytywne odczucia niż zwykle przy oglądaniu TCW.
W skrócie mówiąc, The Lawless nie podjął akcji kończącej poprzedni odcinek. Nie wiemy ile czasu upłynęło, nim siostrzeniec* Satine, Korkie - znany już z wcześniejszego sezonu TCW, przybył jej na ratunek, sprzymierzając się z Bo-Katan (nota bene, jego krewna). Ich próba uwolnienia byłej księżnej spełzła na niczym, chociaż Satine zdążyła wysłać wiadomość do Kenobiego, raportując sytuację i prosząc o ratunek. Nie wiadomo jak, ale Bo-Katan (ze swoimi podwładnymi) uciekła, by pojawić się później. W międzyczasie Kenobi odsłuchał wiadomość, zdążył zaprotestować na słowa "mędrca" Yody, że o losie planety zdecydują senatorzy. Mimo wszystko sam ruszył na Mandalorę, prawie uwalniając Satine, by tylko chwilę później Maul miał pretekst do torturowania kobiety i mieszania w głowie Jedi. Niestety, kto komu bardziej namieszał, to sprawa sporna, ale księżna została zabita mieczem niegdyś należącym do Vizsli. Oczywiście, nie mogło się obyć bez tragicznej muzyki i chwili umierania, z pożegnalnym wyznaniem miłości. Potem akcja przyśpieszyła, Straż Śmierci pod wodzą Bo-Katan odbiła Kenobiego i podczas walki, pomogła mu uciec z planety. W międzyczasie przybył Sidious i ukrócił rządy braci zabrackich Sithów, zabijając Savage'a i torturując Maula. Happy end?
Największym plusem zdecydowanie okazała się Bo-Katan. Wcześniej prawa ręka Pre Vizsli, teraz sama dowodząca zbuntowanym oddziałem Straży Śmierci. Jej udział w walce do tej pory był wynikiem ideologii (i być może uczuć do Vizsli), teraz dołączyło emocjonalne zaangażowani. Była pierwszą osobą, która w poprzednim odcinku (Shades of Reason) odmówiła Maulowi posłuszeństwa, jednocześnie odrzucając możliwość, by Mandalorianom przewodził Sith, obcy spoza kultury. Dodatkowo, uwięziona księżna Satine, jak się okazało, była jej siostrą, choć ich kontakt urwał się jakiś czas temu. To mnie zastanawia, bo do tej pory nie mieliśmy żadnych informacji o przeszłości Bo-Katan. Czy sama dołączyła do Straży Śmierci? Kiedy i jak poznała Vizslę? Czemu jej poglądy są tak różne od siostrzanych, skoro pochodziły z jednej rodziny? Widzę tu, póki co, niewykorzystany potencjał, który chętnie bym zobaczyła w jakimkolwiek stopniu rozwoju. Nadałoby to więcej charakteru i głębi postaciom takim jak Bo i Pre.
Ze wszystkich Mandalorian (poza Vizslą), to właśnie Bo miała okazję popisać się zdolnościami w walce. Przyznaję, wyglądała rewelacyjnie podczas starć z innymi wojownikami. Jednak to, co mnie najbardziej urzekło w jej stylu walki, to nie stawianie na siłę, a zręczność i spryt (co widać było w scenie odbicia Kenobiego).
[U Bo-Katan zmieniłabym tylko jej tekst "wróg wroga jest moim przyjacielem" na podobny cytat z Dziedzictwa Mocy, gdzie Goran na zbliżoną insynuacje mówił: ''Mój wróg jest zawsze moim wrogiem, ale ku obopólnej korzyści możemy czasem na chwilę o tym zapomnieć, żeby stawić czoło wspólnemu zagrożeniu". Byłoby to ładnym nawiązaniem do innych gwiezdno-wojennych źródeł odnoszących się do Mandalorian. Choć oczywiście, nie jest to błąd, ot, taka luźna myśl przy okazji.]
Dodatkowym plusem była animacja. Jeśli chodzi o Mandalorian, ich walki na ziemi i w powietrzu, mogę z czystym sumieniem rzec, że wizualnie robiło to bardzo dobre wrażenie. Podobała mi się dbałość o szczegóły, jak różnice w zbrojach. Mieliśmy okazję zobaczyć nawet Mandalorianina w niestandardowej zbroi, z kolcami na hełmie i naramiennikach. Nie sądzę, by był to prawdziwy Zabrak, ale być może jakiś zaufany dowódca Maula, co zmienił wygląd opancerzenia na cześć/podobieństwo Sitha**? Także należy się pochwała twórcom za sam wystrój wnętrz, czy malunek (graffiti?) na murze. Efekty walki, zniszczenia, ogólna dbałość o takie małe szczegóły bardzo mnie ucieszyła. Także muzyka, zwłaszcza w momentach konfliktu i walki była dopasowana do atmosfery momentu.
Muszę przyznać, że bardzo podobała mi się scena przy odbijaniu Satine, gdy mieliśmy okazje zobaczyć Mandalorian Bo-Katan bez zbroi. Między innymi dwie kobiety, które najprawdopodobniej były tymi samymi wojowniczkami, co zazwyczaj towarzyszyły Bo-Katan w poprzednich odcinkach. I dzięki Mocy, włosy choć jednej z nich nie miały typowego, blond koloru, jakim niemal cała populacja Mandalory się charakteryzowała przez wszystkie sezony!
Skoro już plusy wymieniła, niestety muszę przejść do minusów:
O ile Bo-Katan zabłysnęła w odcinku, to Satine zaś została potraktowana dość przedmiotowo. Jako obiekt do uwolnienia, jako powód, dla którego Kenobi złamał postanowienie Rady Jedi, by przylecieć na planetę. I, oczywiście, aby jej cierpienie i śmierć, emocjonalnie dały się we znaki bohaterowi. Czyli z dość ważnej, silnej politycznie roli napędzającej historię i konflikt ze Strażą, zepchnięto ją na schematyczną rolę 'ukochanej w opresji'.
Samemu Kenobiemu za wiele nie mam do zarzutu. To nie jego wina, że Jedi woleli oddać sprawę Mandalory (planety Republiki!) pod głosowanie senatorom, bo niby z powodu neutralności, nie miała dla nich znaczenia... nawet, kiedy od poprzednich sezonów wiadomo było, że Straż Śmierci współpracowała z Dooku, przez jakiś okres, ale jednak. Może ja nie rozumiem polityki Republiki i może to ma sens. Tyle, że to ich własna planeta, której losy w sumie nie obeszły nikogo, oprócz Kenobiego i samych Mandalorian-wojowników. To co zarzucę Kenobiemu (a raczej twórcom) to głupota. Mądrze wykorzystał kamuflaż, jaki zawdzięczał skradzionej zbroi, ale czemu -po obaleniu drugiego Mandalorianina-strażnika - nie kazał także Satine przebrać się? Woleli się skradać, gdzie na pierwszy rzut oka było widać, kim ona jest, a potem, uciekając, narażał ją na postrzelenie. Jemu dzięki zbroi nic większego nie groziło, ale Satine była bardziej "żywą tarczą", w powiewnej sukni. Pełna zbroi zapewniłaby jej większą ochronę. (Choć z tym nigdy nic nie wiadomo - Mandalorianie w pełnym uzbrojeniu potrafią paść od jednego strzału z blastera... nie powinni mieć zbroi z beskaru? Najtrwalszego metalu w galaktyce? Ech)
Także Maul i Savage za wiele nie zdziałali, prócz pseudo-politykowania. Fakt, Maul wyjaśnił, dlaczego wziął żywcem Kenobiego do niewoli, zamiast go zabić. We mnie zaś zazgrzytało poczucie braku praktyczności u Sithów, gdy ten nie skorzystał z okazji, by obezwładnionemu Jedi ściąć głowę. Ale wiem, wiem, nie mogli zabić Obiego, kanon i te sprawy. Ech. Dlatego bardzo ucieszyło mnie, że ktoś w końcu zabrackich braci sprowadził na ziemie. I to solidnie. Bo prawdę powiedziawszy, przejedli mi się już dawno temu. O ile wizualnie walka Sidiousa przeciw braciom wyglądała płynnie i ciekawie, to jednak muszę wyrzucić TCW tą jedną rzecz: skoro i tak planowali pozbawić życia Savage'a, a Maula pokonać i odebrać mu władzę, mogliby pozwolić Pre Vizsli wygrać pojedynek. Przynajmniej nie musiałabym widzieć, jak z tak kozaczącego Sitha nagle mamy żałosne, błagające o litość stworzenie... chyba, że błagał o szybką śmierć, wiedząc, że Sidious mu nie odpuści tak łatwo. Jednak poczucie nagłej i niepotrzebnej zmiany w wizerunku Maula mnie odrzuciło. Skoro był hardy za życia, to mógłby umrzeć z honorem, bądź w ciszy. No i Sidious nie musiałby się fatygować, choć pewnie nikt nie zauważył, że nagle Kanclerz zniknął na jakiś czas bez słowa...
Jak wspomniałam w zaletach, twórcy TCW potrafią poświęcić dużo uwagi małym szczegółom, które dla uważnych fanów mogą stanowić niezłą gratkę. Szkoda tylko, że kiedy chodzi o szczegóły dotyczące logiki, czy wydarzeń, często to u nich kuleje. Już wspomniałam brak pomysłowości Kenobiego i Satine, aby użyć drugiej zbroi i po prostu się wymknąć niepostrzeżenie, zamiast skradać się i odstawiać pościgi. To samo niestety muszę zarzucić pierwszej misji ratunkowej dla Satine, pod wodzą Mandalorian. Już pomijam to, że uciekając Satine genialnie zatrzymała się na platformie, by pogadać ze swoim siostrzeńcem o sytuacji, zamiast wsiąść do tego cholernego pojazdu i omówić to W DRODZE. Nie rozumiem, czemu Mandalorianie wybrali pojazd z OTWARTĄ kabiną, która nie dawała pasażerom żadnej ochrony, ani prywatności. Nie dziwię się, że zaraz ich zauważyli wrodzy żołnierze, skoro ciężko przeoczyć Satine uciekającą w pojeździe w obstawie rebeliantów-wojowników.
Samo wysłanie wiadomości przez Satine wydaje mi się naciągane. Czy była ona potrzebna, by zawiadomić Republikę (Coruscant) o sytuacji? Nie mógł tego zrobić Korkie? Skoro wystarczyło opuścić miasto, mógł zrobić to niemal każdy; mieli swój nadajnik działający na TAKĄ odległość, a Korkie miał swoje znajomości w Republice (nieszczęsna Ahsoka Tano). Zresztą, Mandalorianie zakłócali łączność w mieście (miastach?), ale czy Republika nie posiadała "ambasad" na swoich planetach, by dowiedzieć się, czemu nie można nawiązać łączności z Sundari?
Jednakże i tak najbardziej zastanawia mnie, jak sławny Jedi Kenobi - będąc na tej samej planecie co Sidious, nie wyczuł go? Ani potężnej aury Ciemnej Strony Mocy, chociaż ten w międzyczasie udusił siłą woli przynajmniej trzech Mandalorian i rozgromił dwóch innych sithów? Jak to jest, że Jedi czasem potrafią wyczuć zło(!) z końca galaktyki, a gdy Sith działa im pod samym nosem, w ogóle nie potrafią tego zauważyć?
Podsumowując, pomimo niektórych rozwiązań, które dla mnie nie miały większego sensu, sam odcinek obejrzałam z przyjemnością, rzadko spotykaną u mnie przy oglądaniu tego serialu. Zdecydowanie Bo-Katan zasłużyła na laury i przywództwo Straży Śmierci, zaś The Lawless na miano najlepszego odcinka tej trylogii.



* Korkie Kryyze w oryg. został określony mianem "nephew", a to może znaczyć, że dla księżnej Satine jest siostrzeńcem LUB bratankiem. Mógłby być synem Bo-Katan, co jednak wydaje się mało prawdopodobne. W innym wypadku, znaczyłoby to, że ona i Satine mają przynajmniej jedno więcej rodzeństwa. Niestety, brak informacji, by potwierdzić słuszną wersję.
Na potrzeby napisania recenzji, posłużyłam się określeniem "siostrzeniec"

** Na stronie star wars.com, z którego pochodzą dodatkowe informacje dotyczące The Lawless i TCW w ogóle, wyjawiono, że tenże wojownik był kapitanem specjalnego oddziału Straży Śmierci [ang: Death Watch Super Commando Captain]

Recenzja X-Yuriego Do góry

Lawless to szesnasty odcinek piątego sezonu The Clone Wars, ostatni odcinek Mando-Trylogii oraz czteroczęściowej historii o Darth Maulu.

Odcinek kontynuuje wątki z poprzedniego, wracamy więc na Mandalorę, gdzie miało miejsce przejęcie władzy i... jest ciekawie. Jak w poprzednim odcinku, także i tutaj wracamy do widzianych już wcześniej miejsc w Sundari, widzimy też stare postacie - analizując ten fakt z perspektywy czasu zauważyłem dopiero teraz, że właściwie żadna postać przewijająca się w tym odcinku nie została w nim wprowadzona. Nie brakuje jednak starych znajomych, jak kadeci z 3 sezonu The Clone Wars czy częściej widywani Kenobi albo Palpatine.

Fabularnie odcinek tez "jest mocny", zarówno dosłownie jak i metaforycznie nawiązując do Mocy jako zjawiska/umiejętności w uniwersum. Mamy tu kolejny pojedynek, i to taki jakiego jeszcze w serialu nie było - potęga walczących istot sprawia, że jest na co popatrzeć. Nawet jeśli wiadomo kto wygra i kto jest tym znacznie potężniejszym użytkownikiem Mocy. Zakończenie pojedynku jest jednak... raz, że wolałbym coś zdecydowanie bardziej jednoznacznego a dwa, oczekiwałbym innego zachowania przegranego w obliczu porażki. Druga rzecz której się raczej nie spodziewałem a która się wydarzyła to śmierć jednej z istotnych postaci. Pasuje to tu idealnie i świetnie, że twórcy zdecydowali się jednak na taki krok.

Odcinek ten jest ostatnim odcinkiem z Mando, zamyka więc w pewien sposób ich wątki. Zakończenie jest co prawda otwarte, ale mam nadzieje ze pozostanie takie jakie jest i nikt nie będzie zbyt wiele z nim kombinował, na chwilę obecną bowiem bardzo fajnie wpasowuje się w resztę uniwersum.

Podsumowując, jedyne 9/10, zbytnia otwartość zakończenia w połączeniu z brakiem perspektyw na dalszy ciąg w najbliższym czasie nie zachęcała (teraz sprawa ma się ciut inaczej bo ma być komiks na temat Maula, może więc i o Mando wspomną odpowiednio?). Ale oczywiście jak widziało się poprzednie dwa odcinki (a warto je obejrzeć) tak i ten trzeba, zwłaszcza że to zwyczajnie fajny odcinek.

Recenzja Mahiyany Do góry

Odcinek zaczyna się uwolnieniem Satine przez Korkiego i Bo Katan. Okazuje się jednak, że Maul pozwolił na to żeby Satine skontaktowała się z Obi-Wanem. Ubolewam nad faktem, że nie użyła kultowej kwestii „Jesteś moją jedyną nadzieją”, naprawdę zmarnowano świetną okazję żeby to powiedzieć.
Od razu po zmarnowanej szansie na powiedzenie jednej z bardziej kultowych kwestii, Satine wraca do więzienia. Oczywiście jako, że Mandalora jest neutralną planetą nie można posłać tam pomocy oficjalnie, co zmusza Obiego do wyruszenia tam samotnie. Pożycza do tego celu od Anakina Zmierzch, który wbrew zapewnienieniom jego padawana, wcale nie jest w dobrym stanie, co przyznaję jest trochę humorystyczne. Korzystając z podobnego podstępu co Luke i Han na Gwieździe Śmierci Obi zdobywa Mandaloriańską zbroję i wyrusza na ratunek Satine.
Jeżeli już jesteśmy przy zbrojach – część Watachy Śmierci, która zadeklarowała wierność Maulowi przemalowała swoje zbroje na kolor czerwono czarny, a nawet dodała kolce na hełmie, imitujące te, które ma Maul. Mimo, że jest to zabieg mający najpewniej na celu ułatwienie rozróżnienia Mandalorian podczas walki, uważam go za bardzo dobry i nawet żałuję, że poświęconu mu ani chwili, bo trochę ciekawi mnie z czyjej incicjatywy to wynikło i jak to wyglądało. No ale niestety potrzebujemy miejsca na oddział droidów prowadzony przez żabę, więc nie możemy skupić się na takich szczegółach. Dodatkową rzeczą powiązaną ze zbrojami jest to, że możemy zobaczyć w jaki sposób mocowane są plecaki odrzutowe. Wygląda to na magnes, co zaczyna zastanawiać w jaki sposób w takim razie jest przymocowana płyta na plecy, do człowieka, skoro to właśnie do niej przymocowany jest plecak.
Tak dla odmiany uwolnienie Satine kończy się niepowodzeniem. Kończy się też romantyczny wątek Satine i Obiego, gdyż (spoiler) Satine zostaje zabita przez Maula, co z oczywistych powodów bardzo zasmuca Obiego. Nie zdąża on jednak trafić do więzienia, gdyż po drodze odbija go Bo Katan, która okazuje się być siostrą Satine. Wątek Mandalorian kończy się tym, że jego wybawicielka prosi Kenobiego by poinformował Republikę o tym co się dzieje na Mandalorze.
Nie jest to jednak koniec odcinka, gdyż pozostaje jeszcze wątek Maula i Savage’a, których najwyraźniej niewygodnie byłoby zostawić jako władców Mandalory. Mimo, że wcześniej nie widział w nich problemu, nagle zaczyna się nimi interesować Palpatine, czy też z ich punktu widzenia – Darth Sidiuos. Szybko rozprawia się z Savagem po czym zabiera się za Maula, którego postanawia zostawić przy życiu, bo ma dla niego jeszcze jakieś zastosowanie. Zastanawia mnie tylko dlaczego nie nasłał na niego Dooku żeby zostawić sobie tego, który okarze się silniejszy. Zastanawia mnie też oczywiście co to za zastosowanie dla Maula sobie wymyślił. Jednak podobnie jak w przypadku Mandalorian pytania pozostają nieodpowiedziane. Zaczynam mieć bardzo mocne wrażenie, że twórcy pozostawili sobie wiele wątków do dokończenia, jednak po anulowaniu Wojnów Klonów nigdy to się nie stało. A szkoda.
Biorąc pod uwagę to co jednak udało się zawrzeć w tym odcinku daję 8/10. Z całej trylogi najmniej mi się podobał, ale trudno byłoby go pominąć widząc poprzednie.
 
 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2019 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 12,002,111 unikalne wizyty