Sekretny dziennik doktora Demagola
 

***Komiksowi Rycerze Starej Republiki/Knights of the Old Republic - Centrum Wiedzy***
Zeszyty: TPB Inne pozycje:
Zetknięcie: 0 Początek 1, 2, 3, 4, 5, 6 Flashpoint 7, 8, 10 Powrót do domu 9 Spotkanie 11, 12 Dni strachu 13, 14, 15 Noce gniewu 16, 17, 18
Zaślepieni nienawiścią 19, 20, 21 Rycerze cierpienia 22, 23, 24
Wektor 25, 26, 27, 28 Wychwalany 29, 30 Zwrot 31
Oczyszczenie 32, 33, 34, 35 Handel przyszłością 36, 37 Wierne wykonanie 38 Starcie ambicji 39, 40, 41 Maski 42 Zbiory 43, 44 Niszczycielka 45, 46
Demon 47, 48, 49, 50 Wojna 01, 02, 03, 04, 05
#1: Początek , #2: Flashpoint,
#3: Dni strachu, noce gniewu ,
#4: Zaślepieni nienawiścią, rycerze cierpienia,
#4: Wektor , #6: Oczyszczenie ,
#7: Starcie ambicji ,
#8: Niszczycielka , #9: Demon ,
#10: Wojna
O Handbooku, O Campaign Guide
Opowiadania + ciekawostki:
Interferencja + ciekawostki
Sekretny dziennik Demagola + ciekawostki
Trudne początki + ciekawostki
Strony tekstwowe
Sylwetki twórców:
J.J Miller

Sekretny dziennik doktora Demagola
Historia rozgrywa się w 3964 i 3963 BBY, rozpoczyna się kilka tygodni przed niespodziewanym atakiem Mandalorian na Republikę.
Obejmuje tomy 1-9 serii KOTOR. ZAWIERA DUŻE SPOILERY, zwłaszcza z ostatniego, 9 tomu serii.


System audio aktywny. Zaczynam nagrywanie.
Zapis #6005: Zostałem nagrodzony.
Dzisiaj było spokojnie. Mand’alor zwołał zebranie swoich kolejnych doradców i mówił o moich zasługach dla klanu. Ogłosił, że w nagrodę otrzymam Gwiezdną Stację Badawczą Flashpoint, którą niedawno przejęto. Będzie to moja baza i centrum studiów.
Stacja powinna spełnić moje oczekiwania, ale to nieważne. Nie, ważną rzeczą jest to, że dwadzieścia lat po moim największym sukcesie nadal cieszę się zaufaniem naszego przywódcy. A dlaczego nie? W końcu jest tylko jeden Demagol. A w swoim czasie osiągnę więcej niż ktokolwiek inny, kto kiedykolwiek nosił zbroję.
Na pewno więcej niż Cassus Fett, który stał cały czas u boku Mand’alora. Nigdy nie byłem dobry w odczytywaniu emocji – tzw. „języka ciała” jak to potrafią inni Zeltronianie. To jeden z powodów, dla których lubię przebywać z Mandalorianami: zakryta hełmem twarz nie wyraża emocji. Ale podejrzewam, że nawet ja byłbym w stanie odczytać prawdziwe emocje Fetta w dniu dzisiejszym. O tak, mówił i mówił do ucha Mandalore’a. Flashpoint będzie kolejnym Projektem Nowej Generacji, kolejnym marnowaniem czasu – tak twierdził. „Lepiej pokonać Jedi za pomocą broni”, powiedział, „niż używać sprytu do wyciągnięcia ich sekretów”.
Ale na szczęście Mand’alor nie zmienił zdania. Potęga Jedi upokorzyła Mandalora Nieposkromionego podczas Wojen Sithów. Jeśli zrozumiemy ją, będziemy potrafili ją zanegować – może nawet da się ją zdobyć dla klanów, a mój mikroskop okaże się potężniejszy od tysiąca Dreadnaughtów.
Fett widzi Mandalorian jako broń tępą. Ja przerobię ich na skalpel.

Zapis #6019: Moje przybycie Niektórzy twierdzą, że Flashpoint to okropne miejsce, ale mi pasuje. Świat ten ciągle zmaga się ze swoim słońcem, pędząc tak szybko, że dzień i noc zlewają się w jedno. Tylko tarcze magnetyczne pozwalają na bezpieczne życie na powierzchni. Ludzie służący nauce pierwsi się tu osiedlili – a teraz, pod moim przywództwem, znowu zacznie się tu wykonywać badania. Tylko przy potędze Jedi karleją tajemnice, które odkryli naukowcy Republiki. To jest prawdziwa potęga gwiazd.
Kiedy tu przybyłem, miałem powiedzieć parę słów wojownikom służącym jako strażnicy. Tak naprawdę nie miałem wiele do powiedzenia. Wiedzieli kim jestem; wszyscy Mandalorianie wiedzą o demar'agolu, „rzeźbiarzu ciał”. Ale nie mieli pojęcia dlaczego tu przyjechałem – jakby mogli zrozumieć moją pracę!
Wiem, że nigdy ich nie zrozumiem. Urodziłem się w ubogiej rodzinie, byłem niewolnikiem. Ale dzięki poszerzaniu swojej wiedzy awansowałem. Najpierw jako niewolnik, a potem, kiedy zostałem uwolniony, jako mandaloriański rekrut. Nawet jako student medycyny w Republice, po wojnie. Kiedy znalazłem granicę do przekroczenia, przekroczyłem ją. Stagnacja to śmierć.
Może powinienem był im to powiedzieć.
Ech, nieważne. Ktoś w końcu musi pilnować placówki.

Zapis #6025: Nowoprzybyli. Mand’alor dotrzymał słowa. Transport więźniów Jedi przybył. Wojna nawet na dobre się nie zaczęła, a ja miałem swoje pierwsze obiekty do badań. Będę kontynuował, katalogując różnice między Jedi a innymi przedstawicielami ich gatunków.
To są słabe przypadki. Rodianin i człowiek. Czemu to zawsze muszą być ludzie? Czemu nie mogę np. znaleźć Jedi Trandoshanina, aby móc porównać go z innymi grupami? Wiwisekcja jest łatwiejsza kiedy kończyny odrastają. Ale kto powiedział, że nie zawsze jest druga szansa?
Mniej byłem zadowolony z tego, kto ich przywiózł: Pulsiphera. Z tego co mi powiedział, został tu przysłany przez Mand’alore’a, żeby być moim „asystentem”. Ciężko mi wyobrazić sobie kogoś mniej nadającego się na to stanowisko. Zgadzamy się tylko w jednej rzeczy: „Moc” to tak naprawdę pseudonaukowe bzdury – opowieści rozpowiadane przez Jedi, aby zachwycać ludzi. Tajemna studnia, z której mogą czerpać tylko wybrani? To oburzające.
Ale Pulsipher odrzuca moje wnioski, że “moce Jedi” są wrodzonymi cechami genetycznymi – naturalną mutacją, którą każdy może mieć. Jak on uważa, co daje Jedi ich zdolności? Naturalnie, że magia! Mistyczne talizmany i inne błyskotki, oto w co wierzy!
Zdaję sobie sprawę, że Mand’alor ukrywa coś przede mną – ale naprawdę. Może powinien w następnym transporcie przysłać mi znachora Wookiee.

Zapis #6062: Konkwistadorzy Dwa republikańskie statki znajdujące się pod kontrolą Mandalorian przybyły dziś rano z Suurji, przywożąc na pokładzie sporą ilość rycerzy Jedi, tak młodych, jak i starszych. Znakomicie!
W przeciwieństwie do tych dwóch, których udało nam się schwytać wcześniej, ci nie byli nieszczęśnikami, którzy zawędrowali za daleko za linię frontu. Nie, ci nazywają siebie konkwistadorami. To zdecydowanie zwiadowcy, wysłani by szpiegować i prowokować walki przeciwko nam. Cóż, teraz znajdują się w rękach naszych konkwistadorów. Nie mają pojęcia jak liczni jesteśmy. Mand’alor dobrze ukrył nasze oddziały na Onderonie i Dxunie.
Rozpoznałem jednego z wojowników, którzy ich przywieźli. Nie jest to jeden z tzw. Nowych Konkwistadorów Fetta, ale wojownik w klasycznym sensie tego słowa: nazywają go Rohlanem Uciekinierem. To tylko żołnierz, ale bardzo utalentowany – ponieważ starają się go utrzymać w ciągłej gotowości bojowej, mimo tego, że wtyka nos w nieswoje sprawy. Słyszałem też, że wypytuje o mnie, ale nie powiedział dziś niczego w mojej obecności i poszedł sobie.
Dziwna sprawa. Ja nie dałbym komuś takiemu drugiej szansy. Ale Cassus to głupiec. Kto wie co siedzi w jego głowie? Nieważne, to był dobry dzień. Ostatni raz kiedy miałem tyle obiektów do badań zdarzył się na Osadii, wiele lat temu. Teraz mam drugą szansę – o ile oczywiście ci przeżyją dłużej niż moje dwa pierwsze okazy!

Zapis #6066: Squint. Odwołuję wszystko co powiedziałem o Jedi z rasy ludzkiej. Cóż to za wspaniały okaz, ten „Squint”!
Napromieniowanie. Elektrowstrząsy. Nawet stresujące testy na kole tortur. Wszystko co tylko mogłem wymyślić, jego moc blokuje. Cóż to za umiejętność, z którą się urodził! Gdyby tylko mój projekt skończył się szczęśliwie – jaką potęgą moglibyśmy być!
Oszczędziłem mu najbardziej wyczerpujących procedur. Szkoda by było go zabić; ma wyższe miejsce na indeksie Wyricka niż pozostali. Ale wytrzymuje wszystko, w jego oczach jest nienawiść, którą nawet ja potrafię rozpoznać. Wątpię, żeby cyborgi mogły tak zaciskać usta.
Urodził się, by nienawidzić Mandalorian. To pewnie „produkt” jakiegoś świata Republiki, który mało się o niego troszczył, a teraz on chce zmusić innych by się o niego troszczyli. Pochwala wojnę z nami; zacznie jakąś jeśli będzie musiał. Nie mogę go złamać. Mógłby odejść jeszcze dzisiaj tylko z lekko nadwyrężonym kręgosłupem.
Dlatego właśnie muszę wykonać na nim wiwisekcję. Nie chciałbym spotkać go w ciemnej uliczce.

Zapis #6087: Rozpoczyna się inwazja Tzw. “wojna cienia”, którą rozpoczął Mand’alor dobiegła końca. Tak przynajmniej mówią; teraz rozpoczęła się prawdziwa inwazja na Republikę. I dobrze. Będę miał więcej obiektów do badań.
Ale obawiam się, że Republika upadnie zanim osiągnę rezultaty. Wiele się dowiedziałem o fizjologii Jedi, porównując to z tym, czego dokonałem na Osadii. Nie mieliśmy wtedy żywego dorosłego Jedi aby przestudiować go w Procesie Nowej Generacji – mieliśmy tylko próbki genetyczne. Ale, jak dotąd, wiedza o tym jak wygląda Jedi na poziomie molekularnym, nie powiedziała mi wiele o tym, co sprawia, że Jedi są Jedi. Jestem gotów prawie uwierzyć, że ta „Moc” to naprawdę jakiś fenomen, który wymyka się poznaniu.
Pulsipher donosi Mand’alorowi o moich porażkach – jestem tego pewny. Często widziałem go jak się czai, robiąc notatki, które potem miał zamiar wysłać. To znaczy robi je, kiedy nie jest w przechowalni, gdzie ogląda miecze Jedi. Zachowuje się tak, jakby jakiś starożytny duch miał wyjść z tej broni i przerobić go na Mandaloriańskiego Rycerza. To czysta fantazja.
Widziałem jego propozycję, żeby wysłać ekspedycję na Taris, aby zdobyć jakiś artefakt, kiedy już przejmiemy planetę. Gdybym nie obawiał się potwierdzić jego dzikich marzeń przed Mand’alorem, sam dałbym mu błogosławieństwo. Idź, Pulsipherze, i spróbuj coś wykopać!

Zapis #6093: Ciekawa przesyłka. Ciekawostka: Przysłano mi kobietę będącą Wyrzutkiem, pochodzącą z Arkanii. Sprowadzono ją z Vanquo, kiedy wylądowały tam nasze siły. Zdecydowanie jest ona Jedi.
Widziałem już Wyrzutków, kiedy przebywałem na Arkanii, wtedy gdy zamknięto uniwersytet dla przedstawicieli ras takich jak moja – i oczywiście, na Osadii byli to zarówno badacze jak i badani. Ale nie widziałem żadnego odkąd Projekt upadł wiele lat temu a moje zapiski ich dotyczące zaginęły. Przeprowadzę na niej wiele testów kiedy już skończę ze Squintem. Tak wiele danych jest do odzyskania.
Mam nadzieję, że to twarda sztuka.

Zapis #6107: Nagła sytuacja! Tu Demagol. Nagrywam na swoim osobistym odtwarzaczu w laboratorium na Flashpoint. Jedi przejęli kontrolę!
Zostałem zaskoczony – zaatakowany od tyłu przez Rohlana, tego samego, którego widziałem kilka tygodni temu. Musi współpracować z Jedi. Obudziłem się w ładowni, nie miałem na sobie zbroi. Nasz nadajnik został wyłączony, a podczas gdy znajdujący się w przygotowalni Jedi nie są w stanie walczyć, okazało się, że wszyscy strażnicy zniknęli. Widzę Jedi na monitorze ochrony – to kwestia czasu kiedy po mnie przyjdą.
Ściągam wszystkie moje pliki z wynikami badań na datachip wmontowany w mój kciuk. Nie poddam się. Jeśli będę zmuszony do walki, będę walczyć. Jestem na to przygotowany. Ale nie mogę pozwolić sobie na stratę kolejnej stacji badawczej jak na Osadii…
Osadia…
Ta kobieta na monitorze. Wyrzutek. Widziałem ją dziś wcześniej. Nie miałem czasu się przyglądać, bo ścigał mnie zdrajca. Ale pamiętam. Jej tatuaże na twarzy były dziwne, ale miała pewne wspólne cechy z Wyrzutkami z Osadii. Mogła być wtedy jeszcze dzieckiem. Czy mogła przetrwać aż do teraz? Wiek by się zgadzał.
Ależ ze mnie głupiec! Stałem się stary i opieszały. Siedziałem sobie wygodnie w moim laboratorium a powinienem był ją natychmiast poddać badaniom!
Ale nie wszystko jeszcze stracone. Może będę musiał walczyć – ale i tak wygram. Jest pewna alternatywa. Mam mało czasu. Muszę się przygotować.

Zapis #6108: [bez tytułu] Tu Demagol. To nagranie testowe. Ktoś się porusza za drzwiami. Muszę czekać.
Zapis #6109: W ukryciu. To było rozpaczliwe zagranie – ale wygląda na to, że się udało.
Squint i jego konkwistadorzy myśleli, że dostarczą wielkiego Demagola przed oblicze republikańskich inkwizytorów. Tymczasem zabrali metalową skorupę w której przebywa odurzony zdrajca, Rohlan, a ja ubrałem jego zbroję. Czuję się w niej wygodnie – na tyle na ile to możliwe.
Schowałem się w przemytniczym schowku na pokładzie statku-złomu, którym przybył Uciekinier. Są tu też kobieta Wyrzutek, a także mężczyzna Jedi, który współpracował ze zdrajcą. Mogą też być inni – na razie nie potrafię tego powiedzieć. Ten dźwięk to robot, który przesunął kontener, w którym się znajduję.
Nie jest idealnie, ale gambit zadziałał. Wydaje mi się, że Rohlan współpracował z młodym Jedi, ale tylko po to, żeby uratować Wyrzutka. (Ona sama nie jest jednak Jedi. Ciekawe). Chłopak próbował odesłać mnie ze Squintem, ale schowałem się tutaj.
Udało mi się odkryć, że mogę dezaktywować wewnętrzny system dźwięków w tym hełmie i mówić do urządzenia nagrywającego znajdującego się w nim. Mogę zatem kontynuować swoje obserwacje. Nikt z zewnątrz nie usłyszy jak mówię. Udało mi się też załadować poprzednie wiadomości z mojego dziennika.
Nie wiem co teraz zrobić. Uciekłbym przy pierwszej nadarzającej się okazji, gdyby nie wyrzutek. Nazywają ją „Jarael”, nie słyszałem wcześniej tego imienia. Szanse, że ma coś wspólnego z moimi uczniami z Projektu sprzed wielu lat są nikłe, ale jeśli jednak tak jest, nie mogę się od niej oddalać.
Ale nie mogę się ujawnić ani iść do niej. Mogą znać tego Rohlana, a ja nie wiem czy będę w stanie dalej skutecznie się maskować, dopóki nie dowiem się więcej. Może powinienem zabić jej towarzyszy, ale wątpię, żeby po tym obdarzyła mnie zaufaniem. Odkryłem, że ludzie troszczą się o to, co się dzieje z ich przyjaciółmi.
Mam czas, pomyślę.

Zapis #6124: Gdzieś tam. Znaleźliśmy się w jakimś porcie kosmicznym. Wszyscy oprócz droida opuścili statek. Droid wydaje się zepsuty, bo się nie rusza. Rzadko mam okazję opuścić kryjówkę, żeby się rozejrzeć. Ale starzec, który rzadko opuszcza ładownię, dzisiaj poszedł.
Jego obecność mnie niepokoi. To również Wyrzutek. Jeśli jest spokrewniony z kobietą, nie jest ona częścią Projektu.
Co gorsza jesteśmy chyba na terytorium Republiki. Tak tu głośno i tłoczno. To w sumie odmiana po słuchaniu tylko własnego głosu, ale niezbyt przyjemna. Mandalorianie nie są mile widziani w Republice więc waham się ściągnąć zbroję i wtopić się w tło, nie wiedząc gdzie jestem.
Przynajmniej mam co jeść. Podejrzewam, że żyję o wiele lepiej niż ktokolwiek inny na pokładzie tego latającego okropieństwa.

Zapis #6130: Kolejna planeta. Chłopak, którego nazywają Zayne, wydaje się nie być Jedi, ale jakimś odrzutkiem. Biega wszędzie na rozkaz Snivvianina. Zastanawiałem się nie raz, co się dzieje z Jedi, którzy nie zostaną rycerzami. Wygląda na to, że są zmuszani do pracy z przemytnikami. Dziwna praktyka.
Czy coś w środku odróżnia upadłego Jedi od tego, który osiągnął sukces? Dobre pytanie. Będzie dobrym materiałem do analizy, kiedy nadarzy się okazja.

Zapis #6144: Wielki dzień. Wyrzutek wie, że tu jestem. Rozmawiałem z nią.
Widziałem, że porzuciła towarzystwo chłopaka i Snivvianina; zostali z tyłu, co mnie cieszy. Tylko ona, starzec i bezużyteczny droid pozostali na pokładzie. To prawda, że jest bezużyteczny, nie potrafił obronić jej przed droidem zabójcą, przysłanym w celu schwytania mężczyzny. Wyszedłem z kryjówki i jej pomogłem. Wydaje się być utalentowaną wojowniczką – może się jednak co do niej nie mylę!
Chciałbym ujawnić jej swoją tożsamość, ale najpierw muszę wiedzieć więcej o jej przeszłości. Co robiła przez te wszystkie lata? Czy naprawdę jest częścią mojego Projektu? Jeśli tak, będzie wiedziała kim jestem – ale może jej się to nie spodobać. Z Osadii pozostały ruiny. Jeśli mną pogardza, może nie chcieć podzielić się ze mną swoją wiedzą na temat pozostałych, którzy przeżyli, jeśli istnieją. O, mógłbym z łatwością wyciągnąć od niej odpowiedzi – ale raczej chciałbym, żeby powiedziała mi to z własnej woli. Taka informacja byłaby o wiele pewniejsza.
Odkryłem, że modulator w hełmie potrafi zmienić mój głos. Jej wiedza na temat Rohlana wydaje się niewielka, ale nie odważę się ściągnąć hełmu ani przy niej ani przy starcu.
Wygląda na chorego, ale nie wiem, co mu jest. Nie praktykowałem leczenia od czasu mojego pierwszego spotkania z Mandalorianami. Nie wydaje się spokrewniony z kobietą, co mnie cieszy.
Być może wkrótce umrze. Przyspieszę to, jeśli będzie trzeba.

Zapis #6168: Jestem głupcem! Powróciliśmy na Arkanię, gdzie studiowałem, tak wiele lat temu. Kobieta nalegała, aby znaleźć lekarstwo na dolegliwość starca. A ja, głupi, zgodziłem się na to, nie zdając sobie sprawy z tego, że próbując zdobyć jej zaufanie podąży ona ścieżką, którą ja nie będę mógł. Teraz udała się na powierzchnię, zostawiając mnie abym doglądał starego.
Pamiętam, co wtedy myślałem. Ona nie powie mi o swojej przeszłości, więc będę musiał zdobyć testy genetyczne aby sprawdzić czy pochodzi z mojego projektu. Nie mogę jednak pozwolić, by Arkanianie dowiedzieli się czym jest albo stracę ją. Zatem muszę wykonać testy samodzielnie. Nie mogę pokazać się w zbroi na planecie kontrolowanej przez Republikę, tak samo nie mogę ujawnić swojej twarzy owej kobiecie. Wpadłem we własną pułapkę. Cóż za szaleństwo stworzyłem!
Wiem, że wróci – powiedziała, że nie opuści starca. Ale już dawno odeszła.
Wydaje się, że stary odzyskuje przytomność. Jeśli nie wie nic o jej przeszłości, mogę już teraz z nim skończyć…

Zapis #6174: Problem za problemem.Ta podróż staje się coraz bardziej uciążliwa. W jakiś sposób starzec zdołał zwrócić na siebie uwagę rodu Adasca, władców Arkanii – a kobieta wyrzutek i ja jesteśmy w to zamieszani. Teraz jestem uwięziony w ich wielkim statku badawczym.
Nie mogę także im ujawnić swojej twarzy. Dawno temu studiowałem na ich uniwersytetach. Wiedzą, czym się interesuję. To, że noszę teraz mandaloriańską zbroję mogłoby wzbudzić wiele pytań zanim potrafiłbym udzielić „Jarael” jakiejś odpowiedzi.
Ktoś się zbliża. Nie wiem jak długo będę w stanie nagrywać.

Zapis #6181: Coraz dziwniej. Ten, który rządzi na statku uwolnił mnie i dał mi dostęp do jednego ze swoich laboratoriów pod warunkiem, że wyślę sekretne zaproszenie do Mand’alora.
Kusiło mnie, żeby odmówić. Adasca pochodzi z tej samej rasistowskiej rodziny, która wyrzuciła mnie na ulice. Nigdy nie rozumiałem dyskryminacji innych gatunków. W rzeczy samej to te różnice porównawcze są tym, co sprawia, że istoty są tak interesującymi obiektami badań. Współczuję badaczowi, który pracuje tylko z jednym gatunkiem. W moim laboratorium i pod moim skalpelem wszyscy są równi!
Ale wysłanie wiadomości to właśnie to, co chcę zrobić. Używając kodu poinformowałem Mand’alora że żyję, w przebraniu Uciekiniera. Był zadowolony kiedy to usłyszał – bardziej chyba niż Fett! Powiedziałem też, że jestem u progu wielkiego odkrycia. Teraz na pewno przybędzie.
W międzyczasie Adasca dał mi szansę, której wcześniej nie miałem: dostęp do laboratorium. Tutaj raz na zawsze upewnię się czy kobieta- wyrzutek pochodzi z Projektu Nowej Generacji. To trochę potrwa – mam jedynie kilka jej włosów. Znalazłem je na poduszce, kiedy odeszła. Ale pamiętam kilka genetycznych znaków, których mam szukać. Jak mógłbym o nich zapomnieć?

Zapis #6208: Zbyt blisko, by czuć się bezpiecznie. Przybył Mand’alor. Ale nie tylko on – zjawił się także Squint. Jego widok, zdrowego i gotowego do działania, był bardzo niewygodny. Ale wydaje się, że mnie nie rozpoznał. Dziwne: im bardziej staram się nie być Demagolem, tym bardziej ci Jedi, którzy wydają się być tak spostrzegawczy, wierzą mi.
Wszyscy przybyli dobić targu z Adascą. Okazuje się, że ma to związek z odkryciem jakiego dokonał stary wyrzutek. To ciekawe, ale nie ma znaczenia przy tym co ja mogę odkryć. Teraz wszyscy całują buty Adaski i płaszczą się przed nim. Jedi i Mandalorianie, nie są aż tak różni od siebie!
Podczas gdy byłem zadowolony widząc Mandalora, straciłem cierpliwość do Mandalorian. Podejrzewam, że Cassus przerobił historię zaginięcia Rohlana na jakąś propagandową opowiastkę. Nie śpiewa się pieśni o Demagolu w oddziałach Fetta, jak myślę!
Przybyli tak szybko, że nie zdążyłem skończyć moich analiz. Wszyscy chcą abym był sędzią w tej sprawie, ale nie mogę doczekać się powrotu do laboratorium. Jeśli ta kobieta nie jest tą, za którą ją uważam, wrócę z Mand’alorem. Ale jeśli jest…

Zapis #6213: Moja Edessa! Ona jest kimś więcej niż jedną z moich studentek! Jest pierwszą między nimi! To Edessa!
Adasca to podejrzewał. Jeden z jego badaczy odkrył to wcześniej niż ja. Zabiłem go. Ta wiedza przeznaczona jest tylko dla mnie. Muszę się od niej dowiedzieć wszystkiego czego mogę.
Skoro ona przeżyła, to inni też!
Ale najpierw muszę się wydostać z tego statku. Ona nie może tu zostać ani nie może zostać z Jedi. A na pewno nie pójdzie z Mand’alorem z własnej woli. Jedyną opcją jest ten niezdarny chłopak, Zayne. Cóż za szczęśliwy zbieg okoliczności sprowadził go do mnie!
Wtedy eksperyment będzie mógł być kontynuowany, po wielu latach przerwy. Najpierw ona, potem inni. Musi być trenowana w używaniu Mocy.
I będzie potrzebować broni.

Zapis #6235: Los się odwraca. Los, który przyniósł mi Edessę z powrotem, wkrótce może się odwrócić. Zayne nalegał, abyśmy udali się do przestrzeni kontrolowanej przez Mandalorian na pokładzie komicznie wyglądającego pojazdu, którego załogę stanowią istoty, których mózgów nie da się znaleźć nawet głęboko szukając. Przynajmniej Trandoshanin wie jak gotować.
Co gorsza, zjawił się Squint. Nie wydaje mi się, żeby to było jego prawdziwe nazwisko. W każdym razie jest potężniejszym Jedi niż Zayne. Mogłem wykorzystać go jako partnera Edessy podczas pojedynków treningowych, abym mógł odkryć jej pełen potencjał. Jest na swój sposób wyszkoloną wojowniczką, jak podejrzewałem. Ciągłe przebywanie ze Squintem i Zaynem może ujawnić w pełni jej zdolności Jedi.
Ale mam inny problem. Podczas gdy Zayne wyruszył w poszukiwaniu swojego snivviańskiego pana, Squint zaczął smalić cholewki do Edessy. Nie wiem co Jedi myślą o związkach, ale wydaje mi się, że Squint ma własne zasady.
Edessa wydaje się rozdarta. Zayne jest jeszcze dzieckiem, ale chyba czuje się lojalna wobec niego. To dobrze. Nie można się rozpraszać. Te rzeczy I tak są zwykle błędami. Raz poślubiłem kobietę – nazywała się Sibyl, była Zeltronianką i pracowała przy Projekcie. Jeszcze więcej szaleństw. Widząc zeltroniańską teatralność zatęskniłem za Iskallonim, który mnie wychował, a który był pół maszyną.
To cud, że ktoś się w ogóle rodzi.

Zapis #6272. Znów w drodze. Wyruszyliśmy na kolejną głupią misję, mającą przynieść pokój. Edessa je kocha – a ja chcę zdobyć jej zaufanie. Ale to frustrujące. Tak dużo straconego czasu. Nie mam nadal pojęcia co się z nią działo przez te wszystkie lata.
Nie potrafię też znaleźć jej broni. Ci głupi Ithorianie przebywający na pokładzie naszego statku mają każdą broń, tylko nie miecz świetlny. Chyba muszą być jakieś reguły ich dystrybucji czy coś.
Dowiedziałem się więcej o Zaynie Carricku i jego doświadczeniach z Jedi. Jeśli są prawdziwe, to wielce ciekawe. Jak na taką poważaną organizację, zakon musi być tak samo pełen intryg jak Mandalorianie.
To właściwe, że tym razem odkrycie jest tylko moje. Ja zdecyduję, kto będzie czerpał zyski z Edessy i jej rodzaju. Najważniejsza jest nauka.

Zapis #6305: Postęp. Znalazłem miecz świetlny. Ithorianie ukradli ładny okaz z magazynu Jedi, a ja im go odebrałem.
Jedi są naprawdę przesądni. Ta broń jest zaplombowana w specjalnym pojemniku i opisana jako artefakt służący złu, niebezpieczny dla użytkowników Mocy. Jedi nie rozumieją chyba swojej potęgi.
Chyba mają coś wspólnego z Pulsipherem, którego Zayne prawdopodobnie spotkał kiedy przebywał na Jebble. Przyjemnie było usłyszeć o tym, co spotkało mojego niedoszłego „asystenta”. Warto byłoby to zobaczyć – z naukowej perspektywy oczywiście.

Zapis #6358: Katastrofa powstrzymana. Te ciągłe wezwania sprawiają, że czuję się zmęczony. Jakby nie dość było tego, że Edessa nalegała, abyśmy towarzyszyli Zayne’owi do serca Republiki w zwariowanej próbie oczyszczenia jego imienia. Ale ostatnie spotkanie z Marynarką Republiki mogło oznaczać mój koniec. Gdyby nie szalona konstrukcja statku Ithorian i to, co działo się na zewnątrz, mógłbym zostać rozpoznany. Całe szczęście było wiele miejsc, w których mogłem się ukryć a pierwszą twarzą, którą zobaczyłem, była ta, którą chciałem zobaczyć kiedy minęło niebezpieczeństwo –Edessy.
Wkrótce opuścimy Coruscant,na nowym statku. Droid zaniesie mnie w kolejnym pojemniku, aby nie alarmować władz. To dobrze, że Edessa przyjęła do wiadomości powody, dla których nie chcę odsłaniać twarzy. Dopóki nie zaufa mi na tyle, aby powiedzieć mi co się z nią działo, nie mogę podjąć takiego ryzyka.
Ale z własnej woli zgodziła się podróżować ze mną. Ośmielam się mieć nadzieję.

Zapis #6378: Sukces, ale opóźniony. Nie ma nic wspanialszego niż obserwowanie, jak eksperyment w końcu przynosi efekty. Dziś, na Metallosie 3, zobaczyłem to – prawie 20 lat później. Edessa ma zdolności, które przewidziałem. Widziałem to na własne oczy.
Teraz trzeba sprawić, żeby Zayne nauczył jej wszystkiego co wie, chociaż będzie tego bardzo mało. Squint, który jak mi powiedziano, nazywa się teraz Malak, byłby lepszym nauczycielem, ale obawiam się go. Może mi ukraść Edessę. A gdyby wiedział, że jestem Demagolem, jego tzw. „oprawcą” ? Wziąłby sobie o wiele więcej.
Nie mogę się doczekać, aż Zayne zacznie ją uczyć. Tymczasem muszę próbować wydobyć ten miecz świetlny, żeby można było go użyć. Jedi, którzy go zamknęli, mieli chyba słuszny powód.

Zapis #6429: Kolejna katastrofa. Nie poddaję się emocjom jak inne istoty i na pewno nie tak jak inni Zeltronianie. Sibyl, moja była żona, mogła wściec się albo zapłakać nad włosem, który upadł na podłogę. Jestem pośrodku. Ale przyznaję, że powróciwszy z Gantra Lea z chemikaliami potrzebnymi do wydobycia miecza świetlnego, byłem w świetnym nastroju. Być może dlatego, kiedy zobaczyłem w obozie Malaka, który próbował odebrać mi Edessę, eksplodowałem.To mogłoby przerazić Sibyl – był to wybuch emocji jaki zawsze chciała u mnie zobaczyć.
Co było potem, okazało się prawdziwą klęską. Malak uwolnił swoją furię, niepowstrzymaną. Całe szczęście zjawił się Zayne. Najwyższy czas, żeby się znalazł!
Snivvianin mówi, że może znaleźć mi więcej chemikaliów, w miejsce tych, które upuściłem. Ale chce w zamian coś, co nazywa różnicą między kosztem usługi a ceną jej sprzedaży. To dziwna, mała istota.

Zapis #6447: Cierpliwość się opłaciła. Edessa opowiedziała mi co stało się z nią i jej przyjaciółmi z Osadii. To niezwykła historia. Ale także zaskakująca: w pewien sposób nasze dzieciństwa były podobne. Oczywiście każde znalazło inny koniec.
Chłopak ma plan aby znaleźć pozostałych studentów Edessy. Szanse na sukces są niewielkie, ale Zayne ma dziwne układy z przeznaczeniem.
Nawet jeśli się nie uda, przynajmniej wiem gdzie szukać.

Zapis #6469: Oni żyją. Wszyscy. Moja porażka z dawnych czasów została zmazana. Odkrył to Zayne. Wiele z młodych obiektów z Projektu żyje, tak jak Edessa – a teraz, kiedy już są dorośli, będą dla mnie tak samo ważni jak ona. Razem zmienimy kształt galaktyki i przygotujemy ją na jeszcze większe odkrycia.
A to nie jedyne szczęśliwe wydarzenie. Edessa zdecydowała się opuścić pozostałych, zostając tylko ze mną. To była jej sugestia, chociaż łatwo mi było przekonać innych. Wydaje mi się, że kiedy uwolniłem w końcu miecz świetlny, moje zdolności perswazji wzrosły.
To chyba nic takiego.
Już niedługo.

Zapis #6477: Ostatni krok. To ostatni zapisek, który robię w tej przeklętej zbroi. Edessa i ja wyruszyliśmy z Wor Tandell na Osadię. W końcu ujawnię się jako nadzorca Projektu kiedy tylko znajdziemy się w nadprzestrzenie. Będziemy razem i znajdziemy jej kolegów z Projektu.
Nie powiem jej o tym, że żyłem jako Demagol, rzeźbiarz ciał. To mogłoby zniszczyć cały eksperyment.
Ciekawe czy się ucieszy, że mnie widzi.

Ostatni zapis: Tu Rohlan Dyre, prawowity właściciel tego hełmu.
Nie wiem co zrobić z tymi zapisami. Kiedy ich słuchałem, miałem ochotę zniszczyć całą zbroję. Jeśli moi przodkowie wiedzieliby, że w dzisiejszych czasach Mandalorianie są tak zdradzieccy, zabiliby swoich sąsiadów zanim ci zdążyliby się rozmnożyć.
Pierwszy raz zobaczyłem Demagola kiedy byłem młodym wojownikiem i wiedziałem, że nie pasuje do Mando’ade. Ucieszyłem się, że mogłem go schwytać i odzyskać to, co było moje. Chciałbym tylko mieć taką szansę wcześniej. Wiele nieszczęścia by się przez to uniknęło.
Mylił się co do artefaktów Jedi i do samych Jedi.
I mylił się co do Mandalorian.
Demagol wyszedł ze słusznego założenia – walka z Jedi nie jest sprawiedliwa. Specjalne zdolności i moce nie są potrzebne prawdziwemu wojownikowi; i niech gwiazdy nam pomogą jeśli ktoś dostałby moce, których nie powinien. Jak na przykład ten Malak. Nie wiem czy da się nad nim popracować. Ale Demagol myśli, że nasi wojownicy powinni ją zagarnąć dla siebie. To bardzo złe myślenie.
Wiem, co myślą prawdziwi Mandalorianie. Pewnie, że nie spodobało nam się, że nasze klany zostały pobite przez Jedi – ale nie jesteśmy upokorzeni, ani zazdrośni. Jesteśmy tylko wściekli na tych, którzy przegrali. Kiedy walczą większą bronią, bronisz się z większą zaciętością. Kiedy używają Mocy, także bronisz się z większą zaciętością.
Jeśli Mandalore Nieposkromiony chciałby pokonać Ulica Qel-Dromę – powinien był być jeszcze bardziej nieposkromiony!
Dobra, wystarczy. Jutro zabieram Carricka i jego przyjaciółkę na krótką wyprawę, aby naprawić to, co zrobił potwór. Potem wracam do roboty. Ciągle trwa wojna – a ja ciągle mam pytania.
Jestem zmęczony chowaniem się.

Autor: John Jackson Miller Tłumaczenie: Urthona

 

Społeczność
  *Newsy
*Nadchodzące wydarzenia
*Ostatnie komentarze
O nas
About us
Über uns
*Członkowie
*Struktura
*M`Y w akcji
*Historia Organizacji *Regulamin
*Rekrutacja
*Logowanie
M`y na Facebooku
Copyright © 2009-2018




Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3. 9,611,198 unikalne wizyty